O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

wtorek, 24 lipca 2018

Zbawienna moc woni.


       Za nami kolejne świty spędzone wśród jeleniowatych. Co prawda byki odeszły niedawno precz, ale jak widać na poniższych fotkogramach, wierne łanie pozostały na potencjalnej, prokreacyjnej arenie.
       W tym poście postanowiłem po raz kolejny uchylić rąbka tajemnicy i napisać w jaki sposób powstają nasze zdjęcia, a przede wszystkim, jakie stosujemy metody, techniki, sztuczki, triki, przekręty i wałki. Mam nadzieję, że dzięki temu, sami będziecie mogli ruszyć śmiało ku Pani Przyrodzie i ucieszyć oczy tym, czym cieszymy nasze my.

Lekcja pierwsza. Zapach vs. powonienie.

       Jak zapewne pamiętacie z lekcji lub wykładów z biologii, znakomita większość zwierząt ssących charakteryzuje się relatywnie (trudne słowo!) słabym wzrokiem i genialnym wręcz powonieniem. Dlatego też niezwykle istotnym jest, aby fotograf, który pragnie uwieczniać owe stworzenia na matrycy aparatu, wydzielał woń perfekcyjnie zbliżoną do naturalnych zapachów siedliska, po którym się porusza. Nie zawsze jest to proste, ale nie jest też niemożliwe. Żebyście jednak nie musieli wyłamywać otwartych drzwi namiotu, podpowiem Wam, jak robimy to my, czyli ... my.
       I tak zatem, planując wypad w ekosystemy leśne, powinniście  (poczynając od zimy) systematycznie nacierać całe ciało ekstraktem z igliwia i hub oraz padliną parzystokopytnych preferujących siedliska borowe. Marzy Wam się fotografowanie na moczarach? Pomogą Wam kąpiele w szlamie, zraszanie pachwin preparatem z turzycy, żucie kłączy tataraku i/lub pędów brzozy niskiej. Preferujecie pustynie? Piach, piach i jeszcze raz piach. Małą ojczyzną są Wam jeziora i stawy? Rzęsa, grążele i wszystko, co ma związek z kormoranami. Kochacie polskie morze? Ejakulat płastugi, stary olej i sinice. Wielbicie Tatry? Szafran pod pachy, lanolina we włosy, bundz gdziekolwiek. Mazowsze? Obornik, spiż i wierzby. Wielkopolska? Sok z sadzeniaków, piżmo susła i serdel z musztardą. Ziemia łódzka? Wyłącznie pot włókniarki. Podlasie? Zacier z żyta, mazidło do kół i frukta. Warmia? Świętość i piwo!
       Tak jest. Na Warmii tylko i wyłącznie piwo, gdyż świętość pomijam, jako mało istotną w interesującej nas kwestii. Zdziwieni? Tak też pomyślałem. Tymczasem jest to bajecznie proste i czarownie logiczne. Pomyślcie sami! Jakich składników używa się do warzenia piwa, ale takiego piwa-piwa, a nie tych piwopodobnych wynalazków dla hipsterów i hipsteroidalnych napływowych? Oczywiście wody, drożdży, chmielu i ję ...? Jakiego języka?! Jęczmienia!! A w wyzłoconych łanach jakiej rośliny uprawnej najczęściej spotykamy jeleniowate na Warmii? Otóż właśnie!
       Ponieważ jednak nie pozjadałem wszystkich mózgów (na razie, gdyż kulinarnie ciągle się rozwijam), ciekaw jestem, jakie są Wasze sposoby na wonne wtapianie się w otoczenie. Najciekawszy wpis zostanie uhonorowany nagrodą w postaci torby oryginalnego, helskiego piachu oraz misternie zdobionego flakonika wypełnionego płastużym ejakulatem. 



















51 komentarzy:

  1. Sam jesteś płastuży ejakulat. A to dla tego, że się napaliłam na jakieś podpowiedzi co może mi ułatwić czatowanie, oprócz siatki maskującej którą zamiaruję nabyć droga kupna.
    A tu co - dyrdymały okraszone pięknymi ujęciami. A ja padlinke znalazłam, koziołka takiego tygodniowego bez tylnej już części i jak ja miałam się tam na coś zaczaić? Jak ja nic nie wiem o zaczajaniu, wszystko z podchodu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo brzydko! Nie dostaniesz flakonka! Co zaś tyczy czatowania, to napisz na FBPRIV, czego trzeba?!

