O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

niedziela, 14 stycznia 2018

365 dni Gwiazdki.

         Gdyby jakiś ośrodek badania opinii publicznej zapytał Polaków, czy lubią Święta Bożego Narodzenia/Gwiazdkę/Wolne od Pracy pod Koniec Grudnia itp., zapewne większość z nas odpowiedziałaby twierdząco. Gdyby jednak zapytać nas, czy chcielibyśmy obchodzić ten czas codziennie, odpowiedź byłaby zapewne inna. A dlaczego? A dlatego, że fajnie jest na coś czekać. Odliczać dni, wyżerać kolejne czekoladki, zastanawiać się co znajdziemy pod ekologicznym chojakiem i rozkoszować się wonią bardzo-długo-gotowanego bigosu. Gdyby to jednak była codzienność, to zapewne w końcu potraktowalibyśmy ten okres, jak – nie przymierzając – roboczy poniedziałek po długim weekendzie spędzonym w leśnej wytwórni wódek regionalnych na Podlasiu.
         Podobnie jest było w przyrodzie. Kiedy przychodził listopad i po ostatnich, pożegnalnych klangorach pozostawało już tylko wspomnienie, nadchodził Czas Przyrodniczej Smuty. Dzień kurczył się, jak komunijny garniturek z lat biegiem, siedliska pustoszały, a w sieci zaczynały królować nafaszerowane tanim drobiem, tępo wpatrzone w obiektyw, myszołowy. W połowie grudnia ekstremalni meteopaci (do których niestety także się zaliczam) zaczynali szkicować projekty domowych szubienic, negocjować z Gazpromem indywidualne warunki przesyłu surowca lub testować wątpliwy refleks klientek WORD. 
       Zapytacie zapewne, dlaczego zatem nasza MeteoRasa nie wyginęła bezpowrotnie, jak dront dodo, gołąb wędrowny, tygrys tasmański i cała plejada innych, zacnych gatunków? Ano dlatego, że jak wspomniałem na wstępie, uratowało nas czekanie.
         Kiedy pod koniec lutego apogeum czarnowidztwa stawało się już APOGEUM CZARNOWIDZTWA, nad nocnym Olsztynem rozlegał się charakterystyczny hałas. To wreszcie nadlatywały gęgawy, gęsi zbożowe i białoczelne. Razem z nimi ciągnęły żurawie, a – hen tam - na podlaskich oziminach kuliły się już zziębnięte stadka czajek i skowronków. Zaczynała się wiosna, czyli to, na co tak bardzo czekaliśmy, przez te rozwlekłe, ciemne miesiące.
A teraz? A teraz, to wszystko ww. zlekceważyło Święty Czas Migracji, zostało w kraju i nic - jak na razie - nie wskazuje, żeby coś się miało w tej materii zmienić. I właśnie niedawno dotarło do mnie, co to - tak naprawdę - oznacza?
Nie będzie już wypatrywania charakterystycznych zygzaków na niebie i słuchania podniebnego grania. Nie będzie telefonów do znajomych z Podlasia, że niby, kopę lat … itd.. Nie będzie już czołgania się pod warmińską górkę, bo po drugiej stronie zbocza śpiewają żurawie. Nie będzie już mroźnego czekania brzasku w barłogu zmyślnie uwitym w bagażniku.

Niczego nie będzie, jak mawiał kandydat z Podlasia.


PS. A poniżej krótka fotorelacja z niedzielnej wycieczki do lasu.













63 komentarze:

  1. Chcesz powiedzieć, że się wybierały jak sójka za morze? Czy nie zamierzają wracać z ciepłych krajów? Bo ostatnio koleżanka znalazła bociany w Madrycie. I nie wiemy czy one tam na stałe czy tylko na urlop.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej to pierwsze. Nie ma śniegu, jest żarcie, więc po co lecieć te setki kilometrów? Co zaś tyczy boćków w Madrycie, to jest ich tam coraz więcej. Klimat przyjemny, więc zostają na lęgi. Widziałem fotki całych kolonii lęgowych np. na dźwigach budowlanych. To zresztą kolejny dowód na to, że przyroda wariuje:)

