W odróżnieniu od większości osób
przyjeżdżających wiosną nad Biebrzę, nie przepadam za batalionami i rzadko je obserwuję. Zdecydowanie
bardziej cenię sobie łęczaki, kszyki i czajki, nie wspominając o moich
biebrzańskich faworytach czyli rycykach (o tych ostatnich w następnym poście).
To, co napisałem dotyczy jednak batalionów uziemionych. Bataliony w powietrzu, to już zupełnie inna para kaloszy.