    OdpowiedzUsuń
  3. W temacie błoto, to w naszych sanatoriach obkładają borowiną. Zapomniałeś o Kujawach, ale tu albo jak w Wielkopolsce albo...bo coraz więcej kukurydzy widuję.
    W lodówce jeszcze mam oscypek, to w razie czego wrócę w góry.
    Nie wiem czego używają niektórzy klienci Biedronki, ale capi od nich na odległość i założę sie, że takich fotek jak Twoje nie robią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie muszę jeździć do sanatorium, żeby zażywać borowiny. Wystarczy nieostrożny krok nad Biebrzą i gotowe:))) Kujaw nie znam, więc wolałem się nie wypowiadać, żeby nie wyjść na oszusta, ale w Tatrach bywałem, więc oscypek, jak najbardziej:)) PS.Nie korzystam. Wolę Lidla:))

      Usuń
  4. Nie wiem czy wiesz jak bardzo trafiłeś z tatarakiem. Dawno dawno temu zrobiłam z onego nalewkę. Nie miała wzięcia od zaraz i do tej pory jest jakieś 3/4 litra. Nie cały litr gdyż kiedyś dwaj panowie tak długo raczyli się normalnymi męskimi trunkami aż zabrakło i została tylko tatarakowa nalewka. Najpierw była próba bez dodatków, potem z kolą potem z oranżadą. Ostatecznie zrezygnowali. Następnego dnia jeden z panów zadzwonił do drugiego z pytaniem - Ty co myśmy pili? - A bo co? Bo czuć czymś ode mnie i jak mi się odbija to jakbym w bagnie siedział.
    PS
    Foty we mgle wyjątkowej urody

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Grażynko! Dawno Cię tu nie było, więc bardzo się cieszę, że wróciłaś:) Nie bardzo sobie wyobrażam nalewkę na tataraku. Zapach uwielbiam (najchętniej z dodatkiem biebrzańskiej mięty), ale wolę trunki mniej egzotyczne:))) PS. Mgły panują tam ciągle, co jest fajne, ale bywa, że niekoniecznie:))

      Usuń
    2. Zrobiłam to na wytrawnie i jeśli kiedykolwiek używałeś szamponu tatarochmielowego to wypisz wymaluj. Zapach nie wchodzący do gardła.

      Usuń
    3. Nie używałem, ale mogę to sobie wyobrazić, a poza tym, jakoś nie mogę się przemóc do picia szamponu:))

      Usuń
  5. A ja z innej beczki, gdzie idzie złapać takie piękne stada?

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. czyli to miejsca przeze mnie jeszcze nie odkryte. peszek jak na razie.

      Usuń
    2. Nie peszek, tylko przybywaj. Chętnie pomożemy i podpowiemy:)

      Usuń
  7. Jak zwykle tekst zabawny a zdjęcia piękne, takich dużych stad nie widziałam. Mnie nad Biebrzą bardzo polubiły ślepaki i nie musiałam się za bardzo starać. Byłam na łąkach nad Wissą teraz też jest tam piękni,e trawy na wietrze i puste przestrzenie przypominają stepy, teraz ptaków był mało czajki, czaple. Wrócę tu jak będą kwitły kwiaty dowiedziałam się od miejscowych ludzi że są białe żółte i różowe, pewnie firletki, jaskry, rzeżucha. Rozmawialiśmy też, że są tu ptaki z długimi dziobami i że trzeba kosić łąki jak już młode wyjdą z gniazd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Dawno już nie byłem nad Biebrzą, gdyż latem nie bardzo mam co tam robić, a za honorowym, insekcim krwiodawstwem nie przepadam:)) Faktem jest jednak, że te łąki są niesamowite i niepowtarzalne (na Warmii takich nie uświadczysz). TE ptaki, to kuliki wielkie. Na łąkach za Łojami corocznie spotykamy dwie-trzy pary. Teraz może być ich więcej, gdyż dołączyły do nich tegoroczne młodziaki. Jeżeli chcesz zobaczyć więcej ptaków, to polecam starorzecza z kajaka:)

      Usuń
    2. A czy tą droga przez łąki dochodziliście do Biebrzy?