      Usuń
  2. No masz rację, każdy ból, każdą niedogodność losu przetrwamy, bo czekamy na lepszą pogodę, na wiosnę, na ustanie dolegliwości...
    Teraz to nawet pory roku sie mieszają, wolałabym zimę w styczniu, a nie w marcu, a lato w sierpniu, a nie we wrześniu...
    I jak z tym żyć? Oglądać Twoje fotki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Czekanie pomaga, a wręcz uszlachetnia:))) Właśnie przygotowujemy z gŁosiem pewien pokaz i ubolewamy nad degrengoladą klimatu, środowiska i w ogóle! PS. I znowu się zaczerwieniłem:))

      Usuń
  3. Raz w życiu widziałam pluszcza. W okolicach zakopanego. Ale byłam za młoda i za głupią żeby się nim zachwycić. Zachwycałam się za to długowłosym, starszym kolegą, który miała mnie głęboko i to był mój dramat.
    Nie ważne. Piękne są te powalone konary, bardzo malownicze.
    A z tym czekaniem to coś jest na rzeczy. wielu ludzi łapie w Styczniu depreche, bo już nie ma tej adrenalinki co w grudniu a zima w kwiecie wieku, że tak powiem i do wiosny daleko.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest typowy, górski gatunek. Na szczęście Łyna w lesie ma status rzeki górskiej, więc stąd pewnie i Pan Pluszcz:) Masz 100% racji z tym, że mi adrenaliny zaczyna brakować już w listopadzie, więc tym bardziej odczuwam brak tradycyjnej zimy i - zwłaszcza - wiosny:) Na szczęście dzień jest coraz dłuższy, a w lutym, jak zawsze, ogłaszam nadejście nowej, przyrodniczej rzeczywistości:))

      Usuń
  4. Nie mam pojęcia cóżem Waćpanu uczyniła, że moje komentarze giną. Napiszę jeszcze raz. Dziś przeczytałam artykuł o podłym procederze polowania na ptaki migrujące na Malcie i tak sobie myślę, że nasze żurki też coś na ten temat wiedzą. Dlatego zostają:)(oczywiście poza łagodnymi zimami). - To o poście. A zdjęcia? Super fajny dzik w kąpieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aliści jam nie bloggerowy syn, więc nie mnie na pal za komentarze ganiać! Na szczęście żurki nie lecą nad Maltą, więc tamtejsi rzeźnicy im powiewają (co innego Niemcy!) PS. Dzik byłby fajniejszy, ale krzaki tam okrutne były, więc nie udało mi się rzeczonego w kąpieli całkowitej ucapić. Co prawda zdjąłem go we wodzie od tyłu, ale pokazywania takich fotek są inni blogerzy :)))

      Usuń
  5. A ja tam sie ciesze z braku zimy i sniegu. Ptasie migracje prawie mnie nie dotycza, bo i tak widuje tylko parkowe kaczki i lyski. A rytm por roku nadal jest zachowany - jak zaczne wychodzic z pracy i nie bedzie znienawidzonych, sodowych latarn, tylko jasne niebo, to bedzie znaczylo, ze wiosna przyszla :-) Piekne zdjecia - bardzo lubie takie omszale klimaty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem :))) Akurat trafiłeś w sedno, gdyż ciemności nienawidzę, jak ... ciemności, gdyż nic innego, równie znienawidzonego nie przychodzi mi do głowy:) To jednak trochę za mało, gdyż przydałyby się ptasie tańce po brzasku:) PS. Dzięki:)

      Usuń
  6. Tak samo mówił Kubuś Puchatek - że jedzenie miodu jest przyjemne, ale chwila tuż przed jedzeniem jest najprzyjemniejsza. Chociaż nie jestem przekonana, czy Kubuś jednak nie wolałby permanentnego jedzenia miodu. :)
    Ale czy te gęsi nie wiedzą, że śnieg może przyjść w kwietniu? czy może wiedzą właśnie?

    PS. Zdjęcia jak zawsze śliczne. :) Znalazłam u siebie właśnie kawałek wolnej ściany i to mnie zmotywowało do działania, ale nie mogę znaleźć Twojego adresu e-mail. Czy może mógłbyś mi podać? Mój adres to alezaraz@gmail.com Byłabym wdzięczna. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kubuś Puchatek, to w ogóle kopalnia celnych cytatów. Mój ulubiony, to "Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było". Genialne ... i życiowe:) Bardzo dziękuję Czajko. Mój adres jest dostępny, więc: wgot@uwm.edu.pl. Napisz, które fotki, a przyślę Ci je w pełnej rozdzielczości z pełną przyjemnością:)

      Usuń
    2. Jednak kandydat z Podlasia lepszy jest od Kubusia, mimo że tylko jeden cytat po nim pozostał!

