W ostatnich dniach zostałem
bezpardonowo zaatakowany w mediach elektronicznych. Dwoje napastników,
kryjących się pod wiele mówiącymi pseudonimami „Leśne Opowieści” (http://krzysiekmikunda.blogspot.com/) i „Warmia
piękna, jak sen” (http://warmiapieknajaksen.blogspot.com/), rzuciła się na mnie niczym foksterier na dzika, miotając
obelgi i kalumnie. To wszystko mógłbym jednak przeboleć, ale nie to, że zdaniem
tej (nie bójmy się tego słowa) zdehumanizowanej pary, moje teksty nie korespondują
z fotkami.
Dlatego też w tym
poście udowodnię Im, jak bardzo się mylą. Są zdjęcia szpaków, to i tekst będzie
traktował o szpakach. O samych ptakach pisać nie będę, gdyż są powszechnie
znane i lubiane, choć to ostatnie, może niekoniecznie dotyczy sadowników.
Zapewne większość z
Was widziało szpacze stada. To taka chmura, poruszająca się, pozornie bez ładu
i składu, po niebie. Najczęściej takie zjawisko można obserwować późnym latem,
ale w tym roku, ptaki zaczęły swoje popisy już pod koniec czerwca.
Zawsze kiedy przyglądałem
się takim stadom, zastanawiało mnie jakim cudem w takiej masie ptaków,
poruszających się z dużą prędkością, dochodzącą do 75 km/h, nie dochodzi do kolizji
(podobnie rzecz ma się z ławicami ryb, atakowanych np. przez delfiny). Wyjaśnienie
tego stadnego fenomenu jest całkiem proste. Otóż stado kieruje się pewnymi
zasadami, które generalnie sprowadzają się do tego, że każdy osobnik utrzymuje
stałą odległość od sąsiada oraz bacznie go obserwuje. Dzięki temu, jeżeli
sąsiad skręca, skręca i on. Innymi słowy dokładnie kopiuje jego zachowanie, a
za jego przykładem idą kolejne szpaki. Oczywiście ktoś musi pełnić tu rolę jednorazowego
lidera. Najlepiej zaobserwować to zjawisko podczas ataku drapieżnika, np. krogulca.
Stado szpaków wywija się, jak toreador bykowi podczas corridy, dzięki liderowi,
czyli osobnikowi, który pierwszy zauważył zagrożenie i dał znak do rozpoczęcia
akrobacji.
Proste? Niby tak, ale
nie dla nas! W naszym świecie wystarczy krótkotrwała awaria świateł na jakimkolwiek
skrzyżowaniu, żeby kierowcy z gatunku, było nie było, wyżej stojącego w
Królestwie Zwierząt, spowodowali kilka stłuczek w przeciągu dwóch minut. I to
przy prędkości nie 75, a 5 km/h.













