O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

poniedziałek, 18 marca 2019

Wiosna

         Muszę przyznać, że nie pamiętam tak przecudownej, fantastycznej i radosnej wiosny, jak obecnie nam panująca.
         Przede wszystkim chciałbym zacząć od aury. Jak zapewne wiecie, nie cierpię upałów, mam wyjątkowo wrażliwe, niemalże sowie, oczy, a na dodatek obleczony jestem w skórę źle reagującą na przesuszenie. Dlatego też idealną - w moim przypadku - pogodą jest taka, jaką obserwujemy właśnie teraz. Prawie absolutny brak słońca, wilgoć, wiatr i temperatura oscylująca w granicach 4-5 stopni.
         Pisałem już wielokrotnie, że od jakiegoś czasu nad Olsztynem przelatuje coraz mniej gęsi arktycznych. I bardzo dobrze! Ornitolodzy już dawno odkryli, że gęsi lecą relatywnie wysoko, a więc ich obserwacja wymusza nienaturalne zadzieranie głowy, co fatalnie wpływa na szyjny odcinek kręgosłupa. Poza tym zawsze istnieje ryzyko, że jakaś gęś zaniepokojona, np. przelatującym obok mięśniolotem, zacznie nerwowo defekować i żrące odchody dostaną się do moich wytrzeszczonych oczu.
         Wczesnowiosenne, masowe polowania na dziki spowodowały, że zwierzyna opuściła większość znanych nam leśnych ostoi, dzięki czemu nie mamy powodu do przedrannego wstawania i szlajania się po krzakach. I całe szczęście! Po pierwsze chroni nas to przed atakiem śmiercionośnych pajęczaków, a po drugie - bądźmy szczerzy - nasze ciała już od dawna nie są przystosowane do poruszania się w trudnych warunkach terenowych. W toku ewolucji zmieniła się budowa naszych kadłubów (wypiętrzenie klatki piersiowej przesunęło się w okolice pasa, co drastycznie zmieniło położenie środka ciężkości) oraz kończyn dolnych, zwanych przez anatomów nogami, które straciły chwytność i dostosowały się do nawierzchni twardych, jako to kocie łby, trylinka, asfalt, a ostatnio modny i estetyczny polbruk.
         Brak widowiskowych, wiosennych rozlewisk w Dolinie Biebrzy sprawił, że nie kusi już nas tak bardzo wyprawa w tamtejsze rejony. I niech tak już zostanie! Dzięki temu oszczędzamy deficytowe paliwo nieodnawialne oraz zmniejszamy ryzyko kolizji drogowej z jeleniowatymi, babciami w czerniach, ale za to na rowerach oraz z wędrującymi poboczami osobnikami, których charakterystyczny, rozkołysany krok wskazuje na ich długotrwały związek z marynarką handlową. Nie grożą nam reumatyzm, bimbryzm i kartaczyzm, na które to schorzenia notorycznie zapadają mieszkańcy, zagubionych wśród torfowisk niskich, tamtejszych wsi, ale także zbyt sługo zasiedzieli przyjezdni.
         Oczywiście tego typu przykłady wyjątkowości tegorocznej wiosny mógłbym mnożyć prawie w nieskończoność, ale niestety brakuje mi na to czasu. Podsumowując, pragnę jedynie stwierdzić, że Pani Przyroda chyba mnie bardzo lubi, co potwierdzają kolejne zapowiedzi większości portali pogodowych.


PS. Uprzejmie pozwolę sobie przypomnieć, że nasze fotki będą wisiały w Starej Kotłowni w olsztyńskim Kortowie do 5 kwietnia, więc jeżeli ktoś nie mógł zajrzeć na wernisaż, a nie ma na prawdę niczego lepszego do roboty - zapraszamy do odwiedzin. Zapraszam także do bloga gŁośki glosbagien.blogspot.com, gdzie znajduje się relacja z wernisażu autorstwa Ścibora CiepielewskiegoZdjęć jest zdecydowanie więcej, ale z uwagi na RODO i te sprawy staraliśmy się pokazać tylko te, na których nic nie widać:)

PS.2. Jak zwykle przepraszam za to, że odpowiem na zaległe komentarze oraz odwiedzę Wasze blogi dopiero jutro, ale dziś przez chwilę zaświeciło słońce i dopadło mnie to przeklęte, wiosenne przesilenie. 















wtorek, 5 marca 2019

Bezgęsia Warmia


         Wiem, że ostatnio nie zaglądam tu za często (do Was niestety również), ale na usprawiedliwienie mam tylko to, że nie mam kiedy. Naprawdę! Dlatego tym razem krótko, merytorycznie i ..., ale do rzeczy! Uczeni ptakologowie dzielą gęsi, które możemy kontemplować na przedwiośniu na:

  •  gęgawy (to te nasze, polskie, jedyne lęgowe poza przyrodniczymi             niespodziankami),
  •    zbożowe (zalatują na przedwiośniu, a potem lecą na północ ku lęgowiskom   w Skandynawii lub jeszcze dalej),
  •    białoczelne (mieszkają na Syberii i na Grenlandii),
  •     bernikle białolice (Norwegia, Grenlandia),
  •   wynalazki, jako to bernikle obrożne i rdzwoszyje oraz gęsi krótkodziobe,
  •     pieczone (te spotyka się cały rok, a nie tylko wiosną).

