O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bielik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bielik. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 marca 2018

Latająca szuflada.

No i stało się to, czego tak bardzo się obawiałem. Remont zakończony. Przeprowadzka w zasadzie również. Nie ukrywam, że chciałem pociągnąć ten temat jeszcze przez kolejnych kilkanaście lat, gdyż była to jedna z najlepszych i najsprytniejszych wymówek, którą wykorzystywałem perfidnie w chwilach wszechogarniającego mnie, blogowego lenistwa. Niestety gŁoś uświadomiła mi, że raczej nikt nie uwierzy w to, że remont małego mieszkania może zająć tyle czasu, ile trwało wybudowanie zamku w Malborku do kupy z Wilczym Szańcem.
Oczywiście, od czasu do czasu, bywamy w terenie i nawet mamy nowe fotki-niefotki, ale Festiwal http://www.przyrodawartapoznania.pl/, praca zawodowa u tzw. podstaw, urządzanie wnętrz oraz rozstanie się (niestety!) z przepysznymi substancjami smolistymi spowodowały, że zalegają (one te fotki, ma się rozumieć) w niezbadanych czeluściach pamięci kart pamięci.
Dlatego też wybaczcie mi, że tym razem ponownie szufladka, zwana szumnie archiwum. Na usprawiedliwienie mam jednak to, że to tzw. szufladka celowa, czyli taka, do której wrzucam dokfotki układające się, w moim przekonaniu, w jakąś - mniej lub bardziej - logiczną całość. Oczywiście, na wszelki wypadek, mam również drugie usprawiedliwienie. Postanowiłem mianowicie przeprowadzić remont piwnicy, która przynależy do wspomnianego mieszkania. Pomieszczenie to do małych nie należy, więc sami rozumiecie, że doprowadzenie jej do pożądanego stanu, czyli stworzenie czegoś na kształt "une cave à moonshine" zajmie mi jakieś ćwierć wieku z hakiem, albo i więcej ...
Wiem jednak, że jest to blog z natury (z Natury?) przyrodniczy (co, jak zwykle, uświadamia mi Iwonka), a zatem powinienem napisać coś o tej całej przyrodzie. A więc, pomimo niefajnych prognoz głoszących powrót zimy, wiosna już jednak jest, a przynajmniej codziennie ogłaszają to światu olsztyńskie sikory oraz ciągnące nad miastem żurawie.
Dziękuję za uwagę i niech Światło będzie z Nami!





















czwartek, 17 sierpnia 2017

Elf w bagnie.

Czytając w sieci opisy rozlicznych, fotograficznych przygód przeżywanych pośród łąk, bagien i lasów, można odnieść wrażenie, że większość fotografujących, to niemalże mityczne elfy, bohaterowie opowiadań Turgieniewa i obrazów Fałata lub wręcz pradawni łowcy przemierzający połacie dziewiczych krain. Przyznam, że czasem można się tak poczuć, ale zwykle rzeczywistość daleka jest od opisywanego ideału. Nie zawsze są złote godziny, nie zawsze Pani Przyroda tak chętnie odkrywa swoje tajemnice i nie zawsze my sami jesteśmy w nastroju do patrzenia na otaczający nas świat przez bursztynowe okulary w brzozowych oprawkach. 
Pozwólcie zatem, że ten jeden, jedyny raz przybliżę Wam, jak naprawdę wygląda wyjazd w teren, gdy nic nie wychodzi i daleko jest do bycia Iwanem Siergiejewiczem.

