O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polish nature photography. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polish nature photography. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 lutego 2016

Rudy.


     W naszym świecie, rudzi prawie zawsze mają przerąbane. Może w Irlandii jest inaczej, ale poza nią - jakoś nikt ich nie lubi. 
     W przyrodzie, z „rudymi” jest zdecydowanie lepiej. Rudzielce - rudziki, wiewióry, sarenki, łanie, rydze, itp. - częściej budzą sympatię, aniżeli nieufność i odrazę. Wyjątek stanowi (pomijając wilka) tylko dzisiejszy, postny bohater czyli lis. Tego akurat ludzie jakoś nigdy nie zaakceptowali, a w niektórych kręgach zawodowych, wręcz znienawidzili. 
     Z czego to wynika? Ano, głównie ze stereotypów, z których większość wiąże się z niepożądanymi, z ludzkiego punktu widzenia, lisimi upodobaniami kulinarnymi. Tylko, co na to poradzi biedny lis, że Natura uczyniła go mięsożercą i to na dodatek relatywnie niewielkim? Trawą się nie naje, a jeleniowi może, co najwyżej, kitą pomachać. Poluje zatem na to, co jest w stanie dogonić i zabić. I dlatego właśnie obarczamy go winą za wyniszczenie zajęcy i kuropatw (tego, ze tępi gryzonie, jakoś nie chcemy pamiętać). To również pierwszy podejrzany, gdy tylko z kurnika zniknie jakaś przechodzona nioska.
     Paradoksalnie, największym problemem lisów jest to, że stale ich przybywa. Kiedyś, na polowaniach zbiorowych (swoja drogą natłuczono wtedy zajęcy, co nie miara), ten kto zastrzelił, przepraszam - pozyskał lisa, zwykle zostawał królem polowania. Obecnie rudzielców jest już tyle, że aby zostać "królem" nie trzeba strzelać, tylko wystarczy przejechać samochodem (nie hamując!) nocną trasę z Olsztyna do Olsztynka. W roku 2015, lisia armia liczyła już ponad 200 tys. osobników (z czego blisko 10% zamieszkuje Warmię i Mazury) i nic nie wskazuje, żeby miało się to, w najbliższym czasie, zmienić. Wykładana na terenie całego kraju szczepionka na wściekliznę, spowodowała, że ta choroba przestała być naturalnym reduktorem lisiej społeczności. Kolejna kwestia, to mniejsze zainteresowanie myśliwych. Odkąd ekolodzy obrzydzili elegantkom (i elegantom!) futra, dzielni łowcy polują na lisy, wyłącznie z konieczności.
     No dobrze. Wiemy już, że lisów nie brakuje i są odpowiedzialne za wszelkie zło na tym świecie. Czy jednak, w tym ostatnim przypadku, aby na pewno? Przecież w środowisku grasuje znacznie więcej morderców drobnych zwierząt. Kiedy z kurnika znika drób, najłatwiej wszystko zwalić na rudego. A tymczasem może być to sprawka tchórza, kuny domowej, jastrzębia, czy nawet szczura. Zniknięcie zajęcy i kuropatw to efekt ciężkiej roboty odwalonej nie tylko przez lisy, ale również przez ptaki drapieżne, półdrapieżne kruki, jenoty, norki amerykańskie i wałęsające się bez- i pańskie psy i koty. Można tak wymieniać bez końca, ale oczywiście i tak wszystkiemu będzie winny lis! Lis?! Ruda łajza, oszust, serowy kombinator, złodziej  i były TW w jednym!

      Osobiście lubię i rudych ludzi, i rude zwierzaki i dlatego proszę! Nie róbmy z lisa bestii większej, niż jest. Zastanówmy się lepiej, co możemy zrobić, żeby mógł sobie spokojnie egzystować w środowisku.


      Mam nadzieję, że jakieś rozwiązanie istnieje i niekoniecznie musi być to tzw. redukcja, czyli – mówiąc po ludzku – zabijanie. Jakoś tak naiwnie wierzę, że jest to możliwe i, że kiedyś doczekamy sytuacji, w której lis będzie syty, a zające, kuropatwy i kurczaki (te ostatnie akurat może nie wszystkie) – całe.

















A poniżej taki wiosenny niusik.