Już po szlifowaniu wielkomiejskich bruków. Przyrodniczego nic
nie było, pomijając młode kopciuszki w Berlinie, czarnego bociana w czeskich
górach i kanię rudą nad Odrą.
Tymczasem lato w pełni. Już niejednokrotnie
wspominałem, że to dla mnie najgorsza pora roku, zwłaszcza gdy jest tak upalnie, jak teraz. Ptasio dzieje się niewiele, ssaczo również. Temperatura i
insekty sprawiają, że czatownie zamieniają się w piec, w którym leczono Rozalkę
z nowelki Prusa, a las – w punkt honorowego krwiodawstwa. Na szczęście za
tydzień będzie już sierpień i rozpocznie się czas migracji. Z informacji
uzyskanych od Igora Iwaszko, wynika że poważnie przygotowują się do niej
nadbiebrzańskie bociany. Mam zatem nadzieję, że w tym roku uda mi się wreszcie trafić w nieuchwytny
punkt, czyli w bociani sejmik. Odkąd wróciłem do fotografii ta sztuka nie udała
mi się ani razu. Mimo, że próbowałem co roku, zawsze przyjeżdżałem nad Biebrzę
za wcześnie lub za późno. Dlatego tego lata spróbuję znowu, gdyż jest to nie byle jakie widowisko. Kto widział dziesiątki ptaków
wirujących w powietrznych kominach, wie o czym mówię.
Na razie zamiast bocianów, błotniak stawowy nad zbożem. Co
prawda wolałbym zdjęcia błotniaka zbożowego nad stawem, ale na lipcowym
bezrybiu i stawowy – ryba.






