Ubiegła niedziela była raczej mglista.
Mglista to zresztą bardzo łagodne określenie, gdyż o 4.00 nie było Olsztyna. Zniknął.
Jedynym świadectwem, że kiedyś było tu miasto, były ledwie widoczne uliczne
lampy. Przez chwilę zastanawiałem się, czy w ogóle warto wyjeżdżać z domu, ale taka
mgła ma w sobie coś, z czym się nie dyskutuje. Można nie zrobić zdjęć, ale kto
odmówi sobie podróży przez niewidzialne miasto? Niewidzialny był zresztą nie
tylko Olsztyn. Niewidzialna była prawie cała trasa nad rozlewisko, które też
było niewidzialne.
Ptaków prawie nie było, a te które były,
były albo niewidzialne, albo niefotogeniczne. Paradoksalnie, fotogeniczna była
tylko biała czapla w białej mgle.










