O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gęś białolica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gęś białolica. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 marca 2014

Gips.



Kiedy przed przeszło czterema tygodniami dowiedziałem się, że po roku przerwy wracam do świata gipsu, mówiąc delikatnie, nieco się zdenerwowałem. Wiosna za pasem, a ja znowu zamienię się, jak to zgrabnie określił mój kumpel Krzysztof M., w półczłowieka-półodlew. Na szczęście godzinna, relaksacyjna sesja pod kroplówką spowodowała, że uspokoiłem się i zacząłem opracowywać kryzysowy plan działania. Wraz z upływem płynu w, zawieszonej nad moją głową, plastikowej butelce, byłem coraz bardziej przekonany, że mając do dyspozycji jedną rękę, zęby i chwytne kolana, jakoś sobie poradzę. Mało tego! Wpadłem na genialny, w swej prostocie, pomysł. Napiszę podręcznik fotografowania dla ludzi w gipsie! Uświadomiłem sobie nagle, że o ile półki księgarń uginają się pod ciężarem pozycji traktujących o fotografii krajobrazowej, portretowej, mody itp., o tyle nie ma książek poświęconych fotografii urazowej! Jeżeli dołożymy do tego fakt – myślałem - że statystyczny Polak przynajmniej raz w życiu coś sobie łamie i jednocześnie posiada średnio półtora aparatu fotograficznego, to taki podręcznik musi okazać się strzałem w dziesiątkę i przyniesie mi rozgłos i pieniądze! Co prawda trochę martwiło mnie, że po wydaniu bestsellera sporo czasu zajmą mi spotkania autorskie, wywiady, rauty oraz odbieranie nagród, ale z drugiej strony byłem pewien, że jak każdy celebryta, jakoś sobie z tym poradzę.
Próba generalna fotografowania w półpancerzu odbyła się podczas akcji liczenia zwierzyny w Lesie Warmińskim. Spędziłem tam pół dnia, nic mi się nie stało i nawet zrobiłem kilka zdjęć. Idąc za ciosem pojechałem więc nad Biebrzę i tam było już znacznie lepiej. Oczywiście w obu przypadkach korzystałem z pomocy życzliwych mi osób i to im w największej mierze zawdzięczam, że mogłem cieszyć się przedwiośniem.
Tylko pomysł z książką, jakoś wywietrzał mi z głowy. Przynajmniej do następnej kroplówki.