      Usuń
    3. Obaj są siebie warci, co wbrew pozorom trąci sympatią:)

      Usuń
    4. Właściwie szkoda, że nie wygrał. Na pewno gorszy by nie był, a cytatów pozostałoby więcej!

      Usuń
    5. Boja: Niewątpliwie byłoby bardzo ciekawie, a już z pewnością bylibyśmy na ustach całego świata. Wreszcie!
      Czajko: Cała przyjemność po mojej stronie:)

      Usuń
  7. Post dowcipny, a zdjęcia, jak zawsze klimatyczne. Oczywiście omszone konary pobudzają wyobraźnię do działania,nawet poszłam nad rzekę, konary były, ale brązowe. Dzik wygląda słodko, ptaki do przytulenia. Jak dobrze, że zimy nie ma.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ultro:) Wyobraź sobie jednak tę samą scenerię i te same przytulanki w kopnym śniegu!

      Usuń
  8. Czekanie na święta jest najpiękniejsze, bo potem tylko wigilia i już po wszystkiem. A z ptakami coś się porobiło. W ten weekend tak się w okolicy mojej wsi sieradzkiej darły żurawie, że aż zwątpiłem czy jakikolwiek odleciał na zimę, czy wszystkie zostały?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Większość odleciała, ale dużo zostało. Ostatnie fotografowaliśmy tuż przed Sylwestrem i tuż nad żubrami:)

      Usuń
  9. Książkę wysłałam o godz. 9 tej dzisiaj.

    Potem zajrzę przeczytać i "skrytykować."
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wielką nadzieję, że dojdzie do czwartku, gdyż właśnie wtedy wyjeżdżamy na Podlasie i potrzeba mi będzie lektury:)

      Usuń
  10. Zdjęcia Twoje jak zawsze śliczne,te piękne krajobrazy takie inne wyjątkowe.Dzika dawno nie widziałam,a żurawie też kilka ich jest i swoim donośnym głosem oznajmiały swoją obecność.A teraz u nas sypnęło śniegiem,są zawieje.Zrobiła się namiastka zimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Modraszko. Tym razem, tak jak napisałem, to Warmia. Trochę ją zaniedbuję, ale mam nadzieję, że z czasem ta sytuacja ulegnie zmianie:) My też mamy namiastkę zimy, czyli musiałem kupić nowy akumultor:)))

      Usuń
  11. Ten rok 2018 to będzie w ogóle nie po kolei, przynajmniej dla mnie. Ja, z racji nieposiadania kalendarza, pory roku odróżniam po ptakach. Zima się zaczyna jak przylecą jemiołuszki (nawet jeśli będzie to dopiero luty), wiosnę przynoszą gęsi i żurawie, lato przychodzi wraz z jerzykami i jaskółkami, jesień to znów migranci. A teraz co? Jaka to pora roku, skoro za oknem jemiołuszki mieszają się z żurawiami, a gęsi prawie wcale nie poleciały? Jeszcze trochę a przestanę uznawać pory roku, albo kupię kalendarz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miałem, ale już niestety nie mam :( Tak w ogóle, to pozmieniało się dużo więcej. Od jakiś kilku dni przygotowujemy pokaz na Przyrodę Wartą Poznania i nie możemy się nadziwić, jak fajnie było jeszcze trzy-cztery lata temu nad Biebrzą!Nie chcę marudzić, więc jeżeli znajdziesz kiedyś wolną nanosekundę, zajrzyj sama:)

      Usuń
  12. Przecież to nie możliwe żeby niczego nie było.
    Będzie to co zawsze czyli wschody i zachody słońca.

    Wspaniałe są te omszałe konary drzew.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może moja odpowiedź zabrzmi, jak ostatnie tchnienie podlaskiego starca, ale ... niekoniecznie! Wschody i zachody, też się zepsuły i to znacznie! Bywało zdecydowanie lepiej, co wiem i co - z całą mocą namiotowo-bagażnikowego nocowania - potwierdzam!

      Usuń
    2. Zgadzam się wszystko się zepsuło... Dawniej człowiek wstawał rano i nic go nie bolało, a teraz boli nawet przez sen. Akwawita pomaga doraźnie i na drugi dzień takze wszysko boli... Ani chybi "wszystko przz ten atom i globalne ocieplenie"...

