Skończył się weekend, więc czas na
opuszczenie lasu. Choć nie jest to mój ulubiony ekosystem, tych kilka,
spędzonych w nim godzin, było miłym urozmaiceniem łąkowych i torfowiskowych-bagiennych
łazęg. Las, a przynajmniej ten, po którym się poruszaliśmy, to wyjątkowo
komfortowe studio fotograficzne. Wszystkie zdjęcia, które zamieściłem w tym,
oraz dwóch ostatnich postach, zrobiłem bez konieczności zanurzania się w
chaszczach. Tak naprawdę wystarczyło połazić trzy dni po tych samych leśnych
drogach, pozaglądać na przylegające do nich polanki i ... tyle.
Zachęcam wszystkich do zanurzenia się w
warmińskie lasy. Wybierzcie się tam późnym popołudniem, bądźcie cicho, a być może zwierzyna
sama wyjdzie Wam naprzeciw.
PS.
Jelenie i dziki to bardzo wdzięczne obiekty do fotografowania. Jest jednak coś
co, podobnie jak one, kryje się w lasach, ale jest zdecydowanie
rzadsze (niestety nie chodzi mi o wilka). Ale o tym, w którymś z kolejnych postów.
Czasem trzeba deszczu, by zdjęcia były inne :)
A czasem - uważnie patrzeć.
Zwierzaki były fajne, ale czas po burzy - też!
I wreszcie mgła, jak z filmu Carpentera:)






















































