O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 listopada 2013

Miało być o łosiach.



Post miał być o łosiach, ale po wysłuchaniu w internecie wywiadu radiowego, jakiego 7 listopada tego roku, udzielił dyrektor Biebrzańskiego Parku Narodowego, zmieniłem zdanie. Cóż, wywiad, jak wywiad, ale jeden z jego fragmentów był na tyle szczególny, że aby uwierzyć własnym uszom, musiałem wysłuchać go dwa razy. Fragment ten dotyczył bowiem jednego z najciekawszych miejsc w Dolinie Biebrzy, Białego Grądu, a dokładnie grobli łączącej go z wsią Mścichy (w wersji dyrektora - Mocarzy). Prowadząca audycję dziennikarka stwierdziła, że jest to niezwykłe miejsce, jednak niekiedy, zwłaszcza podczas wysokiego stanu wód, trudno dostępne. W odpowiedzi padły zdania, o które można by posądzić każdego, z wyjątkiem dyrektora parku narodowego. Okazuje się, że prowadzone są już rozmowy na temat modernizacji grobli. W miejsce piaszczystej, poprzecinanej głębokimi kałużami/brodami drogi ma powstać wybetonowana szosa, po której będziemy poruszać się rowerami, meleksami, a zapewne w niedalekiej przyszłości szynobusem! I mówimy tu o drodze, która jest, tak naprawdę, wisienką na torcie całej tej okolicy. To na niej lądują rycyki i kąpią się rybitwy białoskrzydłe. To przy tej drodze, na pozostałościach płotów, przesiadują kszyki. Tak naprawdę Biały Grąd w konfrontacji z groblą, nie zasługuje nawet na miano ubogiego krewnego. To zwykły grądzik z wieżą widokową dla wycieczek. Pomysł z zabetonowaniem grobli jest zatem tak niedorzeczny, że mam nadzieję, że nigdy nie zostanie zrealizowany.
Zastanawia mnie jednak coś innego. Od długiego czasu trwa wojna o remont Carskiej Drogi na odcinku przebiegającym przez park. Zwolennikami tej inwestycji są przede wszystkim stali mieszkańcy, przeciwnikami zaś, nazwijmy ich ogólnie, ekolodzy. Miejscowi chcą mieć normalną drogę, którą można by przemieszczać się bez obawy o to, że samochód rozsypie się po kilku kilometrach. Ekolodzy argumentują, że poprawa nawierzchni zwiększy prędkość jazdy, a to zwiększy śmiertelność, wśród przekraczających Carską, łosi. Jedni i drudzy mieli oczywiście swoje racje (mieli, gdyż remont już trwa). Zmierzam jednak do tego, że o ile w przypadku Carskiej, ekolodzy wytaczali najcięższe działa, a na różnego rodzaju forach temperatura osiągała stan wrzenia, o tyle w przypadku dyrektorskich deklaracji panuje dziwna cisza. Od feralnego wywiadu minęło już 12 dni. I co? I nic! Nikt nie protestuje. Nikt niczego nie wytacza. Nikt nie pisze petycji. Owszem, „Biebrznięci” zamieścili link z wywiadem na swoim profilu, ale jak do tej pory, bez jakiegokolwiek, konkretnego komentarza.
Tu powinna być puenta, ale poczekam z nią do następnej wiosny i mam nadzieję, że będzie optymistyczna.
P.S. A na zdjęciach łosie.






 
 
 
 


 
 
 
 

czwartek, 10 października 2013

I po ptakach!



Odszczekuję swój lipcowy post o jesieni. Pisałem go  wiedząc, że wokół mnie jest cała masa ptaków, a w perspektywie są jeszcze jesienne przeloty. To wszystko spowodowało, że pycha wciągnęła mnie jak bagno. Za oknem świeciło lipcowe słońce, a ja, syty niczym niedźwiedź po odwiedzinach barci, pisałem o dżdżu, kaloszach i półkożuszkach. Dworowałem sobie w najlepsze, ale jak pokazały następne tygodnie, mocno się przeliczyłem. Przeloty okazały się dużo mniej ciekawe, niż w ubiegłym roku. Co prawda, na rozlewisku zostały jeszcze gęgawy i trochę ptasiego drobiazgu, ale wszystko to trzyma się z dala od trzcin. Z blisko trzystu, zeszłorocznych, czapli białych pozostało dziesięć, a może jeszcze mniej (ale o tym później).
Najsmutniejsze jest jednak to, że z Warmią pożegnały się już żurawie. Wiem, że jesień to zawsze czas odlotów, ale o ile prawie nikt nie zauważa migracji wilg, czy takich na przykład żołn, o tyle jesienny, pożegnalny żurawi klangor może, mniej odporne psychicznie jednostki, doprowadzić do załamania nerwowego. I doprowadza!

 
 


 
 
 
 
 
 
  


poniedziałek, 29 lipca 2013

Jesień



Lato teoretycznie jeszcze trwa, ale jego dni są już na szczęście policzone. Wiem, że narażę się miłośnikom sportów wodnych lub po prostu wygrzewania się w słońcu, ale z przyjemnością zaczynam dostrzegać pierwsze oznaki jesieni. Szczególnie widać je na rynku/targowisku przy ul. Grunwaldzkiej w Olsztynie, ale również w przyrodzie. No właśnie, rynek. W tym miejscu jesień zagościła już na dobre. Stragany pełne są jesiennych plonów: warzyw i owoców, domowego twarogu i utuczonego późnym latem drobiu. Na ławach lub po prostu na ziemi, zbieracze runa leśnego sprzedają kurki, czerwonogłowe kozaki i prawdziwki, a przecież od dziecka uczy się nas, że grzyby zbiera się właśnie jesienią. W niejadalnej części targowiska, sprzedawcy oferują gumowe obuwie (na wypadek dżdżu), wędki (na jesienne szczupaki), stare książki (na długie jesienne wieczory), używaną odzież (na chłodne poranki i wieczory), a nawet czapki z futra i karmniki dla ptaków (na pierwsze jesienne przymrozki).
W przyrodzie jest podobnie. Owoce jarząbu pospolitego, czyli popularnej jarzębiny, pokrywają się czerwienią, a liście kasztanowca żółcią (laik oczywiście natychmiast zaoponuje, że w tym drugim przypadku, sprawcą jest szrotówek kasztanowcowiaczek, ale prawdziwy przyrodnik wie swoje). Jesień zauważalna jest także wśród ptaków. Gołębie grzywacze zbierają się w niewielkie stadka i obsiadają linie energetyczne lub kłusują w zbożach. W grupy zaczynają łączyć się żurawie, które w liczbie około 30 sztuk spotkałem przedwczoraj pod Olsztynem, oraz łabędzie nieme. A na Podlasiu, jak pisze na FB ornitolog Michał Polakowski, „Siewki migrują na całego. Poza różnymi brodźcami i czajkami (…) spotykam na północnym Podlasiu biegusy krzywodziobe i zmienne, a przed chwilą na zachodzie regionu, migrujący kierunkowo kulik mniejszy”.
I jak tu upierać się, że ciągle jeszcze mamy lato? 31 stopni w cieniu, to za słaby argument..
PS. Wiem, że znowu żurawie, ale co ja na to poradzę. Lubię je i tyle.