      Usuń
    3. Jeżeli pytasz o drogę za Łojami, to tak. O tej porze roku, to miły spacerek w odróżnieniu od niektórych wiosen, gdy łąki są zalane. Wtedy jest to droga przez mękę, ale na szczęście okraszona rybitwami:)

      Usuń
  8. Witaj, Wojtku.

    Z racji wykonywanej pracy ulegam mimikrze stu- a nawet dwustuprocentowej. Nie tylko zbroję się w ramiona bejsbolisty, nie tylko maskuję łagodność spojrzenia potwornymi okularami, które nadają mi wygląd hmmm… dominy z marzeń podtatusiałych kalifornijskich biznesmenów, nie tylko najeżam tysiącem szpilek włosy, zwinięte w coś, co w domu nazwano kokonem, nie tylko przywdziewam obuwie, które jest skrzyżowaniem ćwierćglanów i szpilek, nie tylko zamieniam torebkę na tarczo-teczkę o wadze prowadzonej sprawy i laptopa, ale także kropię się perfumami Vespa o zapachu benzyny.

    Jak się zapewne domyślasz z mojej skargo-odpowiedzi, przyszło mi walczyć o kęs chleba w totalnie męskim świecie:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, aż się boję zapytać, gdzie pracujesz, gdyż opis Twojego wyglądu pasuje jak ulał do służb specjalnych:)) Oczywiście to tylko moje, głupie wymysły, niczego nie sugeruję, nie interesuję się, nie wyjeżdżam za granicę, nie współpra... nie spotykam się z mocodawcami, a moje dawne pobyty na Białorusi miały wyłącznie charakter akademicki! PS. A zabiłaś już kogoś? Tak tylko pytam:)

      Usuń
    2. Złota zasada brzm: "Im mniej wiesz, tym lepiej."
      :)
      I żeby nie było niejasności - stoję po jedynej dobrej stronie barykady.
      :)
      Tak poważnie natomiast - pilnuję właśnie, by inni nie zrobili sobie nawzajem krzywdy.

      Pozdrawiam:)

      Usuń
    3. Zabrzmiało jeszcze straszniej, więc idę wytatuować sobie złotą zasadę na czole:))

      Usuń
  9. Hahahahahaha Jakie porady. Ja tu schorowana w domu ślęczę, ale jak zawsze radocha, bo Ty jak zawsze coś śmiesznego napiszesz. :D No a jakie nagrody, pewnie wielu już skusiłeś nimi. :D Ja nie wiedziałam, że to tak się robi, że to jest sekret genialnych zdjęć. Jadę niebawem nad morze, to już wiem czym się wysmarować. Dziękuję za zacną poradę. hahahaahha

    Zdjęcia jak zawsze genialne, moje ulubione to piąte od góry, no nie wiem, ale pełnia magii z najlepszej baśni. :)))

    Trzeba będzie wybrać się na Warmię, wstyd, że jeszcze mnie tam nie było. No nic, będę oszczędzać i jadę. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Agnieszko:) Cieszę się, że spodobał Ci się pierwszy rozdział mojego poradnika:))) Nad morzem możesz jeszcze spróbować przegniłych wodorostów. To hit ostatniego lata:) Na Warmię koniecznie!!! Gdy się już zdecydujesz, z wielką przyjemnością pomogę w przygotowaniu marszruty! PS. Obok są Mazury, ale to przereklamowana Kraina:)

      Usuń
  10. Such brilliant looking photos! I love the lighting and fog surrounding some of these. Thanks for the share, love checking out your post! Have a wonderful rest of your week!
    World of Animals

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank You. I'm glad you like it. Polish nature can be great:)

