O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biebrza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biebrza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 czerwca 2018

Dywizjony.

To już ostatnia porcja wiosennych fotek z Doliny, gdyż podejrzewam, że kolejny raz pojedziemy tam dopiero wczesną jesienią. Niestety, pełnia lata nad Biebrzą, to dosyć nieciekawy czas, zważywszy na lepkie - jak chińska wata cukrowa - upały, nienawidzące ludzi, wszechobecne robactwo oraz prawie całkowitą, przyrodniczą stagnację

       Ale do rzeczy.

       Jak zapewne zauważyliście, solidny odsetek modeli na fotkach poniżej, to … bataliony. Stali Czytelnicy tego bloga zapewne wiedzą, że nie darzę tych ptaków przesadną atencją. Nie oznacza to oczywiście, że każdego dnia życzę im śmierci w męczarniach. Oznacza to tylko tyle, że każdego dnia ich nie lubię. Sam zastanawiałem się wielokrotnie, skąd bierze się we mnie ta, niezrozumiała dla przeciętnego ornitologa i poniekąd także dla mnie, niechęć do tych ptaków. Przecież żaden z nich nie zrobił mi nigdy nic złego. Nic mi nie wiadomo, żeby jakieś bataliony doniosły na moich krewnych i powinowatych świętej inkwizycji, carskiej ochranie lub gestapo. Nie podpaliły mi mieszkania, nie zbrzuchaciły córki, nie sprzedały mi Skody z cofniętym licznikiem i nie skopały mnie w zaułkach goniądzkiego, starego miasta za szalik LKS Promień Mońki.
Oczywiście wiem, że to - w pewnym sensie - wyjątkowe ptaki. Wiem, że podobno (podobno, gdyż niby w jaki sposób to stwierdzono?) nie ma dwóch identycznie ubarwionych samców. Wiem, że odbywają spektakularne (powiedzmy!) toki, a potem lecą setki kilometrów do miejsc, w których samice samotnie zakładają gniazda, bo samce mają to gdzieś. Wiem, że w Polsce znajdują się na granicy wymarcia. Wiem, że znajdują się w logo Biebrzańskiego Parku Narodowego (ale tylko dlatego, że łoś był już niestety zajęty przez Kampinoski PN). Tylko co z tego i kogo to tak naprawdę obchodzi? Czy dzięki tej wiedzy świat stanie się lepszy, a ludzie przestaną ze sobą walczyć, by wszystkie, zaoszczędzone w ten sposób, środki przeznaczyć na ochronę batalionów? Czy znikną kleszcze, politycy, głód, choroby i hipsterzy, bo nie ma dwóch takich samych bekasowatych? Nie wydaje mię się, że zacytuję klasykę.
Co roku tysiące ludzi przyjeżdża nad Biebrzę tylko i wyłącznie dla tych głupich batalionów. Gdy wiosną siedzimy w naszym ukochanym gastropunkcie, czyli w "Barze u Dany" w Rusi nad Narwią, wokół nas nikt nie rozmawia o niczym innym, tylko o nich. Gdzie były widziane ostatnio?! Ile ich było?! Czy tokowały, czy tylko żerowały?! Czy trzeba stawiać budę, czy może wystarczy sama siatka?! Ludzie przyjezdne! Przecież w takich okolicznościach nawet zapeklowana z podlaską miłością i mięciusieńka - niczym kołderki aniołków - golonka potrafi stanąć w gardle lub boleśnie zakłuć w siekacze! Wszakże w Dolinie żyje 278 gatunków ptaków (z czego 191 to gatunki lęgowe), 50 gatunków ssaków i 18 gatunków płazów do kupy z gadami, a Wy ...

OK, już się uspokoiłem i naprawdę nie potrzebuję żadnego zastrzyku!


       Zastanawiacie się zapewne, dlaczego po tym solidnym steku obelżywych inwektyw pod adresem nieszczęsnych batalionów, pokazuję tyle fotek tego, tak bardzo nie kochanego przeze mnie, ptaszydła? No cóż. Wytłumaczenia są dwa. Po pierwsze, kiedy pływaliśmy o świcie po rzece i rozlewiskach, bataliony zdecydowanie dominowały wśród wodno-błotnych i opierzonych. Po drugie zaś musicie wiedzieć, że fotografia przyrodnicza to ciężka, przewlekła i zła choroba. Zainfekowany nią człowiek-jużnieczłowiek, tysiące razy przysięga sobie, najbliższym i oczywiście Pani Przyrodzie też, że np. już nigdy nie pstryknie sarenki, gdyż milion jej wizerunków zapycha kolejny dysk. I co? I nico, czyli jajco! Wystarczy, że podczas standardowego wyjścia na jelenie spośród traw wytchnie mało przystojny łeb jakiegoś karłowatego koziołka-pośmiewiska łąki i natychmiast nasz schorowany mózg nakazuje wskazującemu palcowi (palcu?) wduszać przycisk migawki do oporu lub do czasu opamiętania się. 