         
       Najbardziej interesujące są oczywiście te, występujące w formie pieczystej, który to fakt bez wątpienia potwierdzą wszyscy smakosze i większość podkuchennych, część ornitologów oraz kilku wegan (aczkolwiek niechętnie i wyłącznie pod pseudonimem lub zmyślnym nickiem). Niestety nie posiadam zdjęć tych ostatnich (gęsi, a nie wegan), gdyż zwykle przypominam sobie o pstrykaniu po fakcie, czyli już na etapie wylizanego do szczętu szkieletu (gęsi, a nie wegan, choć w sumie, biorąc pod uwagę dietę, to prawie to samo ... z całym szacunkiem naturalnie).
         W przypadku pozostałych gatunków (pomijając lokalne gęgawy), na Warmii jest słabo, żeby nie napisać - jest tragicznie. Już kiedyś wspominałem, że blaszkodziobe prawdopodobnie zmieniły trasy wędrówek i przestały masowo przelatywać nad Olsztynem. Co prawda nie śledzę migracji tak nachalnie, jak kiedyś lub, jak bym sobie tego skrycie życzył, ale też nie spędzam całego czasu w swoim wytłumionym, podziemnym bunkrze nucąc pod nosem wojskowe marsze i polerując bursztynową komnatę, więc coś tam jednak widzę i słyszę, a dokładnie niczego nie widzę i nie słyszę. Niestety, ostatnimi laty zmniejszyły się areały warmińskich ozimin oraz śródpolnych rozlewisk, jeziora pozostawały długo pod lodem, więc gęsi ola ... zlekce sobie zważyły stolicę regionu i poleciały ku wschodnim rubieżom kraju.
       Gdybym był - nie przyzwól Pani Przyrodo - człowiekiem, który ciągle narzeka, stwierdziłbym zapewne, że w ogóle w przyrodzie dzieje się coraz gorzej, ale ponieważ daleki jestem od marudzenia, niczego takiego nie napiszę, chociaż w przyrodzie naprawdę dzieje się coraz gorzej. Wracając jednak do gęsi. Jeżeli jesteście ekstremalnie złaknieni chóralnego gęgotu, zachęcam Was do odwiedzin Doliny Biebrzy, gdzie za chwilę powinien być szczyt przelotów (polecam profesjonalne przewodnictwo Michała Polakowskiego i Ani Mydlińskiej, których to profesjonalistów odnajdziecie bez trudu w tzw. sieci). My w tym roku niestety prawdopodobnie odpuścimy sobie uczestnictwo w magicznym misterium odroślinniania podlaskich pól uprawnych i trwałych użytków pożółkłych. Trochę szkoda, gdyż to nasz, pierwszy od lat, sezon bez biebrzańskiego przedwiośnia, ale tym razem priorytety są - siłą rzeczy - inne. Oczywiście Dolina od zawsze zajmuje poczesne miejsce w naszych knowaniach fotograficzno-biwakowych, ale wreszcie mamy bardziej sprecyzowane (żeby nie napisać - wyrafinowane) plany, o których poinformuję Was niezwłocznie już pod koniec listopada.

PS. Widoczne poniżej ptaki, to przedstawiciele jednego z dwóch gęsich mikrostadek, które napotkaliśmy podczas naszych weekendowych spacerów w okolicach Olsztyna.
PS.2. Obiecuję, że jutro wieczorem przemaszeruję przez Wasze blogi i wreszcie nadrobię haniebne zaległości.


Zbożowe i białoczelna.


Jw., przy czym najbardziej spostrzegawcze osoby zauważą, że na fotce znajduje się nie jedna, a dwie gęsi białoczelne.


Gęgawy.


Białoczelna (w górnej części fotogramu) oraz zbożowa (w dolnej części fotogramu). W tle, opisywana w poprzednim poście, glina.


Gęgawy (poniżej również, za wyjątkiem stworzenia z porożem, który jest kozłem, czyli mężem/partnerem kozy, czyli sarną, czyli nie gęsią).