O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 września 2016

Spowiedź nałogowca.


Wszyscy, którzy fotografują przyrodę, mówią o tym wyłącznie w samych superlatywach. Że to kontakt z Naturą i …, przepraszam, kontakt z Naturą już był? Był. No więc, … w samych superlatywach.
Tymczasem prawda jest tak, że pstrykanie fotek przyrodzie wpływa niekorzystnie na niektóre elementy rzeczonej oraz, na zasadzie rykoszetu, na samego fotografa. Nie będę rozpisywać się na temat tej pierwszej kwestii, gdyż przyjdzie na to czas i skupię się na kwestii ostatniej, czyli chronologicznie – drugiej.
Do tzw. "fotografii przyrodniczej” powróciłem ponownie kilka lat temu, choć miałem nadzieję, że to już się nigdy nie powtórzy. Ale po kolei.
Wszystko zaczęło się w ponurych czasach dominacji fotografii czarno-białej. Mieszkałem w Biebrzy, chodziłem do szkoły podstawowej i interesowałem się przyrodą. Takie tam przeciętne życie, przeciętnego nastolatka na głuchej prowincji.
Nie pamiętam już, kto namówił mnie na pierwsze pstryknięcie. Pewnie jakiś kolega, który miał dostęp do sprzętu. Nie pytajcie. Chyba wymazałem z pamięci tę, całą sytuację. Pamiętam tylko, że zaczęło się niewinnie. Początkowo było to tylko kilka fotek w tygodniu, ale zawsze w sobotnie popołudnia i w niedziele. Niestety, szybko zaczęło mi się to podobać i coraz bardziej zaczynało mnie to wciągać. Nie obawiałem się konsekwencji, bo wtedy byłem jeszcze pewien, że w każdej chwili mogę z tym skończyć. Byłem za głupi, żeby pojąć, że to nie takie proste, a potem wszystko potoczyło się lawinowo. Zacząłem fotografować także poza dniami wolnymi od szkoły, ale przynajmniej pilnowałem, żeby nie zaczynać przed południem. Przyznaję jednak, że wytrwałości wystarczyło mi tylko na kilka tygodni. Któregoś dnia złapałem się na tym, że sięgam po aparat także rano. Rano? O świcie!
Początkowo kupowałem wyłącznie filmy ORWO, ale potem zaczęło mi być wszystko jedno. ORWO, Fotopan, czarno-białe, slajdy, nieważne. Byle tylko fotografować. Gorzej, że zacząłem eksperymentować z czułościami. Zacząłem od 17 DIN, ale prędko przestało mi to wystarczać i przerzuciłem się na 29.
Nieco później „kolega” zaproponował mi założenie ciemni. Złożyliśmy się na sprzęt i przygotowaliśmy miejsce w piwnicy mojego domu. Powiększalnik, kuwety, maskownica, wywoływacze, utrwalacze... To już był początek równi pochyłej.
Na szczęście kilka miesięcy później przeprowadziłem się do Olsztyna. Zmiana otoczenia, zerwanie kontaktów z kolegami spod sklepu fotograficznego, to wszystko bardzo mi pomogło. Przestałem pstrykać. Byłem wolny, a przynajmniej tak mi się wydawało.
Niestety. Przeklęte widmo "fotografii przyrodniczej" cały czas czaiło się w pobliżu, wyczekując odpowiedniego momentu, by zaatakować. Wszystko zaczęło się niemalże podręcznikowo. Po kilku wstrzemięźliwych latach, znowu pojechałem nad Biebrzę. To był niestety jeden z tych dobrych sezonów. Rzeka solidnie wylała, tworząc rozległe rozlewiska wypełnione tysiącami ptaków. Któregoś dnia na grobli prowadzącej na Biały Grąd, spotkałem grupę fotografów. Stanąłem niedaleko od nich i przyglądałem się, jak fotografują rycyki.
Wróciłem do Olsztyna i zapomniałem o całej tej sytuacji. No dobrze! Kogo ja chcę oszukiwać? Wróciłem do Olsztyna i kupiłem pierwszy, po latach, aparat. Oczywiście wyłącznie do fotografowania córki, interesujących detali architektonicznych, życia miasta itp. Po jakimś czasie dokupiłem jednak dłuższy obiektyw i ... stało się. Po latach czystości, powróciłem do nałogu. Do wstawania, kiedy inni kładą się spać, do woderów, kleszczy, błota, boreliozy i reumatyzmu. Do tego wszystkiego od czego kiedyś tam uciekłem. I co dalej? Nie wiem. Wiem tylko, że do żadnego terapeuty raczej się nie wybieram.

 

















niedziela, 26 czerwca 2016

Migawki z terenu XVIII.