      Usuń
    3. O to to! Faktycznie dwadzieścia lat temu czułem się, jakby lepiej. Mało tego! Brodę miałem normalną, a teraz taką jakby srebrnawą, a i kręgi szyjne sprawowały się znacznie lepiej, niż wczoraj! Powiadasz atom? Ja co prawda myślałem, że to złe oko, ale w końcu kto atomowi zabrania mieć złe oko, a globalnemu ociepleniu posiadać moją figurynkę, którą nakłuwa każdego poranka!?

      Usuń
    4. Może być gorzej! Wyobraźmy sobie szamana co w Tajdze siedzi i specjalnie nakłuwa globus żeby wywołać globalne ocieplenie bo liczy że mu wtedy ceny nieruchomości wzrosną.

      Usuń
    5. I dlatego niedługo zaczynam społeczną zbiórkę kasy na wyjazd do tajgi w celu eliminacji szamanach, a co za tym idzie i globalnego ocieplenia! Nr konta w kolejnym poście:)

      Usuń
    6. Otwórz konto na patronite! Tylko bacz byś nie zaliczył wpadki jak mlody bohater "samotnego bialego żagla" co to patrony w szkolnym tornistrze nosił ;)

      Usuń
    7. A wiesz, że o tym myślałem Co prawda w innym kontekście, ale ... myślałem :))

      Usuń
  13. Oczekiwanie na przyjemne wydarzenie jest ekscytujące i jak widać jest nawet ratunkiem w niektórych przypadkach;) A las, wodę, przyrodę(zdjęcia) - nic tylko kochać, bez względu na porę roku i zmieniający się klimat;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku było i to bardzo! Na szczęście umiem sobie wymyślić coś nowego, więc coś tam wykombinuję do poczekania:)) PS. To i kocham:)

      Usuń
  14. Witaj, Wojtku.

    Oczekiwanie bywa miłe, ale jeszcze przyjemniej - wrócić po wielu godzinach jazdy do domu, zajrzeć na Twój blog i znaleźć nowy wpis i nowe zdjęcia bez czekania:)

    U nas podobnie urokliwe widoki można odnaleźć u ujścia Hańczy do Wigier:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki takim komentarzom chce mi się jeszcze to wszystko robić. Bardzo dziękuję Leno:) Wiem o tym doskonale, gdyż spływ Czarną zapamiętam do końca życia, a i powtórzyłbym tę eskapadę z największą przyjemnością:) PS. Mam nadzieję, że w końcu namówię gŁosia na odwiedziny Suwalszczyzny, która (uwaga: narażam się naszym, lokalnym patriotom!) jest piękniejsza od Warmii :))

      Usuń
    2. Dajcie znać, gdybyście się wybierali - jeśli tylko będę w kraju, chętnie pochwalę się moimi ulubionymi miejscami:)

      Pozdrawiam:)

      Usuń
    3. Z wielką przyjemnością. Mam nadzieję, że w tym roku wreszcie się uda:)

      Usuń
  15. Ten bóbr jest fajny, tylko mu twarz strasznie zdziczała ;)

    Sam boleśnie przeżywam brak migracji, bo jedyna para wron siwych która w moje okolice zalatywała, tudzież M. Włochaty (nie mylić z M. Zębatym) czający się na padlinę produkowaną masowo przez mistrzów kierownicy kreowanych pod egidą MORD'u (nomen omen) wzdłuż obwodnicy ... Tego roku się nie pojawiła. Popzedniego zresztą także!

    Trzeba uderzyć w pokorę, schylić łeb przed babcią Ewolucją i się...przystosować. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś spędził tyle czasu w lesie, to zapewne sam byś zdziczał do szczętu:) Co do ptaków, to wrony OK, ale z tym włocha ..., przepraszam Włochatym, to chyba przesadziłeś, gdyż nie słyszałem, żeby zalatywały, aż na południe Polski ... no chyba, że globalne o. rządzi już niepodzielnie na całym terytorium:) PS. I tak chyba uczynię!

      Usuń
    2. Liczko miał myszołowie wielce a pióra cokolwiek srebrnawo białe. Bodajże na "Bocianie" oznaczyli go jako włochatego, ale upierał się nie będę. Jak trafię w swoim śmietniku na dysku jakieś foty to podrzucę do weryfikacji.

      A propos, dziś mi nad głową jakiś samotny żuraw przeleciał, zataczał się na boki i leciał a zachód... uciekinier z Donbasu? ;)

      Usuń
    3. To ja już głupi jestem. Papugi nad Odrą, włochate w Tarnowie, żurawie na Podlasiu, szaman w Tajdze. Co to się Panie porobiło na tym łez padole?

