O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice Olsztyna.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okolice Olsztyna.. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 października 2020

Wróciłem ... chyba

 

         Od czasu mojego ostatniego postu minął kaszmir czasu. Podejrzewam, że większość z Was dobiega już setki, nieletnie wówczas dzieci pokończyły szkoły lub siedzą w więzieniu, Ci zaś którzy dotąd nie czytali mojego bloga, będą mogli wreszcie to uczynić dzięki akcji zwalczania analfabetyzmu w krajach trzeciej Europy.

         Przyznam szczerze, że nie bardzo chciałem wracać do blogowania, zwłaszcza że za czas jakiś uruchamiamy z gŁośką nowy projekt, który na razie nosi roboczą nazwę "Nowy projekt". Nie bardzo miałem co pokazywać, gdyż CBŚ skonfiskowało mi większość zdjęć pod jakimś bzdurnym pretekstem zwalczania nieobyczajności. Z tekstami też było słabo, gdyż przemiły pielęgniarz podczas pobierania mi wymazu z zatok, prawdopodobnie uszkodził mi czasowo, odpowiadającą za nie (znaczy, te teksty) część mózgu.

         Kiedy jednak moją skrzynkę mailową zaczęły zapychać tysiące listów od moich dawnych czytelników ... no dobra, tak konkretnie, to przyszły tylko dwa, w tym jeden z działu windykacji pewnego banku (swoją drogą, co za chamstwo wysyłać coś takiego, gdy człowiek stoi na dwunastej linii walki z pandemią), pomyślałem, że czas skończyć z blogowym marazmem i wreszcie przygotować jakiś post.

         I oto właśnie ON. Skromny jeszcze, gdyż czasy zarazy nie sprzyjają tworzeniu ponadczasowych dzieł, mózg dalej pobolewa, ale to się wkrótce zmieni, być może już pod szyldem tajemniczego "Nowego projektu".

         Tak, czy siak, trzymajcie się zdrowo i niech Wasi - jacykolwiek by nie byli - Bogowie uchronią Was przed respiratorem.







środa, 7 marca 2018

Ponownie o krzykliwcach.

Pisałem już kilkukrotnie (chyba?) o tym, że łabędź krzykliwy to jeden z moich ptasich faworytów i - jak się tak solidnie zastanowić - nawet nie wiem dlaczego? Od swojego niemego krewniaka różni się przecież tylko kształtem i kolorem dziobem oraz permanentnie wyprostowaną szyją, ale jednak skubany ma w sobie to coś, co nie pozwala mi przejść obok niego/niej obojętnie.
I (wiem, wiem!) dlatego cieszę się bardzo, że żeby nażreć się widokiem krzykliwca nie muszę planować kosztownych wypraw do północnych krain (i rzecz jasna nie chodzi mi o Gołdap!), gdyż wystarczy, że odjadę kilka kilometrów od Olsztyna. Tyle tylko, że tak jest od stosunkowo krótkiego czasu (w dziejach Ziemi naturalnie). Aktualnie, według danych Państwowego Monitoringu Środowiska, w Polsce gnieździ się około 165 par łabędzi krzykliwych, przy czym zasiedlają one głównie Pomorze, Dolny Śląsk z Doliną Baryczy, Mazury, Podlasie i - a jakże - Warmię. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że tych 165 par, to tzw. pikuś w porównaniu z niemym, który gniazduje u nas w imponującej liczbie 5000-6000 par. Tyle tylko, że jeszcze do niedawna krzykliwce w Polsce obserwowano jedynie na przelotach, a pierwszy lęg stwierdzono zaledwie 45 lat temu w Dolinie Biebrzy. Poza tym, dynamika wzrostu liczebności (z 53 par w 2007 roku do wspomnianych 165 w roku 2017) pozwala mieć nadzieję, że w przyszłości - kto wie - krzykliwiec zdystansuje niemego.
To, że do niedawana lęgi tych ptaków odbywały się daleko poza naszymi granicami nie oznacza, że był u nas kompletnie nieznany. Pierwsze wzmianki o łabędziu krzykliwym na ziemiach polskich można znaleźć m.in. w dziele pt. "Myślistwo ptasze" z 1584 roku, autorstwa Mateusza Cygańskiego. Co prawda na próżno szukać w nim danych dotyczących liczebności, miejsc przebywania itp., ale jeżeli ktoś jest zainteresowany, jak złapać krzykacza (jak go nazywa Cygański) na wędkę z jabłkiem na haczyku, powinien bezwzględnie ową książkę przeczytać.
Odrobinę więcej wiedzy na, jakże interesujący nas temat, wnosi niejaki Konstanty Hyzenhauz (z zawodu hrabia, a z zamiłowania ornitolog), który w swoim trzytomowym opracowaniu pt. "Ornitologia powszechna czyli opisanie ptaków wszystkich części świata" z 1846 roku, pisze: "ojczyzną jego jest Europa i Azya północna u nas pod koniec Marca i na początku Grudnia w porze przelotów często postrzegany". 
O łabędziu krzykliwym wspominał również w swoich słynnych i niestety ciągle jeszcze niezekranizowanych "Ptakach krajowych" (1882) słynny polski ornitolog - Władysław Taczanowski, wedle którego: "u nas trafia się rzadziej od poprzedzającego (czyli niemego, przyp. blog.), lecz w różnych okolicach kraju bywa postrzegany".
Z uwagi na to, że mieszkam na Warmii i tu właśnie zrobiłem większość rzeczonego łabędzia, pogrzebałem trochę w bibliotekach cyfrowych, gdzie natrafiłem na publikację niemieckiego ornitologa Friedricha Tischlera pt. "Die Vogel der Provinz Ostpreussen" z 1914 roku. Wynika z niej, że łabędzie krzykliwe były regularnie widywane na wybrzeżu oraz - co ciekawe - w okolicach Bartenstein (dzisiejszych Bartoszyc). Co prawda, jak pisze Tischler, w maju 1870 roku napotkano parę tych ptaków na jeziorze w okolicach dzisiejszego Starego Dzierzgonia, ale wkrótce okazało się, że są to ptaki pochodzące z hodowli jakiegoś pruskiego oligarchy. Tak na marginesi,e Friedrich Tischler, to w ogóle ciekawa postać. Zainteresowanych jego osobą odsyłam do świetnego artykułu kol. Pepego o majątku w Lusinach http://pepegohistorie.pl/2015/07/29/co-zdarzylo-sie-w-lusinach/.
Oczywiście przytoczone opracowania to zaledwie plugawy ułamek tego, co przez lata napisano o łabędziach krzykliwych. Z ich lektury wynika  jednak, że ptaszysko przez wieki odwiedzało nas regularnie, ale z jakiegoś powodu nie kwapiło się do osiedlenia na stałe. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że wreszcie zdecydowało się na ten krok ku - nie ukrywam - mojemu wielkiemu ukontentowaniu.





















