O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żurawie.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żurawie.. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 września 2015

Jak nie zostałem poetą.


Tym razem chciałbym odejść od konwencji niewiązania tekstów ze zdjęciami i opisać, jak powstały fotki zamieszczone poniżej. Myślę, że warto, gdyż podpatrywanie z bliska, budzących się ze snu, żurawi to jedne z najmagiczniejszych, przyrodniczych chwil, wartych poświęcenia im kilku, zaczerpniętych z głębi duszy, strof. Dlaczego strof? Dlatego, że brzasku, spędzonego wśród dostojnych ptaków, nie można przecież opisać ot tak, zwyczajnie, prostacko. Tu trzeba poezji!

Żurawie, żurawiejki, żurki. Z trzech tych określeń, najbardziej ukochałem sobie ostatnie, gdyż kojarzy mi się nieodmiennie z Królową. Królową Zup, czyli Żurkiem, który zawsze zamawiam ..., nie, nie, to nie jest poetyckie, to znowu bajdurzenie o kuchni i jedzeniu, a nie takie były moje intencje. Pozwólcie, że zacznę od początku.

Noc jeszcze, ciemności opończą, okrywała miasto, gdy niewyspany i głodny ...,  no i znowu! Ja naprawdę nie robię tego celowo, to coś samo wychodzi mi spod palców. Solennie przyrzekam, że to już się więcej nie powtórzy. Proszę dać mi ostatnią szansę!

Noc jeszcze, ciemności opończą, okrywała miasto, gdy niewyspany i przepełniony szczęściem (Mogę? Mogę!) wyruszyłem ku czatowni, ku mej prywatnej widowni w teatrze Natury. Odpryski mgławic oświetlały drogę, wijącą się wśród, skrytych w mroku tajemnic, wzgórz i lasów. Podążałem nią wypatrując celu, gdy wtem, w oddali, pod kopułą czarnego nieba, dojrzałem pełgające światło. Gwiazda to poranna, czy latarnia magiczna? Jak chart, jak ogar pognałem do przodu, by nakarmić miotającą się we mnie niepewność. Nie. To nie ciało niebieskie wzywało mnie ku sobie i nie czarnoksiężnika latarnia to była. To wielki, podświetlony baner reklamowy z wizerunkiem szczuropodobnego stwora i napisem:
 
„TY masz łaknienie, MY – polędwicę i baleron z nutrii.
NUTRUŚ - Masarnia z tradycjami.
Rok założenia - 2013” ...

Przepraszam, ale nie dokończę tego postu. Nie dam rady. Nie potrafię pisać poetycko, gdy jestem głodny. Tak naprawdę, gdy jestem najedzony, też nie. Napiszę tylko, że dojechałem na miejsce, zrobiłem zdjęcia i wróciłem do domu. Na śniadanie.























