O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gągoły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gągoły. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 maja 2014

Rozlewisko.



Kilka lat temu kolega pokazał mi, leżące około 20 km od Olsztyna, okazałe, śródleśne rozlewisko. Wtedy wyglądało to imponująco. Rozległa przestrzeń wody z plamami wysepek i martwymi brzozowymi zagajnikami na tle wysokiego, naturalnego lasu. Z relacji miejscowych wynikało, że w tym miejscu były kiedyś łąki. Jeszcze przed wojną użytkowali je okoliczni rolnicy, ale gdy zaniechano konserwacji urządzeń melioracyjnych, teren zaczął się powoli zabagniać, by stać się czymś na kształt jeziora. 
Polubiłem to miejsce, głównie ze względu na ptaki. Jeździłem tam często, choć nie miałem jeszcze aparatu fotograficznego. A było po co. Na uschniętych brzozach przesiadywały rybołowy, zmieniane po chwili przez, wypatrujące padliny, bieliki. Płycizny opanowały czaple i czarne bociany. Liczne wysepki i sterty pływającej roślinności zasiedlały rybitwy czarne i śmieszki. Rozlewisko było też rajem dla kaczek. Zwłaszcza wczesną wiosną można tam było obserwować płaskonosy, cyranki, czernice, gągoły i głowienki. Na tym terenie spotkałem też chyba większość naszych dużych ssaków, w tym mojego jedynego, warmińskiego łosia.
I dlatego martwi mnie, że od jakiegoś czasu z tym miejscem dzieje się coś złego. Rozlewisko wyraźnie znika. Woda utrzymuje się tam już tylko wiosną, a i to w zaledwie kilku zagłębieniach. Wraz z ubytkiem wody zaczęło ubywać i ptaków. Zniknął rybołów, zniknęły czarne bociany i takież rybitwy. Nie słychać już bąka i nie widać bielika.
Nie oznacza to jednak, że niczego tam już nie ma. Są jeszcze perkozki, samotniki, gągoły, krzyżówki, czajki i czapla. Jest dyżurna para żurawi, a ostatnio zaczął zalatywać orlik krzykliwy. Obawiam się jednak, że mimo wszystko dni rozlewiska są już policzone. Świadczą o tym chociażby nowe paliki, wyznaczające granice działek tam, gdzie dwa lata temu była jeszcze woda. Widocznie komuś opłaca się zamienić ten teren z powrotem w użytek rolny. Szkoda tylko, że zniknie niezwykłe siedlisko przyrodnicze, podczas gdy dookoła zalegają hektary zaniedbanych, nikomu niepotrzebnych łąk. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

wtorek, 18 marca 2014

Tratwy na Biebrzy.


W trakcie oglądania zdjęć Biebrzy, przypomniał mi się spływ tratwą, który prawie odbyłem przed kilkoma laty. Prawie, gdyż w moim przypadku trwał on zaledwie trzy dni, po których postanowiłem wrócić do domu. Nie oznacza to, że odradzam ten sposób spędzania wolnego czasu. Znam osoby, które pokochały tratwy i wypowiadają się o nich w samych superlatywach. Ja nie znalazłem w tym nic ciekawego i to wszystko.
Wspomniany spływ zwrócił jednak moją uwagę na czasy, kiedy po Biebrzy pływały całkiem inne tratwy. No właśnie. Kiedy stoję na moście w Dolistowie i patrzę na pustą zazwyczaj rzekę, z jej meandrującym nurtem i bagiennymi brzegami, trudno mi uwierzyć, że Biebrza była przez długi czas ważnym szlakiem handlowym, którym spławiano drewno pochodzące z Puszczy Augustowskiej, do Goniądza, Wizny, Łomży, a niekiedy, aż do samego Gdańska.
Odbywało się to tak. Ścięte w puszczy drzewa transportowano rzeką Nettą, a następnie Kanałem Augustowskim do bindugi w pobliżu, istniejącej do dzisiaj, śluzy Dębowo. Tam przystępowali do pracy zbijacze, łącząc pojedyncze, 6-10 metrowe, pnie w tzw. tafle, które spięte ze sobą po 4-5 sztuk, tworzyły właściwą tratwę. Na gotowych już konstrukcjach budowano budy mieszkalne, montowano szryki (drągi służące do manewrowania na rzece), ster i palenisko.
Gotowe tratwy przejmowali, dowodzeni przez retmana, flisacy (nazywani w tej części kraju orylami) i rzeczna karawana ruszała w kierunku Narwi, Bugu, a potem Wisły. Jak długa była to droga, świadczy fakt, że dotarcie tylko do ujścia Biebrzy zajmowało doświadczonej załodze od 2 do 3 tygodni. 
Wydawać by się mogło, że życie oryli było jedna wielka przygodą. Może i częściowo tak było, ale orylka była jednak przede wszystkim ciężką i niebezpieczną pracą, która nierzadko kończyła się chorobami, kontuzjami czy wręcz śmiercią. Z racji jednak na ogólną biedę, a z drugiej strony pewny zarobek, rąk do pracy na tratwach nigdy nie brakowało. W okresach świetności orylką zajmowały się tysiące ludzi, a Biebrzą potrafiło płynąć i do pięciuset tratw rocznie.
Z czasem rzeczny transport na Biebrzy zaczął tracić na znaczeniu. Na przełomie XIX i XX wieku tratwy coraz rzadziej pojawiały się na rzece, a po wojnie zniknęły całkowicie z biebrzańskiego krajobrazu. Zmieniły się sposoby transportowania drewna, a i powojenne czasy nie były już przychylne wolnym, rzecznym ludziom.
-----------------------------------------------------------------