Żeby dojechać na czas muszę wstać o (wyraz niecenzuralny) drugiej trzydzieści. Czasem myślę, że trzeba być całkowicie (wyraz niecenzuralny), żeby opuszczać łóżko w środku (wyraz niecenzuralny) nocy. No, ale skoro już wstałem, to jednak pojadę. Zaspany robię kawę, siorbię pierwszy łyk i … no żesz (wyraz niecenzuralny), jak zwykle!!! Czy ja się kiedykolwiek nauczę wyłączać ten (wyraz niecenzuralny) czajnik, zanim woda zacznie wrzeć?!? Jak jakiś (wyraz niecenzuralny) jenot w marcu płuczę usta zimną wodą, ubieram się, zabieram sprzęt i wychodzę … by po chwili wrócić po kluczyki, których oczywiście nigdzie nie ma! Ludzie! Czy te (wyraz niecenzuralny) klucze, muszą się zawsze gdzieś zapodziać!?! Kilka minut miotam się po całym mieszkaniu i wreszcie odnajduję je pod stolikiem, czyli to ewidentnie wina tego (wyraz niecenzuralny) kota. Docieram wreszcie do auta, wsiadam i jadę. Jest trzecia dwadzieścia, a ja muszę przejechać przez całe miasto. Na szczęście większość świateł pulsuje żółcią, ale niektóre, decyzją jakiegoś (wyraz niecenzuralny) urzędnika, funkcjonują normalnie, więc co jakiś czas stoję przykładnie pod czerwonym, jak ten (wyraz niecenzuralny) jakiś!
       Po drodze nic nie widać, gdyż jest ciemno jak (wyraz niecenzuralny). Na miejsce docieram tuż przed brzaskiem. Wychodzę z auta i od razu pakuję się w mokre, jak (wyraz niecenzuralny), zielsko. Trudno. Podchodzę do bagażnika, żeby wyjąć wodery, otwieram go i w tym momencie w twarz wali mi (wyraz niecenzuralny) namiocik samorozkładający. Oczywiście to moja wina, gdyż nie złożyłem go po pierwszej próbie terenowej. Tylko, jak mogłem to (wyraz niecenzuralny) poskładać, jeżeli nikt na świecie tego nie potrafi?!!! Dłuższą chwilę oddycham przeponowo, wzuwam wodery, zabieram sprzęt, to chińskie coś i ładuję się w trzciny. Rozstawiam namiocik na błotnistym jak (wyraz niecenzuralny) podłożu i przykrywam go siatką. Wkładam głowę i połowę kadłuba (w środku jest bardzo ciasno) do wnętrza, rozstawiam statyw, przymocowuję aparat i pakuję się cały. Siadam, jako tako wygodnie, i chwilę potem, zapadam się po pas w to (wyraz niecenzuralny) mokradło. Prawdopodobnie pod namiocikiem jest jakaś (wyraz niecenzuralny) dziura, a (wyraz niecenzuralny) podłoga (wyraz niecenzuralny) namiociku, jest absolutnie niewodoszczelna. Wydostanie się z tego (wyraz niecenzuralny), gitiowego lochu bez powiadomienia o tym całej okolicy, jest praktycznie niemożliwe, więc postanawiam nic nie robić. I siedzę tak przez trzy (wyraz niecenzuralny) godziny nie robiąc ani jednego zdjęcia, gdyż te (wyraz niecenzuralny) ptaki (wyraz niecenzuralny) się po drugiej stronie rozlewiska.
Być może brzmi to nieciekawie, ale uwierzcie mi! Ja to, mimo wszystko, (wyraz niecenzuralny) uwielbiam, nawet bez tej całej, elfiej otoczki!


PS. Wszystkich, których uraziłem powyższym tekstem, serdecznie przepraszam i obiecuję, że to się nigdy więcej (wyraz niecenzuralny) nie powtórzy!
PS.2. To na razie typowe dokfotki, ale mamy nadzieję, że będzie lepiej.

























       Poniższa dokfotka pokazuje, dlaczego często zdarza się nam wychodzić z czatowni z niczym.  Wystarczy kilka takich nalotów i przed budą pozostaje tylko wodna pustynia pokryta warstewką pierza.


niedziela, 31 lipca 2016

Dziś, czy pojutrze?



Jest takie powiedzenie, „co masz zrobić dzisiaj, zrób pojutrze, a będziesz miał dwa dni wolnego”. Nie mam pojęcia, kto jest autorem tej zacnej i ponadczasowej recepty na życie, ale wiem, że sprawdza się ona wszędzie, tylko nie w przypadku fotografii przyrodniczo-krajobrazowej.
Jakiś czas temu rozmawiałem ze znajomym o Wołkowie, dzięki któremu możemy zobaczyć dawne, nieistniejące już Podlasie. To samo dotyczy uwiecznianej przez Andrzeja „Szczurka” Waszczuka, starej, warmińskiej architektury, czy żurawi na noclegowiskach, których zdjęcia powstały wyłącznie dzięki uporowi gŁosiowi. Dziś nie ma już na Podlasiu stogów i furmanek, warmińskie budowle walą się lub są rozbierane przez właścicieli, a z żurawiami też może być różnie.
Dlaczego o tym piszę i dlaczego, moim zdaniem, jest to tak ważne? Przede wszystkim dlatego, że sam wielokrotnie przegapiałem coś, co mogłem sfotografować, ale tego nie zrobiłem. Nie dlatego, że chciałem mieć dwa dni wolnego, bo fotografia przyrodnicza, to w końcu nie praca w kamieniołomie, ale dlatego, że byłem pewien, że zrobię to później. Tyle tylko, że „później” nie było już w co wycelować obiektywu. Tak było w przypadku żołn, lisów, żubrów i paru innych gatunków.
Najlepszym jednak przykładem są poniższe, pochodzące z 2012 r., dokfotki rybołowa. Drapieżnik pojawiał się wtedy na rozlewisku regularnie, ale bardziej interesowały mnie czaple białe, kszyki, rycyki itp. Rybołowem postanowiłem zając się w drugiej kolejności, gdy lepiej poznam otoczenie, zdobędę jakieś doświadczenie i wymyślę, jak się do niego dobrać. W międzyczasie ktoś jednak wpadł na dziwaczny pomysł wybudowania na rozlewisku sztucznej wyspy dla rybitw. W tym celu spuszczono całą wodę i odłowiono większość ryb. Potem woda wróciła, ale rybołów, co zrozumiałe, już nie.
Od tamtego czasu w dalszym ciągu stosuję się do opisanej na wstępie zasady, ale w nieco zmodyfikowanej wersji: „co masz zrobić dzisiaj, zrób dzisiaj, a jutro i pojutrze poszukaj czegoś nowego”.









Poniższy bielik, to również zmarnowany temat, ale w odróżnieniu od rybołowów, jeszcze do naprawienia.