środa, 19 sierpnia 2015

Alternatywny przewodnik do rozponawania ptaków



Chciałbym w tym poście pokazać kilka fotek, będących częścią mojego nowego projektu. Oczywiście bardziej spostrzegawczy zauważą, że są nieostre, a Ci bardziej krytyczni stwierdzą, że są byle jakie i nadają się, co najwyżej, do wytapetowania komórki na miał węglowy. Tak, czy siak, nie nadają się do bloga, w którym próbuję, bądź co bądź, zachęcać ludzi do obcowania z przyrodą.
Odpowiem tak. Teoretycznie i jedni i drudzy mają rację, ale wynika to tylko i wyłącznie z powodu nieznajomości wspomnianego projektu.
Żyjemy w złych czasach. W czasach, w których boiska zarastają chwastami, gdyż nikt już nie gania po nich za piłką. W czasach pustych trzepaków (to w miastach) i drzew (to na wsi), które jeszcze kilkanaście lat temu obwieszone były dzieciakami, bawiącymi się w Tarzana, w wesołą małpkę KoKo, czy po prostu spędzających ze sobą czas. Dziś młodzieżą zawładnęła ponura siła, która uwięziła ją w domach za pomocą laptopów, netbooków, smartfonów, tabletów, PlayStation i diabli wiedzą, czego jeszcze. Ta zaraza dotknęła niemal wszystkie dzieciaki. Te miejskie – z Wrocławia, Krakowa czy z Olsztyna, i te wiejskie - z Wólki, Koziodołów czy z Warszawy. Efektem jest zanik więzi społecznych, otyłość, skolioza, dysleksja, dysgrafia, alkoholizm i pogarszający się wzrok. I właśnie to ostatnie podsunęło mi pomysł na stworzenie nowatorskiego przewodnika do rozpoznawania ptaków.
Idea była bajecznie prosta. My, którzy dobrze widzimy z daleka (bo z bliska to już bywa różnie) korzystamy ze zwykłych atlasów, w których na rysunkach lub zdjęciach przedstawiono ptaki. Ale jakie? Ostre! I my, takie właśnie widujemy w terenie. A teraz pomyślcie, że jesteście z generacji wychowanej przed ekranami ciekłokrystalicznymi i interesujecie się ornitologią. Dopóki macie swoje okulary, soczewki itp., wszystko jest ok. Widzicie żurawia i wiecie, że to żuraw, widzicie czaplę białą i też wiecie, że to biała. Ale wystarczy, że gdzieś w trzcinowisku zgubicie te Wasze polepszacze wzroku i czar pryska. Zamiast ptaków, widzicie tylko jakieś rozmazane kształty. I wtedy właśnie wkraczam ja, ze swoim alternatywnym przewodnikiem, zawierającym jakie wizerunki ptaków? Oczywiście wyłącznie rozmazane! I życie znowu staje się piękne. 
PS. Za tydzień prezentacja kolejnego projektu, tym razem skierowanego do otyłych alkoholików z dysgrafią.














niedziela, 31 maja 2015

Jak odnalazłem bratnią duszę w żurawiu.


Miałem ją sprzedać, ale ciągle zwlekałem. Woziłem ją w samochodzie, tylko po to, by zabierała miejsce. Wcześniej użyłem jej tylko raz, głównie po to, żeby sprawdzić, jak to ustrojstwo działa. Chodzi mi oczywiście o przenośną czatownię. Kupiłem ją już dawno temu i szczerze mówiąc zastanawiałem się, po co? Wyprodukowano ją prawdopodobnie dla myśliwych polujących na ptactwo, gdyż oceniając ją w kontekście fotografii przyrodniczej ma, moim zdaniem, sporo wad i tylko jedną, ale za to fantastyczną zaletę. Dzięki wmontowanemu fotelikowi wędkarskiemu (z wgłębieniem na napój, ma się rozumieć!) jest najwygodniejszą kryjówką na świecie.

Moja opinia na temat czatowni zmieniła się w ciągu ostatniego tygodnia. Nigdy nie pomyślałbym, że z tej właśnie budy, uda mi się jednak zrobić jakieś zdjęcia, a jednak. Co prawda stało się to przypadkiem, ale czy przypadki nie rządzą tym światem? Znalazłem gniazdo żurawi, a że nie miałem niczego innego (siatki zostały w domu) w czym mógłbym się ukryć, skorzystałem właśnie z niej.

Najdziwniejsze jest jednak to, że ptak bardzo szybko zaakceptował dziwną konstrukcję lub też, dzięki wbiciu jej w krzaki, nie zauważył. Tak, czy siak, żuraw po początkowej ucieczce, spokojnie wrócił do gniazda i kontynuował wysiadywanie. Napisałem kontynuował, chociaż w przypadku tego osobnika, to słowo nijak miało się do rzeczywistości. Ptak, po klapnięciu na gniazdo, posiedział 5 minut, po czym wstał i zaczął zajmować się poprawianiem jego konstrukcji. Usiadł ponownie, by za kolejnych 5 minut poderwać się w celu poprawy upierzenia. I tak przez cały czas. Muszę przyznać, że byłem mu cholernie wdzięczny, gdyż fotografowania żurawia zajętego wyłącznie wysiadywaniem, wykończyłoby mnie psychicznie już po godzinie, a kolega-odprowadzacz miał przyjść po mnie znacznie później.

Choć widzieliśmy się tylko dwa razy, bardzo polubiłem tego żurawiego nicponia. Przyjemnie jest bowiem, gdy w jednym miejscu spotykają się dwa typy, które choć reprezentują odmienne gatunki, mają jednak wspólną cechę, czyli ADHD. Oczywiście porzuciłem również pomysł sprzedaży czatowni. Czuję, że po wprowadzeniu kilku modyfikacji, jeszcze mi się do czegoś przyda.