Źródła:


















wtorek, 28 stycznia 2014

Pochwała miasta.



Ostatnio napisałem, że miast włóczyć się po otwartych terenach, lepiej zajrzeć do lasu lub zostać w Olsztynie. Szczerze powiedziawszy, jeszcze kilka miesięcy temu takie stwierdzenie nie przeszłoby mi przez gardło. Las OK, ale miasto?! Beton, asfalt, samochody, tramwaje…, no nie, tramwajów jeszcze nie mamy, ale całą resztę, jak najbardziej. I gdzie tu szukać przyrody? Ano, okazuje się, że i owszem, przyroda w mieście jednak jest! Może nie w samym centrum, ale na obrzeżach jak najbardziej!
Wiem, że Olsztyn to specyficzne miasto i tego typu rad nie dawałbym np. mieszkańcom Warszawy, chyba że ktoś lubi uganiać się za wiewiórkami po takim, pożal się Babo Pruska, parku Skaryszewskim. W Olsztynie jest inaczej. Fakty? Bardzo proszę! Lesistość w granicach miasta wynosi ponad 21%, podczas gdy w całym woj. mazowieckim – 22%. O tym, jakie są to lasy, może świadczyć choćby to, że już na początku XX w., w mieście utworzono dwa rezerwaty, chroniące śródleśne torfowiska. Wody? Tu rządzimy! Wody powierzchniowe, to ponad 8% miasta, ale w zachodniej części miasta, ten wskaźnik sięga już 40%! Składają się na to trzy (a, jak!) rzeki (Łyna, Wadąg i Kortówka) oraz około 15 jezior („około”, gdyż limnolodzy do tej pory nie doszli w tej sprawie do porozumienia). Ba! Na terenie Olsztyna mamy również byłe jeziora! Tak, tak! Jeszcze w XIX stuleciu mieszkańcy Allenstein mogli zażywać kąpieli w Płocidudze, Fajferku, Motku, Małym Klebarskim, czy Pelnodze. Dziś tych jezior już nie ma, ale ich pozostałości to często niezwykle interesujące użytki ekologiczne. Wystarczy wspomnieć, że w miejscu gdzie kiedyś znajdowała się Płociduga, leżącym przy ruchliwej alei Warszawskiej, regularnie gniazduje bąk, a przez ostatnie 3 lata budował tam swoje gniazda remiz. Zasoby przyrodnicze Olsztyna, można by właściwie wymieniać w nieskończoność, ale to tematy na kolejne posty.
Poniższe zdjęcia zrobiłem w czasie dwóch, dziesięciominutowych pobytów nad jeziorem Krzywym. Teraz woda zamarzła i ptaki wyniosły się w inne miejsce. Czyli, jak zwykle. Mądry Gotkiewicz po szkodzie.