No dobrze. Pobawiliśmy się trochę w Afrykę i starczy! Niech ktoś wreszcie wyłączy to ogrzewanie! Albo włączy największe wentylatory, jakie uda się znaleźć na rynku! Lub deszczownie! A może istnieje techniczna możliwość przyciągnięcia jakiegoś lodowca? Mamy przecież podobno jakieś okręty, które rdzewieją w tajnych portach wojennych, więc wreszcie mogłyby się na coś przydać. Szybki wypad na północ, takiż rzut harpunem w lód i z powrotem do kraju. Zacumowalibyśmy górę lodową gdzieś na Zalewie Wiślanym i temperatura ciupasem spadłaby o kilka stopni, a na dodatek w olsztyńskich klepach pojawiłaby się zdrowa i pożywna foczyna. Przepraszam, wiem że bredzę, ale 33 w cieniu, to nie mój habitat klimatyczny. Chociaż ta foczyna … No dobrze, jednak bredzę!
Ten weekend postanowiliśmy spędzić w lesie, naiwnie sądząc, że na takie upały nie ma nic lepszego, niż cień i leśny, orzeźwiający zefirek. To samo musiały pomyśleć chyba także strzyżaki, gdyż kiedy w piątek wieczorem zameldowaliśmy się pod Pasymiem, były już na miejscu wraz z liczną rodziną i kolegami z wojska. Bylibyśmy niemalże w komplecie, gdyby nie fakt, że zefirkowi coś wypadło i nie dojechał. No cóż. Taka równikowa karma. Nie było co prawda tak źle, jak pewnego wrześniowego popołudnia w nadbiebrzańskich lasach, ale za dobrze - też raczej nie. Chociaż z drugiej strony, jak tak się mocniej zastanowić, to jednak strzyżaki wyszły na tym spotkaniu zdecydowanie gorzej, niż my. Po naszej stronie może i byli ranni, ale zabitych – nie było.
Upał, strzyżaki, jakaś - nieznana nam - niższa forma życia biologicznego żyjąca w symbiozie z quadem, no i my. Jednym słowem, mało strawny konglomerat dla jeleniowatych i dzików. I pewnie dlatego te pierwsze i te drugie zaległy w czeluściach tzw. puszczy, gdyż potrzebowaliśmy i opisywanego wieczoru i następnego poranka, żeby pstryknąć to, co poniżej.
Swoją drogą, takie fotografowanie ma coś w sobie z bokserskiego klinczu. Z jednej strony spocony jak śp. szczurzynek, ledwie dyszący człowiek z aparatem, a z drugiej … tak samo dyszący i spocony jeleń. I jedno i drugie ma dosyć, więc stają na przeciw siebie w pełnej rezygnacji. Człowiek niby fotografuje, jeleniowaty niby pozuje, ale i jeden i drugi wiedzą, że to bez sensu i lepiej byłoby wypić zimne piwo w jakimś, przyjemnym dla ciała i umysłu, bajorku.
Nie wiem, jak jelenie, ale my wczoraj postanowiliśmy urzeczywistnić to, o czym napisałem. Spędziliśmy kilka godzin w leśnym jeziorze fotografując ważki (o tym w następnym poście), popływaliśmy, pogadaliśmy trochę z przygodnie spotkanym rowerzystą i wróciliśmy do Olsztyna tuż przed burzą.
Mam nadzieję, że jelenie postąpiły dokładnie tak samo i wkrótce z nowymi siłami, znowu spotkamy się w lesie. PS. Znowu jest gorąco!






















wtorek, 3 maja 2016

Migawki z terenu XVII.




     Tym razem krótko, bo czasu mało, a i ten niby długi weekend trochę jakiś taki dziwny.


      Na zdjęciach mieszanina tego, co udało mi się spotkać w ostatnich dniach i  czego, z różnych przyczyn, nie zamieściłem w poprzednich postach. Szczególnie cieszą mnie dokfotki dudka. To moje drugie spotkanie z tym gatunkiem na Warmii i to na dodatek leśne. Do tej pory obserwowałem je wyłącznie na Podlasiu i to w kompletnie innych okolicznościach przyrody.


     Lubię też tego zająca, bo to dziwny zwierz. Nie tylko dlatego, że zbudowany jest z mieszaniny materii organicznej i ektoplazmy. Najciekawsze jest to, że szarak ma ...  dom. Oczywiście nie w sensie architektonicznym (przynajmniej jeszcze czegoś takiego nie odkryliśmy), ale raczej - geograficznym. Spotykamy go już od dwóch lat, zawsze na tym samym, krótkim odcinku leśnego duktu. Zwykle przebywa tam tuż przed zmierzchem i  bardzo niechętnie ustępuje nam drogi.

    I to by było na tyle. Mam nadzieję, że przywieziemy coś ciekawego znad Biebrzy (trochę nas nie będzie w internecie). Co prawda maj, to nie kwiecień, ale Dolina zawsze coś tam skrywa w zanadrzu.

PS. Blog to, trochę taki chaotyczny, zapis tego co udaje nam się podpatrzeć w przyrodzie. Dlatego, żeby choć trochę usystematyzować nasze zdjęcia, zdecydowaliśmy się na założenie strony internetowej, którą profesjonalnie przygotowała nam Husky http://whiteeyedhusky.blogspot.com/. Jest jeszcze (strona, a nie Husky:)) mocno niekompletna i wymaga dopracowania, ale coś już tam można zobaczyć. Zapraszam: http://www.fotohistorie.pl/.