       I właśnie dokładnie tak samo było w przypadku tych ... dywizjonów.







Samce cyranki.











Rokitniczka


Rybitwa czarna



Rybitwa białowąsa



Rybitwa białowąsa


Rokitniczka










Rybitwy białoskrzydłe

I jeszcze kilka widoczków z rzeki.








wtorek, 22 maja 2018

Edukacja przede wszystkim!

Czasem (zwykle o brzasku lub wczesnym wieczorem, gdy jeszcze nie nastały lub właśnie zelżały upały) myślę sobie, że mój blog jest zbyt mało edukacyjny. Że trwonię czas na frywolne teksty, miast przekazywać fachową wiedzę przyrodniczą. Że nie szerzę, nie propaguję, nie nakłaniam i nie wychodzę przed. Że nie wykorzystuję otrzymanego bezpłatnie wykształcenia, posiadanych informacji i doświadczeń zdobytych podczas niezliczonych wyjść terenowych.
No cóż. Nikt nie jest doskonały, ale prawie każdy może się takim stać. Postanowiłem zatem zmienić nieco profil mojego, blogowego pisania i - od czasu do czasu - zamieszczać posty, które – mam nadzieję – w przystępny sposób przybliżą Wam zawiłości Natury, różnorodność bioróżnorodności, zrównoważony rozwój, biologię u podstaw ochrony przyrody, sozologię, politykę ekologiczną itp..
Swoje edukacyjne rozważania, chciałbym zacząć od mojego ulubionego gatunku, czyli rycyka (Limosa limosa) - jednego z krajowych przedstawicieli rodziny Scolopacidae (bekasowatych). Po długich przemyśleniach, uznałem że najlepszą formą prezentacji tego (i kolejnych także) gatunku, będą krótkie, ale jednocześnie ekstremalnie merytoryczne opisy towarzyszące poszczególnym fotografiom. Jednocześnie zdając sobie sprawę z faktu, że nie można – bo nie można - od razu rzucać się na głębokie mokradło, postanowiłem - przynajmniej na początek - zrezygnować z trudnego, naukowego żargonu i przedstawiać gatunki w sposób, jak najbardziej popularnonaukowy i przystępny dla każdego, kto czyta ten blog. Naturalnie w kolejnych odsłonach tej serii będę konsekwentnie zwiększał poziom trudności, by finalnie pisać już tylko i wyłącznie po łacinie. Ale do rzeczy, czyli do postu.

To jest Rycyk. Rycyk jest ptakiem.












A to jest Pani Czajka, która mieszka na tej samej łące. Czajka jest niegrzeczna, gdyż atakuje Rycyka. Nieładnie Pani Czajko!




Pan Rycyk lubi kołki. Pan Rycyk lubi przesiadywać na różnych kołkach. Czy umiałabyś/umiałbyś narysować ulubiony kołek Pana Rycyka?






To jest Pan Rycyk i Pani Rycyk. Pan Rycyk i Pani Rycyk bardzo lubią się przytulać, ale tylko wiosną. Gdy Pan Rycyk przytuli Panią Rycyk, wkrótce w gniazdku pojawią się jajka, a nieco później małe, puchate kulki, czyli pisklęta. Czy wiesz dlaczego?


Pan Rycyk czyści piórka. Pan Rycyk wie, jak ważna jest codzienna higiena. Czy bierzesz przykład z Pana Rycyka?


Jak już wiesz, Rycyk jest ptakiem, czyli umie latać. Jednak nie wszystkie ptaki posiadły tę umiejętność. Czy potrafiłabyś/potrafiłbyś wymienić choć jeden – pierwsze, trudne słowa - nielotny gatunek?




Mam nadzieję, że ta - nie bójmy się tego słowa - mini publikacja pozwoliła Wam dogłębnie poznać biologię Rycyka, którąż to wiedzę możecie śmiało wykorzystywać podczas wykładów, gminnych festynów i - oczywiście - wszelkiego typu spotkań towarzyskich na tzw. łonie.

PS. Jak zapewne zauważyliście, w opisy części zdjęć, wplecione są pytania. Niektóre z nich są łatwe (choć podchwytliwe), ale część może sprawić trudność nawet wytrawnym przyrodnikom. Nie zrażajcie się jednak i spróbujcie odpowiedzieć na nie w komentarzach.