O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gęgawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gęgawy. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 kwietnia 2016

oranżada Pepsi.

         Dawno temu pewien znajomy zrelacjonował mi dialog zasłyszany w wiejskim sklepie nad Narwią. Nie pamiętam go już tak dokładnie, ale w przybliżeniu wyglądało to mniej więcej tak:

Klient (K): Piwo masz?

Sprzedawczyni (S): Mam.

K: Daj!

K: Papierosy masz?

S: Mam.

K: Daj!

K: Chleb masz?

S: Mam.

K: Daj!

K: Mydło masz?

S: Mam.

K: Daj!

K: Kiełbasę masz?

S: Mam.

K: Daj itp.!

Żadnych nazw, marek. Niczego! Lista produktów niezbędnych do życia i koniec.

Druga historia, tym razem z Doliny Biebrzy. Drugi dzień Wielkanocy w dużej, gminnej wsi. Objeżdżamy ją w naiwnej nadziei na znalezienie otwartego sklepu. W obejściach, na uliczkach i na skwerku-biedaparczku nie ma żywego ducha, bo to i rano, i święta. Zrezygnowani postanawiamy opuścić miejscowość, poszukać jakiejś stacji benzynowej, a potem gęsich łąk. Na końcu wsi widzę jednak kobietę z kasą fiskalną w rękach, zbliżającą się do niewielkiego sklepiku z mydłem i powidłem. Okazuje się, że za chwilę będzie otwarte, więc będę mógł kupić papierosy i może coś jeszcze. Wchodzę do środka, przez sekundę zagapiam się na coś w kącie i … jestem dwudziesty w kolejce. Nie mam pojęcia skąd wzięli się nagle ci wszyscy ludzie, ale jestem przekonany, że zamiast załatwić sprawę w pięć minut, spędzę w tym sklepie wieki. I tu niespodzianka! Po sześciu minutach wychodzę z zakupami. Wszyscy przede mną dokładnie wiedzieli po co przyszli, a przyszli po niewiele i płacili gotówką. A dlaczego po sześciu minutach, a nie po pięciu? Wszystko przez tego przedostatniego w kolejce. Chciał kupić oranżadę i taką dostał. Tyle tylko, że on chciał oranżadę Pepsi, a nie oranżadę Oranżadę. I to właśnie kosztowało tę dodatkową minutę.

Pewnie pomyśleliście, że to wyjątkowo banalne historyjki, ale m.in. z powodu takich epizodów lubię jeździć nad Biebrzę. Bo Dolina to nie tylko przyroda, ale i ludzie.


















środa, 17 lutego 2016

Wiosna!!!!!!!!!!!!!!!!!


     W tym miejscu miał być inny post. I będzie, ale dopiero w weekend. Trudno bowiem pokazywać zdjęcia jakiegoś, całorocznego zwierzaka, gdy do okna zastukała przedwczesna wiosna. Nie, żeby tam od razu waliła młotkiem, ale nie było to też nieśmiałe, mysie skrobanie.
     Zdjęcia poniżej pokazują prawie wszystko to, co udało mi się zaobserwować w trakcie dzisiejszego wyjazdu w teren. Miałem w tym miejscu do załatwienia inne sprawy, więc pstrykałem niemalże w biegu i stąd sporo dokfotkowatości. Nie mam niestety na zdjęciach żurawi i skowronków, które także pojawiły się już na podolsztyńskiej Warmii. Podobno są także czajki, ale akurat tych, nie udało mi się spotkać.
    Oczywiście nie ma się co podniecać. Nie raz już przecież witaliśmy się z wiosną, a kilka dni później wracała zima. Te pierwsze gęgawy (choć nie dam ręki uciąć, że nie są to osobniki, które przezimowały w kraju) i gęsi białoczelne, to coś w rodzaju zwiadu, podobnie z resztą jak, nieliczne jeszcze, żurawie. Wróci zima, to wycofają się w cieplejsze miejsca. Wszystko to jednak nieważne. Zwiad, czy nie zwiad, takie widoki po ciemnych miesiącach pseudozimy, to i tak najlepsza rzecz na świecie.
 













 

wtorek, 14 lipca 2015

Czas na Ruch!


Ostatnio było kolorowo, ale teraz nie będzie.

Wszyscy lubimy robić zdjęcia, gdy jest światło, ale gdy już go zabraknie - wracamy do domu, albo w ogóle nie wychodzimy w teren. A pomyśleliście, co mogą wtedy czuć zwierzęta? A nawet i rośliny? A ja pomyślałem i dotarło do mnie, że takiemu rycykowi i takiej brzozie może być po prostu przykro. Gdy nie ma chmur przyłazimy do nich o świcie i zostajemy do zachodu. Włazimy z teleobiektywami w ich prywatne (intymnego nie wyłączając) życie, zakłócamy mir domowy i przeszkadzamy w codziennych zajęciach. Ale wystarczy parę obłoczków i już nas nie ma. Tak, właśnie tacy jesteśmy!

Dlatego postanowiłem to zmienić! Założyłem Ruch Przyrodniczo-Fotograficzny, którego celem będzie pokazanie światu przyrody, że jest dla nas ważny cały rok i całą dobę, a nie tylko w maju o czwartej rano (w skrócie – RPFKCJPŚPŻJDNWCRICDANTWMOCR).

