O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kanał Woźnawiejski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kanał Woźnawiejski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 listopada 2016

Przyrodnicze szlaki Historii.

       Kiedy podczas ostatniego pobytu w Dolinie przeczesywaliśmy pewne jej fragmenty w poszukiwaniu łosi, natrafiliśmy na, ledwo już widoczne, pozostałości okopów z okresu II Wojny Światowej. Przypomniało mi to czasy, kiedy jeszcze mieszkałem w Biebrzy, a Ojciec przywoził mi czasem zardzewiałe łuski i inne, wojenne artefakty, znajdowane w trakcie wyjazdów terenowych. Kiedy sam zacząłem zapuszczać się w głąb Doliny, znajdowałem je i ja. Było ich oczywiście o wiele mniej, gdyż część padła zapewne łupem zbieraczy, resztę zaś pochłonęła przyroda. Te, nieliczne znaleziska pobudzały jednak wyobraźnię i zachęcały do poszukiwania informacji, zwłaszcza na temat działającej na tym terenie partyzantki. Wtedy nie było to jednak takie proste. Na przełomie lat `80 i `90 rzetelne publikacje dotyczące Armii Krajowej (która dominowała na tym terenie) były niedostępne, a przynajmniej dla mnie. Dopiero po wielu latach dotarłem do książek-pamiętników ludzi, którzy walczyli w szeregach 9 Pułku Strzelców Konnych Armii Krajowej i którzy w 1944 r. brali udział w walce stoczonej na Osowych Grzędach (największej bitwie partyzanckiej na Białostocczyźnie).
       Wspominam o tym wszystkim z jednego, ważnego dla mnie powodu. Od zawsze interesuję się II Wojną Światową, więc zgromadziłem solidny zbiór książek poświęconych temu tematowi. Problem jednak w tym, że większość miejsc, o których czytam, to dla mnie tylko nazwy. Nigdy nie byłem w Normandii i pod Monte Casino. Nie odwiedziłem Wołgogradu-Stalingradu, Tobruku i Ardenów. Ba! Nie byłem nawet na Westerplatte!
       W Dolinie jest jednak inaczej. Gdy czytam wspomnienia byłych partyzantów, napotykam na bardzo dobrze znane mi nazwy miejscowości, rzek, kanałów, lasów i uroczysk. Gdy ruszamy w teren, często wykorzystujemy te same szlaki, po których poruszali się żołnierze AK. Ząb czasu obszedł się z tym obszarem dosyć łagodnie, więc dzisiejszy krajobraz jest prawie taki sam, jak ten z 1944 r. Płyną te same rzeki, rolnicy wykaszają te same łąki i jeżdżą po drzewo w te same brzeziny, do których jeździli ich dziadkowie. Przemierzanie tych terenów, to nie tylko obcowanie z przyrodą, ale również z historią. Niezwykle ciekawą i ważną historią, która - nad czym ubolewam - interesuje tylko nielicznych. 
       W Biebrzańskim Parku Narodowym trasy turystyczne nie mają nazw. Można by jednak zrobić wyjątek i obecny, czerwony szlak biegnący wzdłuż Ełku nazwać Szlakiem Żołnierzy 9 Pułku Strzelców Konnych Armii Krajowej, żeby uświadomić przyjezdnym, ale również nowej generacji miejscowych, że Biebrza, to nie tylko ptaki, łosie i stara, carska twierdza.


PS. Nie chciałem w poście streszczać historii 9 PSK AK i innych oddziałów walczących w Dolinie, bo nie zasługują na jakieś tam streszczenie, a poza tym nie starczyłoby mi miejsca. Zachęcam jednak do poczytania. Trochę informacji można znaleźć w internecie. ale kopalnią wiedzy  są dwie książki: Jana Orzechowskiego „Aby pamięć nie zginęła” i Władysława Świackiego „Pamiętnik przechowany w beczce”.












czwartek, 27 października 2016

Jak się kłócić, to przynajmniej na temat przyrody.



       Tematów do związkowych kłótni jest zapewne tyle, ile samych związków, czyli sporo. Sprzątanie, zakupy, posiłki lub ich brak, forma spędzenia wakacji, używki i cala reszta - budzących żywe zainteresowanie sąsiadów - kwestii, które zapewne znacie z tzw. autopsji.

