O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zające.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zające.. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Taki sobie zwykły szarak.


W latach sześćdziesiątych liczebność zajęcy w Polsce wynosiła ok. 3,3 mln osobników, aby w ciągu czterdziestu lat, spaść do zaledwie 513 tysięcy. Obecnie sytuacja zaczyna się poprawiać i populacja szaraków wzrosła do 597 tys. z czego na Warmii i Mazurach mieszka ich blisko 31 tys. Niby jest lepiej, ale w dalszym ciągu zające nie odzyskały dawnej pozycji, jednego z najczęściej spotykanych, krajowych zwierzaków.

Do tak znaczącego spadku liczebności, paradoksalnie, w najmniejszym stopniu przyczynili się myśliwi. Ba. To, że sytuacja zaczęła się poprawiać, jest głównie ich zasługą, ale o tym za chwilę.

Przykro mi to stwierdzić, gdyż bardzo go lubię, ale zając jest prawdziwym pechowcem. Dybią na niego wszyscy i wszystko. Przede wszystkim szarak jest bardzo podatny na wszelkiego rodzaju choroby, które w największym stopniu przyczyniają się do jego odchodzenia ku niebieskim miedzom. Kolejnym, śmiertelnym zagrożeniem są maszyny rolnicze (zwłaszcza kosiarki) oraz środki ochrony roślin. Nie, nie. To nie koniec. Tym, co przyprawia każdego, uczciwego zająca o palpitację serca jest komasacja gruntów. Jej ofiarą padają miedze (te zielone), remizy i inne użytki przyrodnicze, a przecież są one dla szaraka tym, czym dla nas takie np. Jaroty (dla czytelników spoza Olsztyna - to taka miniatura Ursynowa).

Mało? To wyliczam dalej. Drapieżniki! Te również mają swój niechlubny udział w zajęczej martyrologii. Chociaż szaraczyną nie pogardzą borsuk, jenot, kruk (i inne ptactwo drapieżne) oraz tzw. domowi ulubieńcy, to jednak prym w konsumpcji zajęcy wiedzie lis, który jest w stanie zredukować populację kłapoucha o ponad 6%.

A wspomniani wcześniej myśliwi? Wiem, że wielu z Was się narażę, ale uważam, że wykonują dobrą robotę. Część Kół (a może i wszystkie, tego nie wiem) zakazała swoim członkom strzelania do zajęcy. Dodatkowo myśliwi kupują na Słowacji zające, które wypuszczają w, dzierżawionych przez siebie, obwodach.

Zdaję sobie sprawę z tego, jaka jest (przynajmniej częściowo) intencja ww. działań, ale wiem też, że po latach posuchy, znowu spotykam i fotografuję zające. I mam nadzieję, że tak już zostanie.