sobota, 4 kwietnia 2015

Warmia widziana znad Biebrzy.

         Ten weekend spędzam nad Biebrzą, więc kiedy, jak nie teraz, pokazać kilka warmińskich widoczków? Spokojnie, biebrzańskie też zamieszczę, ale w tym celu musze wrócić na Warmię. Wiem, że brzmi to trochę jak wynurzenia szaleńca, ale tak naprawdę dowodzi tylko istnienia paradoksów czaso-przestrzennych J.
A jak jest w Dolinie? Muszę przyznać, że trochę dziwnie. Dziwnie dla kogoś, kto przyzwyczaił się do tego, że tutejsza wiosna to woda i ptaki. W tym roku jednak, tej pierwszej nie ma zbyt dużo, a i liczebność tych drugich na kolana nie powala. Odnoszę wrażenie, że trafiłem idealnie w czas, kiedy gęsi wyruszyły w dalszą drogę na lęgowiska, a reszta ptasiego towarzystwa jeszcze nie doleciała.
Nie jest jednak tak źle, o czym świadczy długość tego tekstu.














poniedziałek, 15 grudnia 2014

Jubileusz.





Wiem, że zwykle zamieszczam nowe fotki w niedzielę, ale tym razem celowo robię to jeden dzień później. Powód jest prosty. Dziś, 15 grudnia, obchodzę okrągłą, niezwykle dla mnie ważną rocznicę. Rocznicę mojej przeprowadzki z Biebrzy do Olsztyna. Tak, tak. Dokładnie 29 lat, 3 miesiące i 22 dni temu opuściłem podlaskie równiny, by zacząć nowe życie wśród warmińskich pagórków. Takich, jak te poniżej.

 











niedziela, 5 października 2014

Jesień?



Lecą i lecą. Całą noc. Ale dokąd? I po co? A jak już lecą, może by tak poleciały nad rozlewisko? Ale nie! One lecą całkiem gdzie indziej. Na zimowiska? Chyba nie. Jeszcze na to za wcześnie. Więc dokąd?
Na rozlewisku zrobiło się pustawo. Jest inaczej, niż w ubiegłym roku o tej porze. Pierwsze dały dyla żurawie. Niby były, niby krzyczały, niby żerowały. Rano i wieczorem. A teraz co? Nie ma ich. Nie krzyczą. Nie żerują. A brodźce? Były i też żerowały! Jak żurawie. I co? I nic! Nie ma! Odleciały!
Białe i siwe czaple? Tych też ubywa! Było ich ze dwie setki, a zostało może z trzydzieści. Albo i mniej. Jakby je coś zjadało. Ale co? Dla bielika za duże. I dla lisa też za wielkie.
Albo taki zimorodek. Znalazł sobie, kanalia, inny patyk i już nie zalatuje. Nie żebym go nie widywał. Widuję. Przylatuje na suchą wierzbę, która uschła, jak dla mnie, za daleko, złapie rybkę i ucieka. No i oczywiście wodnik? Ten też jest! Ten jeszcze nie odleciał. Tylko co z tego, jak już nie chce pozować nawet przez minutę. Przeleci pędem przez błoto i tyle!
No dobrze. Są jeszcze kaczki i gęsi. Tych drugich chyba nawet przybywa. Tylko co z tego? Siedzą na środku rozlewiska i gęgają. Ale nie podpłyną. Boją się. Jak to gęsi!
I jak tu nie wierzyć w przepowiednie Podlasiaków, Kurpiów i innych Górali. Wszyscy mówili, że jesień będzie dziwna. I co? I jest!





 










Poniżej ewidentny dowód na kończącą się jesień. 
Zziębnięte czajki na tle pierwszej, w tym roku, warmińskiej góry lodowej.