      Usuń
  11. Jako że najczęściej buszuję po Pogórzu a rowerem jeżdżę po Powiślu to maskować się zapachowo muszę w sposób adekwatny.
    Sam stosuję pół butelki jabola (napój alkoholowy, owocowy, typu wino - przynajmniej tak napisali na etykietce... nie mylić z etykietą, zwłaszcza dworską). Wlewam oną połowę w cholewki cholewiaków zwanych "gumofilcami" - acz ludowo to będą "łapcie obliwane gumom".
    Rzecz jasna wcześniej wsadziwszy tam nogi owinięte w stare prześcieradła (onuce sprzedałem za wino)
    Poza wonicznym maskowaniem mojej obecności w terenie, świetnie działa ta metoda na odciski i szorstkość pięt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza tym, po kilkudziesięciu kilometrach pedałowania wino nabiera cudownego bukietu oraz smaku porównywalnego z boskimi nektarami z Olimpu. Mam tylko nadzieję, że stosujesz wyłącznie nieprane prześcieradła pochodzące z wyselekcjonowanych, rumuńskich przytułków zlokalizowanych na południowych zboczach Bukaresztu? Jeżeli tak, to upraszam się uniżenie o jeden taki gumofilec na moje, nadchodzące urodziny!!

      Usuń
    2. W rzeczy samej... boginie omdlewają...
      Niestety prześcieradeł tak wykwintnych nie posiadam, kontentować się muszę, tymi z noclegowni, zdobytymi w drodze do pralni.

      Usuń
    3. A omdlałe boginie można ... uspokój się Gotkiewicz! Te z noclegowni też są dobre o ile rzeczywiście przechwycisz je przed, a nie po pralni. Co prawda takie wino jest bardziej wytrawne od wspomnianego rumuńskiego, ale równie zacne. Należy je tylko przechować kilka dni w szambie, gdzie nabierze tzw. bukietu (z francuskiego: bukie).

      Usuń
  12. A ja chodzę za ptakami i w tym momencie cieszę się, że mogę to robić bez kombinowania z własnym zapachem, jakkolwiek by to brzmiało ;). Do nich można wyjść z domu nawet w zwykłych ubraniach i się napatrzeć do syta.
    Jelenie oczywiście śliczne jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ptakami rzeczywiście jest łatwiej. Pamiętam, jak paliliśmy papierosy (bo już nie palimy) w czatowniach i nic złego się nie działo:) Co zaś tyczy jeleniowatych, to także możesz wyjść do nich w byle czym, byleby wiatr był po Twojej stronie:)

      Usuń
  13. Ledwie rozbudzona bladym świtem wychodzę z domeczku działkowego, siadam cichutko na tarasie z pierwszą kawą i .... nie ruszam się. Najróżniejsze ptaszeczki do mnie przylatują. I śpiewają jak wariaty jakieś.Tylko teraz już mniej bo uczą dzieciska latać...
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę! My szlifujemy miejskie bruki i tak, aż do września:(

      Usuń
  14. Jak zwykle, czyli na wesoło, bo życie jest wystarczająco poważne.
    Uważam, że ciekawy zapach można osiągnąć, jeśli weźmie się ssawkę i wyssie, to, co w trampku jest plus wyciąg z kociej kuwety i zgliwiałej ryby. Cudów nie ma, żadne zwierzę nie rozpozna człowieka po takim zapachu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w sedno. Na poważnie piszę w pracy i wystarczy:)) PS. Ja zamieniłbym trampek na tramwaj (ta z resztą przeczytałem w pierwszej chwili), ale to chyba byłaby już broń biologiczna:))

