Tak, czy
sia ... ale poczekajcie ... poczekajcie! A dlaczego właściwie miałbym przejść
do rzeczy porządku nad tym wszystkim o czym przed chwilą napisałem? Dlaczego mam
milczeć? Dlaczego nie mogę ujawnić prawdy, co w oczu źrenic kłuje i szczecinę
na przedramionach jeży? Bo co?! Bo ONI, ci
pradawni wiewiórowie, tego właśnie chcą?! Niedoczekanie ich (im)! Dlatego niech o tym będzie
ten post! Post o rozsianych po świecie prabastardach Barbarka, ale przede
wszystkim o zwierzęcych stereotypach, które tkwią - niczym trutką szczurzą zadane - w
naszych mózgach, krwiobiegach i duszach naszych, od czasów pierwszych bajkopisarzy począwszy,
albo i wcześniejszych.
Zacznijmy
od tego, co o wiewiórze/wiewiórce myśli i wie przeciętny miłośnik
parkowo-leśnych spacerów lub publicznych obnażeń w przemiłych okolicznościach ucywilizowanej
przyrody? Otóż - wedle mojej wiedzy - w potocznej wyobraźni miejskiego
człowieka, wiewiórka jawi się jako to zwierzątko wyjątkowo sympatyczne, spolegliwe,
rudo-ogoniasto-puchate, mieszkające w dziupli kupionej od doktora drzew-dzięcioła, łupiące szyszeczki i efektywnie reagujące na bodźce werbalne, jako
to np. "Basia, Basia chodź! Pańcia
da orzeszka - lub zdecydowanie rzadziej - Basia, Basia chodź! Pańcia da orzeszek!".
I tak
oto, proszę Państwa, mamy pierwszy, doskonały przykład błędnego postrzegania tzw.
miłego zwierzątka, czyli w rzeczywistości - skrajnie niebezpiecznego gryzonia
zwanego w kręgach profesjonalistów-dewiantowiórkatorów - Sciurus vulgaris! Otóż wiewiórka, zachowuje się w ten - opisywany
powyżej - sposób wyłącznie w parkach wielkich aglomeracji miejskich czyli np. w
New York City, Ostroleka City, Paryż City, London City, Coś Tam City i - oczywiście
- w zieleniach stolicy województwa mazowieckiego (przepraszam, ale nazwa tego miasta
wyleciała mi akurat z pamięci).
Nasze
naukowe obserwacje, prowadzone od lat na Warmii, dowodzą jednak, że S. vulgaris w warunkach ekstremalnie naturalnych
(czyli kolokwialnie kwestię ujmując: dzikich, bezkompromisowych, bezlitosnych, nie
znających przebaczenia), to zupełnie inne zwierzę. Żyjący poza parkami i
skwerami wiewiór, to bestya ukryta niecnie w skórze niewinnego pluszyaka. To
łajno szatana i kły Jotunów w jednym. To szaleństwo zabijania i trudno zmywalne
plamy jasnej, tętniczej krwi na grabu liści mandarynkach. To jelit girlandy,
litry żółci, to lasu przerażenie i cisza tamże śmiertelna.
Pamiętaj
o tym Czytelniku Miły! Pamiętaj o tym, zwłaszcza gdy ogarnie Cię nierozsądna i
sromotna ochota, by ruszyć nagle i samotnie w - nieznane Ci - leśne ostępy
w pościgu za dorodnym borowikiem, smukłą kanią i swawolnym kozakiem. Pamiętaj,
że gdy schylasz się, by podjąć kurki kapelutek, gdy Twoje palce ślizgają się
zmysłowo po twarzy maślaczka, gdy uśmiechasz do wrzosu kwiatu, gdy ... czyjeś OCZY obserwują Cię bacznie z drzew
koron wyniosłych. I wiedz Zacny Runa Zbieraczu, że gdy zapuścisz się zbyt
daleko w boru mrok, nie będzie już dla Ciebie ratunku ... nikt Cię nie usłyszy,
nikt na pomoc nie ruszy, truchła nie znajdzie, świeżej juchy nie wywęszy ... nikt ... uwierz mi, że nikt, poza
... wiewiórem!
PS. Przeglądając internet w poszukiwaniu informacji na
temat wiewiórek najczęściej znajdujemy coś takiego: https://www.youtube.com/watch?v=-ZnFPn3YUfU.
Film jest oczywiście poprawnym pod względem merytorycznym (zwłaszcza w kontekście behawioru oraz interakcji z innymi gatunkami, zwłaszcza Lepus organoenus), ale specjaliści natychmiast zauważą, że brak
w nim tego czegoś, co możemy zobaczyć chociażby tu: https://www.youtube.com/watch?v=eqSVHRT6FOQ. Jak zapewne wiecie, daleki jestem od wszelakich teorii spiskowych, ale ... odnoszę nieodparte wrażenie,
że COŚ bardzo dba o to, by niektóre fakty tyczące wiewiór`ów nigdy nie ujrzały światła
dziennego.

































































