O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Wierzbicka.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Wierzbicka.. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 grudnia 2015

Grzędy. Cz. I.


Zawsze interesowało mnie, jak kiedyś żyli ludzie zamieszkujący Dolinę Biebrzy i dlatego z zaciekawieniem przeczytałem pewne dwie publikacje. Na pierwszy rzut oka, obie dotyczą tego samego miejsca, ale chyba jakby nie do końca.

Pierwsza z nich, to książka reżyserki filmów przyrodniczych – Joanny Wierzbickiej pt. „Niedaleko od Rajgrodu: Polski Sybir”. Książka-widmo gdyż, choć bardzo mi na tym zależało, niełatwo było ją zdobyć. Szukałem jej w internecie i w podlaskich księgarniach. Dotarłem nawet do Autorki, jednak okazało się, że nawet ona posiada tylko jeden egzemplarz. W końcu dodzwoniłem się do Towarzystwa Miłośników Rajgrodu, które książkę wydało, i tak stałem się właścicielem trzech, ostatnich, dostępnych sztuk na świecie.

Ta książka, to tak naprawdę, nigdy niezrealizowany, scenariusz filmu o, położonej na końcu świata, wsi Grzędy i jej mieszkańcach.

Nie szukajcie tego miejsca na współczesnych mapach, bo go nie znajdziecie. Dziś Grzędy, to już tylko nazwa pasma, ciągnących się wśród turzycowisk i brzozowych lasów, wysokich, piaszczystych wydm, do których wiedzie jeden z najpopularniejszych, biebrzańskich szlaków. Jeszcze w latach `80 ub. w. można było tam natrafić na resztki fundamentów, ale dziś po wsi nie został już nawet najmniejszy ślad, jeżeli pominąć nieduży, metalowy krzyż.

Grzędy od początku różniły się od osad typowych dla tego regionu. Powstały późno, gdyż dopiero w połowie XIX w. Założyli je uczestnicy Powstania Listopadowego, którym zesłanie na Syberię, zamieniono na wygnanie na te niedostępne i niegościnne moczary. Układ architektoniczny wioski, także odbiegał od charakterystycznych, podlaskich ulicówek. Grzędy składały się z tzw. dzielnic, czyli oddalonych od siebie, o kilometr lub dwa, skupisk chałup, których łącznie było około 30. Nazwy tych dzielnic przetrwały do dziś. Dębowa Góra, Nowy Świat, Łągiew (wraz z Solistowską Górą) i Pojedynek, to miejsca dobrze znane bardziej zaawansowanym, biebrzańskim turystom.

Mapa Reymanna z okresu, gdy (jak widać) Grzęd jeszcze nie było (www.mapywig.org)

Grzędy na mapie z 1929 r. (www.mapywig.org)
         Wieś zawsze była niepokorna, co z czasem stało się przyczyną jej unicestwienia. Z racji na otaczające ją bagna i podmokłe lasy, a także odległość od cywilizacji, z którą łączyła ją jedna - często całkowicie nieprzejezdna - droga, stawała się doskonałą kryjówką dla uczestników powstań i wojen. To w grzędziańskich chałupach, w kwietniu 1863 roku stacjonował oddział powstańców dowodzony przez Jana Aleksandra Andruszkiewicza – naczelnika wojennego województwa augustowskiego, tam też sformowała się partia Feliksa Oktawiana Szukiewicza.

Z Powstania Styczniowego wieś wyszła bez większego uszczerbku, ale z I Wojny Światowej, już nie. W trakcie działań wojennych Grzędy zostały spalone, jednak zdeterminowani mieszkańcy dosyć szybko odbudowali swoje obejścia.

Po wybuchu II Wojny Światowej, Grzędy ponownie stały się atrakcyjnym miejscem dla partyzantów, zwłaszcza tych z 9 Pułku Strzelców Konnych Armii Krajowej, co - jak się później okazało - było początkiem końca wsi. 16 sierpnia 1943 roku, Niemcy zaatakowali wieś i zrównali ją z ziemią, mordując znaczną część jej mieszkańców. I tak niestety kończy się historia tej osady, gdyż powojenne władze nie wydały zgody na jej odbudowanie.

W 1980 roku Joanna Wierzbicka zamieściła w Gazecie Współczesnej ogłoszenie, w którym prosiła o kontakt tych mieszkańców Grzęd, którym udało się przeżyć pacyfikację. Choć miała tylko cień szansy na odzew, o dziwo się go doczekała. To właśnie na podstawie rozmów z tymi ludźmi, powstał wspomniany scenariusz i, chociaż nigdy nie został zrealizowany, stanowi interesujące świadectwo życia na tym odludziu.

A teraz druga publikacja. Całkiem niedawno, przeglądając zasoby Podlaskiej Biblioteki Cyfrowej (http://www.pbc.biaman.pl/dlibra), znalazłem skany, ukazującego się w latach `30 ub. w., tygodnika „Regjon Białostockia w nim relację, mieszkańca Grajewa - Bronisława Kretowicza z jego wyprawy do wspomnianych Grzęd.



Reportaż nosi tytuł „Nad Biebrzą” i został opublikowany w odcinkach, w 1934 roku. Niestety jest on niekompletny. Próbowałem odszukać brakujące części ale, jak dotąd - bezskutecznie. Tak czy siak, ten tekst, nawet zdekompletowany, to kolejny do kolekcji, fragmentaryczny zapis życia dawnych Grzędzian.

Wszystko byłoby ładne, proste i nudne, gdyby nie fakt, że - jak wspomniałem na początku - czytając książkę Wierzbickiej, a potem reportaż Kretowicza, można dojść do wniosku, że zawarte w nich informacje dotyczą dwóch różnych i wsi i dwóch różnych społeczności. Dlaczego? Ano dlatego, że ...

I tu, wzorem scenarzystów serialu „Czarne Chmury”, kończę pierwszą część tego postu.