      Usuń
  15. będę brutalnie szczery - gówno prawda. i już.
    wystarczy trzy dni bez cywilizacji i środków zapobiegawczych i w każdych warunkach człowiek staje się ciałem przeźroczystym dla natury - pachnie swojsko, tzn śmierdzi ze wszystkich sił tym, co ma wokół, a owo "wokół" przywyka do człowieka. Pojedź na tydzień bez mydła i leż w tych bagnach, to po powrocie dwa tygodnie będzie mało, żeby wyplenić tatarak ze skóry, a borowinę spod paznokci. nie ma łosia, który zwęszy podstęp - chyba, że pęcherz Ci nie wytrzyma, a zaaplikujesz mu zbyt wiele płynów ogólnie uwielbianych wieczorami (jednak tylko do poranka, kiedy świadomość zacznie doganiać fantazję).
    gdybym wygrał niechcący - poproszę o tatarak albo czteropak jęczmienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz typowy dla podchodowego ignoranta, amatora, niedouka itp. itd. Tak, to można najwyżej zamroczonego testosteronem samca bogatki w czasie sikorkowej rui podejść! Wystarczy się nie myć?! O Pani Przyrodo Prześwięta! Ty słyszysz i nie grzmisz?! Tzn. grzmisz od paru już dni, ale czy słyszysz, co wypisuje ten człowiek i kierujesz weń gromy?! Owszem zgadza się, że tatar, bagno i pot wystarczą na łosia, ale czy podejdziesz w ten sposób kozicę?! W oparach nieznanej jej rośliny, nieznanego podłoża i takiejże wydzieliny? Nie wydaje mię się!

      Usuń
    2. koza to ta młoda i głupia, a kozica, to staruszka, która wciąż rozumku nie pobrała, bo jej się kierunki pomieszały? tatar nie wystarcza na kozice? a to dziwne - ja unikam surowizny, a one i tak mnie omijają. bagien również staram się unikać, bo mrożące krew w żyłach opowieści wpędziły mnie w stracho-lęki dożywotnio - nie lubię, kiedy ziemia płynie. w każdym bądź razie moje aspiracje kończą się na oglądaniu zdjęć, bo sam widuję i rozpoznaję tak niewiele, że wstyd się przyznawać do jakichkolwiek stopni ignorancji. powiedzmy, że głębokość peryskopowa. zad od głowy w wielu przypadkach odróżniam.

      Usuń
    3. Prawie, ale jednak nie:)) Bagna są dobre, a nawet bardzo dobre, więc nie wierz w głupie opowieści, tylko słuchaj fachowców (chrząkam właśnie nieskromnie) i przyjeżdżaj nad Biebrzę. Nie mów tylko nikomu gdzie jedziesz, bo bagna nie lubią gadatliwych i są pamięt ... są dobre! Zad od głowy śnić, pieniądze na koncie!

      Usuń
    4. to nie kłopot - nadmiar słów wylewam w blogu i sieję je tu dość niefrasobliwie, żeby gębofon zaoszczędzić na konsumpcję. jeszcze nie wygoiłem się po chaszczach zachodniopomorskich i Piławie, więc chwilowo pozostawmy bagnom co bagienne (bagniste? zabagnione? bagnowate? najbagistniejsze?).

      Usuń
    5. Może być bagnowate:) A tak poważnie, to aktualnie z powodu upałów, bagna przejściowo się skończyły, więc i tak trzeba czekać do przyszłej wiosny.

      Usuń
    6. nie ma kłopotu - nie jestem zatwardziałym amatorem kąpieli borowinowych.
      to gdzie teraz będziesz wędrował z aparatem?

      Usuń
    7. Po warmińskich pagórach oczywiście, a później, gdy wróci woda i ja wrócę na moczary:)

      Usuń
  16. Tatarak toleruję jedynie w szwajcarskiej wersji absyntu, gdzie zdaje się jest bardziej znaczący niż nawet bylica pontyjska. :)
    A te jelenie to gdzie sobie poszły? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie próbowałem, ale jestem młody, więc jeszcze duuużo przede mną:))) PS. Nie wiem, ale na szczęście już wracają:)

      Usuń
  17. Jako zootechnik mam pytanie - jak pobierasz płastuży ejakulat? Bo jak to się robi u udomowionych, to wiem. Buchajowy, ogierowi, knurzy, rozumiem, ale płastuży?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo, tylko fantom jest mniejszy i płastszy:)) PS. Teraz to się nazywa - bioinżynier:))

      Usuń
  18. na takie blogi wchodze z przyjemnością !

    OdpowiedzUsuń
  19. extra wygladajacy blog i ciekawe inspiracje !

    OdpowiedzUsuń