Od teraz zamierzam przebywać na łonie przyrody wyłącznie w warunkach, w których teoretycznie nie da się fotografować. Kiedy inni będą zwiewać do samochodu przed grado- i piorunobiciem, ja będę z niego wychodził! Kiedy inni będą zwijać sprzęt, tłumacząc naiwnie, że jest za ciemno na zdjęcia, ja będę ten sprzęt rozwijał! Kiedy inni porzucą czatownię przy ptasim gnieździe, cynicznie twierdząc, że jest listopad i nie już ma ptaków, ja będę w niej codziennie i opuszczę ją dopiero na przedwiośniu! Ok. Starczy tej wyliczanki, bo wiem że już chwytacie, o co mi chodzi.

Zdając sobie sprawę z tego, że sam nie naprawię błędów całych pokoleń fotografów, apeluję do Was. Do Was, kochających i fotografujących przyrodę. Przyłączcie się do RPFKCJPŚPŻJDNWCRICDANTWMOCR! Dajmy zwierzętom (i roślinom!) znak, że jesteśmy z nimi na dobre, ale też i na złe. Pokażmy im, że człowiek może być człowiekowi wilkiem, ale wilkowi już być takim nie może! Bądźmy wilkom - człowiekiem!

Czuję, że Was przekonałem! Czuję, że jesteście ze mną! Dlaczego? Bo wiem, że Przyroda jest dla Was, tak jak i dla mnie, najważniejsza!

Wpłaćcie zatem to śmiesznie niskie wpisowe, pierwszą składkę miesięczną, ubezpieczenie od śmierci na skutek uderzenia pioruna, zapłaćcie za legitymację i ruszajcie ze mną na ten jedyny, słuszny plener fotograficzny!
 
PS.1. Nr konta w następnym poście.
PS.2. W trakcie pleneru odbędzie się prezentacja, specjalnie dedykowanych dla fotografów przyrody, garnków i odkurzaczy.









niedziela, 3 maja 2015

24 godziny w Dolinie Biebrzy

          Jedna doba w Dolinie Biebrzy to, zdecydowanie za krótko. Cóż jednak zrobić, gdy wokół wiosna, a prognoza pogody nie doprowadza do samobójczych myśli? Odpowiedź jest bardzo prosta, pakować sprzęt i jechać!
Ale do rzeczy. Poniżej zamieszczam zapis tego, co zobaczyłem i sfotografowałem w ciągu 24 godzin - od 5 rano w sobotę 25 kwietnia, do 5 rano w niedzielę 26 kwietnia.

Sobota - 5.00. Pierwszy łoś. Spotkanie było całkowicie przypadkowe, więc zaskoczenie było obopólne.


 
Sobota - 5.15. Kszyk sfotografowany podczas pośpiesznego siorbania pierwszej kawy. Poranek to zdecydowanie najlepszy czas na obserwacje tego gatunku. Samce niemal bez przerwy tokują, becząc i wykręcając podniebne akrobacje. Utrudnia to robienie zdjęć1, ale na szczęście, od czasu do czasu, ptaki litują się nad fotografującymi i przysiadają na śródłąkowych kołkach.


Sobota 5.30. Rycyk, czyli kolejny użytkownik tego, co pozostało po starych ogrodzeniach. Ten palik znam od lat. Upodobały go sobie także rybitwy białoskrzydłe, ale na te przyjdzie mi chyba jeszcze trochę poczekać.

 
Sobota 8.00. Zając spotkany przy drodze do Budnych, gdzie miały być łosie żerujące na kaczyńcach, ale nie było, ani jednych, ani drugich.



Sobota 11.00. Więcej, niż skromne efekty siedzenia pod siatką. Liczyłem na znacznie więcej, ale co chwila pojawiał się ktoś, kto skutecznie mi to uniemożliwiał. To niestety uroki wiosennych, biebrzańskich weekendów. Park zajmuje blisko 60 tys. hektarów, ale jak widać to chyba za mało.




Sobota 14.00. Niby trochę znam Dolinę, ale co jakiś czas udaje mi się trafić na coś nowego. To miejsce odnaleźliśmy przypadkowo, przeglądając z nudów mapę. Nie było czasu na dokładne rozpoznanie, ale teren, sądząc po tropach, wydaje się bardzo perspektywiczny. Na fotce – błotniak łąkowy.

 
Sobota 17.00. Nowe miejsce, tym razem wieczorem. To miały być fajne zdjęcia dzików. I byłyby, gdyby nie mój paskudny nałóg!



 
Niedziela 5.00. Już po raz drugi z rzędu łosie postanowiły sprawdzić, czy aby na pewno wyniesiemy się z Doliny. Poprzednio wydelegowały w tym celu łoszaka, a tym razem obowiązek ten wziął na siebie, widoczny poniżej byczek. Co ciekawe, zwierzak przylazł do miejsca, gdzie stał samochód z dosyć odległej brzeziny. Biebrza chyba nigdy nie przestanie zadziwiać. Normalnie trzeba uganiać się za łosiami (łośmi?) po wertepach, a tym razem wystarczyło siedzieć na stołku, popijać kawę i pstrykać.









 I takie to były te 24 godziny w Dolinie.
_________________________________________________________________

Słowo snajper pochodzi od angielskiej nazwy bekasa – snipe. Kiedyś (a być może i teraz) panowało przekonanie, że tylko wyjątkowo utalentowani strzelcy, potrafią polować na te ptaki. Dotyczy to też chyba fotografów.