       My od dwóch trzech czterech dni kłócimy się (momentami ostro) na temat  ochrony przyrody, ze szczególnym uwzględnieniem Biebrzańskiego Parku Narodowego. Oboje zgadzamy się co do tego, że chronić trzeba, ale w pozostałych kwestiach nasze opinie często się rozbiegają. Dotyczy to drobiazgów, takich jak np. dizajn wiatek posadowionych wzdłuż Carskiej Szosy (element infrastruktury szlaku Green Velo, który ja akurat lubię), jak również poważnych inwestycji, takich jak np. projekt renaturyzacji rzeki Ełk wraz z towarzyszącymi jej inwestycjami (mostem, stanicami dla kajakarzy i plażami). Nie mam zamiaru zanudzać Was szczegółowym opisem wiatek, ani projektu (zainteresowanych odsyłam na strony parkowe), chciałbym tylko wykorzystać ten ostatni przykład do pozastanawiania się chwilę nad kierunkami ochrony przyrody w Polsce.
       Oboje z gŁosiem zgadzamy się co do jednego.  Renaturyzacja Ełku, to ważne przedsięwzięcie, które - miejmy nadzieję - przywróci temu obszarowi dawną świetność. Różnimy się natomiast, co do oceny obecnego wyglądu tego miejsca, zwłaszcza w okolicach, nieistniejącej już, mikroosady Dębiec. gŁoś jest zdania, że teraz też nie jest źle i miejsce to ma swój, niepowtarzalny urok. Problem tylko w tym, że nie zna Dębca z czasów, z których znam go ja. I tu jest pogrzebany pierwszy z psów. Dla kogoś, kto poznał to miejsce relatywnie niedawno, rzeczywiście może wydawać się, że jest tam dziko i ciekawie. Ja jednak widzę to nieco inaczej. Dla mnie dolina Ełku, to - przepraszam za wyrażenie - trup, albo w najlepszym przypadku - zombie. Brak wody związany m.in. z niedrożnością koryta, spowodował poważne zmiany. W miejscu, gdzie kiedyś rozciągały się podmokłe łąki, poprzecinane meandrującym korytem rzeki i poprzeplatane jeziorkami starorzeczy, dziś rozpanoszyły się łany trzcin i pokrzyw. Do czasu pojawienia się dopłat, okoliczni rolnicy tylko z rzadka wykaszali swoje łąki, co poskutkowało sukcesją wierzby. Hektary tych zarośli niewątpliwie stanowią schronienie i bazę pokarmową dla łosi, ale poza tym, to - niewiele mająca z bioróżnorodnością - nudna monokultura. Stąd właśnie pomysł na ożywienie tego, cennego niegdyś obszaru. Planowane udrożnienie koryta Ełku niesie nadzieję, że zapamiętana przeze mnie przyroda, ma szanse powrócić. Problem tylko w tym, że nie zrobią tego bagienne stworki, które nocą wymamroczą kilka zaklęć, spalą trochę ziół, potańczą i rano będzie, jak w Bagiennym Raju. Tego rodzaju projekt wiąże się niestety z dość poważną ingerencją w krajobraz. Przykładem tego jest otoczenie Kanału Woźnawiejskiego. Zamontowanie progów spowalniających i jazu, wymagało wybudowania tzw. drogi technicznej, po której mogły się poruszać maszyny budowlane. Zgadzam się, że droga piękna nie jest i negatywnie wyróżnia się w krajobrazie. Tyle tylko, że za jakiś czas wtopi się w otoczenie, a stworzony system zacznie, mam nadzieję, działać.
       Podobnie będzie w przypadku Ełku. Tu również konieczne będzie czasowe naruszenie okolicy. Wątpliwości gŁosia budzi, związany z tym etapem realizacji projektu, pomysł utworzenia na Kanale Rudzkim (który kiedyś tam zastąpił k w transporcie wody do Biebrzy) czegoś w rodzaju stanicy kajakowej (wiaty, plaża itp.), zaś kilka kilometrów dalej - mostu, który będzie wykorzystywany przez rolników. Fakt. Nastąpią pewne zmiany, tylko, że:
  • Park narodowy, to nie zamknięta zona wokół Czarnobyla. Oprócz ochrony, jedną z jego funkcji jest również rekreacja, dzięki której ludzie mogą poznawać biebrzańskie osobliwości, a jednocześnie zasilać parkowy budżet.
  • "Stanica" nie powstanie na terenie Biebrzańskiego PN. Poza tym miejsce, w którym ją zaplanowano, to typowy, nudny krajobraz rolniczy z pastwiskami, dwoma sztucznymi kanałami i szutrowymi drogami,
  • Stworzenie takiej infrastruktury zwiększy prawdopodobieństwo, że kajakarze nie będą nielegalnie biwakować w dowolnie wybranych przez siebie miejscach, 
  • Biebrza i (w przyszłości Ełk), to nie Czarna Hańcza i nie Krutynia. Nawet stworzenie wspomnianej infrastruktury nie spowoduje, że spływy staną się tu czymś nagminnym, co będzie w stanie zagrozić środowisku.
  • I wreszcie ostatnie, czyli ten nieszczęsny most. Wbrew obawom, jego budowa nie zwiększy presji na park, gdyż z założenia będzie służył tylko rolnikom, dzięki którym cała ta okolica nie zamieniła się jeszcze w wierzbowy busz.
      Przyznaję, że sam mam wiele wątpliwości, gdyż tego typu projekty, to w końcu operacja na żywnym lub półżywym organizmie. Może więc wybrać wariant nr 2, czyli zostawić wszystko, tak jak jest i oczekiwać, że przyroda poradzi sobie sama? Osobiście myślę, że jest to niemożliwe, a przynajmniej nie na tak rozległym obszarze i nie przy tych zmianach klimatycznych. Jestem przekonany, że gdybyśmy zostawili to wszystko, tak jak jest, degeneracja tego miejsca będzie postępowała dalej i wkrótce w ogóle nie będzie sensu chronić tam czegokolwiek, gdyż niczego cennego tam nie będzie. Na dodatek trzeba pamiętać, że Ełk to nie wyizolowany fragment, szeroko pojętych Bagien Biebrzańskich, tylko ich istotna składowa, mająca wpływ na całość tego unikatowego ekosystemu.  
       Czy to się komuś podoba, czy nie stary system funkcjonowania obszarów chronionych powoli odchodzi do lamusa. Jak pokazują przykłady z całego świata, nie wystarczy narysować linii na mapie, oświadczyć, że teraz będzie tu park, rezerwat, czy cokolwiek innego i udać się na zasłużony odpoczynek. Niestety. Namieszaliśmy w przyrodzie tak bardzo, że czasem trzeba jej czynnie pomóc.