O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rano i wieczorem. Cz. II



Dziś druga część składanki o przed- i popołudniach. Ponieważ na ten temat napisałem już wszystko, tekst będzie trochę z innej beczki.
Za tydzień, jeżeli pogoda pozwoli, wyjeżdżamy na Podlasie. W planach jest jak zwykle Biebrza, ale nie tylko. Ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, że mieszkając w Biebrzy (miejscowości, nie rzece), a później jeżdżąc tam z Olsztyna, omijałem lub przecinałem inny, równie ciekawy obszar, jakim jest Dolina Narwi. Dlatego też, w tym roku postanowiliśmy przyjrzeć jej się dokładniej. Fakt, trzeba było zrobić to wiosną, ale mam nadzieję, że jesienią też będzie ciekawie.
Szukając informacji o Narwiańskim Parku Narodowym, natknąłem się na opis szlaku im. Włodzimierza Puchalskiego. Szlak, jak to szlak, dla mnie jednak ważniejsza jest postać jego patrona, człowieka dzięki któremu zacząłem baczniej przyglądać się przyrodzie. A wszystko za sprawą albumu pt. „Na rozlewiskach Biebrzy i Narwi”, który dawno temu trafił w moje ręce. Zdjęcia batalionów, kulików, rybitw białoskrzydłych czy łosi zrobiły wtedy na mnie piorunujące wrażenie. A najfajniejsze było to, że fotografie ukazywały świat, który co prawda nie rozciągał się za moimi oknami, ale był na tyle blisko, że mogłem go eksplorować do woli. Dziś w zdjęciach Puchalskiego dodatkowo doceniam to, że oprócz zwierząt, pokazują nieistniejące już krajobrazy, wsie, sceny łowieckie czy po prostu życie ludzi, których spotykał w czasie swoich licznych wypraw.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że w czasach, w których standardy fotografii wyznacza np. National Geographic, zdjęcia Puchalskiego, w większości czarno-białe i często nieostre, nie budzą już takich emocji. Może i tak, tylko że dla mnie sam kolor i ostrość to zdecydowanie za mało (polecam zdjęcia Wiktora Wołkowa, nieżyjącego już, wybitnego fotografa przyrody z Podlasia).
PS. Zainteresowanych twórczością Włodzimierza Puchalskiego odsyłam do jego albumów, internetu lub artykułów, gdyż porządnej biografii, nestor polskiej fotografii przyrodniczej, jeszcze się niestety nie doczekał.

 
 
 
 
 
 
 
 
 

11 komentarzy:

  1. No i bardzo ładnie

    OdpowiedzUsuń
  2. ...bardzo ładnie namalowane:)...duże wyzwanie przed kolejną wyprawą...zrobić lepsze nie będzie łatwo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Myślę, że wszystko jest możliwe, tylko potrzeba czasu na wyjazdy w teren. Niestety w amatorskiej fotografii jest to podstawowy problem.

      Usuń
  3. Wojciechu, po prostu szał. Strasznie chciałabym mieć takiego jelenia w postaci obrazka na scianie, a czapla odbijająca się w wodzie, a te nad wyraz dramatyczne chmury z ptakolcami, co wyg;lądają jak rój owadów. Brak mi słów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wielkie dzięki Beata. Po powrocie z wyjazdu będę robił odbitki, więc jelonka (lub co tam chcesz)też się odbije.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wojtku, obejrzałam i przeczytałam wszystko..... BRAWO!!!!!
    dziękuję za nasze pleszki
    a może niebieska ważka do mojej kolekcji Twoich zdjęć?
    też brak mi słów

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dziękuję. To raczej zasługa pleszek i Waszego tarasu, a nie moja. Tak jak napisałem wyżej, po powrocie będę robił kilka odbitek, więc niebieska (tylko która?) też będzie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeleniowaty bardzo romantyczny. Ale czapla wygrywa!

    OdpowiedzUsuń