A jednak. Mimo składanych sobie wcześniej
obietnic, wybrałem się nad letnią Biebrzę. I co? I było dobrze! Dolina
zaskoczyła mnie przyjemnie pod wszystkimi względami. Było upalnie, ale była i rzeka,
która latem jest znacznie płytsza i dzięki temu oferuje liczne kąpieliska. I to
jakie kąpieliska! Wiem, że narażę się warmińskim patriotom lokalnym, ale pływanie w
Biebrzy, czy leniwe polegiwanie na płyciznach, to zdecydowanie inna kategoria zabawy „we wodzie”, niż taplanie się w naszych
jeziorach.
Z racji pogody nie zabrakło oczywiście insektów, ale nie był
to jakiś zmasowany atak. Na otwartych przestrzeniach dokuczały na przeciętnym,
olsztyńskim poziomie.
Największym zaskoczeniem były jednak ptaki. Przede
wszystkim jest teraz znacznie więcej czapli obojga kolorów, aniżeli wiosną. Dodatkowo są teraz bardziej dostępne, gdyż bagna wyschły i, chcąc nie
chcąc, muszą trzymać się rzeki. Są czarne bociany, które w niedużych, rodzinnych
grupach koczują w pobliżu starorzeczy. Są stadka młodych gęgaw. Wprawdzie wyklute
w tym roku ptaki nie są tak atrakcyjne wizualnie, jak dorosłe osobniki, ale nie
są też tak płochliwe. Są bieliki i błotniaki. Są kszyki i są
wreszcie, kolaborujące z krowami, szpaki. Te ostatnie połączyły się już w
duże stada, które o zachodzie słońca dają niezwykłe przedstawienie z gatunku „światło
i dźwięk”.
I wreszcie najważniejsze. Letnia Biebrza jest
prawie pusta. W porównaniu do wiosny, pomijając wędkarzy i przelotnych
kajakarzy, nie ma ludzi. I oby tak zostało.