      Usuń
  16. I nie usłyszę pierwszego krzyku żurawi na przedwiośniu... bo słyszę je prawie każdego dnia zimy...
    Ty wiesz, że "dzik jest dziki, dzik jest zły"? Że ma bardzo ostre kły? Uważaj, nie głaskać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie złe! Krzyki żurawi powinno się słyszeć wiosną, a nie każdego dnia zimy! PS. Wiem i to jest jedyne stworzenie w lesie, przed którym czuję respekt, choć ten akurat osobnik okazał się być przyjacielskim stworzonkiem:)

      Usuń
  17. Niestety wszystko się zmienia, a szkoda. Czy to wróci, czy te dźwięki powrócą? Chyba już nie ... A szkoda, lubiłam zawsze wyczekiwać wiosny.
    Pozdrawiam
    ps. a zdjęcia są piękne. Namierzyłeś dzika!! ja na drzewo uciekam i znikam hahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nie nie wróci i trzeba się będzie przyzwyczaić do nowej rzeczywistości:) PS. Nie jest taki straszny, jak go malują:))))

      Usuń
  18. To mój pierwszy komentarz na tym blogu, jednak nie pierwsza wizyta. Zaglądam co jakichś czas, by przejrzeć wpisy, ale nigdy nie komentowałem. Dziś postanowiłem to zmienić, bo jak nie dzisiaj, jak dzisiaj. ;))
    Jestem Mateusz, nie grzeszę podeszłym wiekiem, mam kilkanaście lat, również mam szczęście mieszkać na Warmii oraz jestem miłośnikiem naszej przyrody, jednak nie fotografuję, a zgłębiam wiedzę i podglądam. Czuję się już w zaawansowanym stanie uzależnienia od lasu. Staram się być w lesie w każdej wolnej chwili. :)
    Fajne spotkanie z dzikami, teraz jest u nas niestety trochę towar deficytowy, ale dzisiaj udało mi się podejść jednego odyńca. Co do pluszczy, to niestety nie miałem do nich dotychczas szczęścia, ale kiedyś się uda. ;) Te na zdjęciach to sfocone na Łynie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że tak późno odpisuję, ale czas nie pozwalał. Ciesz się bardzo, że masz kilkanaście lat i taką pasję:) Większość z nas zaczynała w podobnym wieku, ale nasze możliwości były na zupełnie innym poziomie. Tak, czy siak, podglądanie przyrody, to najlepsze co może się nam przytrafić:) Zapraszam częściej, a jeżeli zaczniesz jednak fotografować, koniecznie pokaż swoje zdjęcia, bo - jestem przekonany - będzie warto:)

      Usuń
    2. " Większość z nas zaczynała w podobnym wieku, ale nasze możliwości były na zupełnie innym poziomie"... no tak "my w Twoim wieku"... ZBOWIDem zapachniało, niczym siarką ;-)
      ps. ja jak w wieku kilkunastu lat "podglądałem przyrodę", to potem omal po ryju od rozwścieczonego samca nie dostałem ;-)

      Usuń
    3. Dzięki. Oczywiście, bardzo cieszę się moją pasją. Myślę, że bardzo ciężko by mi było, gdybym miał przestać się tym interesować.
      Jakieś tam zdjęcia mam, ale na Blogspocie nie można chyba wysyłać. Mogę ewentualnie na FB. :)

      Usuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mateusz: Chętnie obejrzę na FB :)
    Maciek: To już zapomniałeś, kiedy mieliśmy pierwsze lornetki? Pierwsze aparaty? I nie wyjeżdżaj mi tu ze ZBOWIDEM, bo sam dobrze wiesz :))) No!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszło zaproszenie zatem. ;)

      Usuń
    2. Ja pierwszą lornetkę miałem w wieku 16 lat... teatralną, od ciotki, ale musiałem sam naprawić "bo szybki wylatały", za to Smienę miałem od urodzenia, tyle że nigdy nie miałem pieniędzy na odbitki. ;) no i zmusiłeś mnie żebym zrobił z siebie zbowidowca ;)

      Usuń
    3. No i sam widzisz:))) Ale pochwalę się, że pierwszą lornetkę miałem o cztery lata wcześniej ... i mam ją do dzisiaj:)

      Usuń