O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

środa, 6 stycznia 2016

Pan Marcin.


Nasz ostatni, sylwestrowy pobyt w, wyjątkowo mroźnej, Dolinie Biebrzy przeżyliśmy w zasadzie wyłącznie, dzięki Panu Marcinowi. Zapytacie zapewne, kim jest ów tajemniczy Pan Marcin? To jednak źle zadane pytanie, gdyż nie o człowieku tu piszę, a o … nalewce o takiej właśnie nazwie. Tam o nalewce! O nektarze wybornym, który powalając smakiem, pozwalał pokonać największą nawet, wywołaną mrozem, trzęsawicę. Skład tego trunku jest banalnie prosty, ale przecież często tak bywa, że nie to, co skomplikowane i udziwnione, jest najlepsze. A więc bierzemy…, acha chcielibyście. Niestety Autor trunku nie upoważnił mnie do zdradzenia tej - nie boję się tego słowa - genialnej receptury.

W każdym bądź razie, kiedy tak sączyłem Pana Marcina, przyszło mi do, dziwnie rozanielonej głowy, że może przezwyciężę wreszcie wrodzone lenistwo i w tym roku zabiorę się za produkcję domowych trunków. Ponieważ jednak nie chcę, żeby były to kolejne, nudne pigwówki, dereniówki czy inne mandarynówki, posłużę się przepisami zawartymi w pewnej starej książce, wylicytowanej kiedyś przeze mnie, za rozsądne pieniądze, na Allegro. Książka ta nosi tytuł „Jedyne praktyczne przepisy konfitur, likierów, marynat, ciast i t. p.”, a jej autorką jest propagatorka domowego gotowania i niekwestionowana liderka rynku księgarskiego drugiej połowy XIX – Lucyna Ćwierczakiewiczowa.

W rzeczonej książce ta caryca międzywojennego, książkowego gastrobiznesu, zamieściła aż 50 przepisów na wódki, likiery, nalewki i araki. I jak sama napisała we wstępie do Oddziału (!), poświęconego właśnie alkoholom, „Staranna gospodyni z małym zachodem może sobie przygotować w domu doskonałe wódki, nalewki i likiery, których koszt będzie o połowę mniejszy od zagranicznych, a smakiem dorówna im w zupełności”.

No dobrze, przejdźmy zatem do wspomnianego Oddziału Oczywiście znajdziemy tam mnóstwo przepisów, doskonale znanych dzisiejszym nalewkoczyńcom. Z drugiej jednak strony znajdują się tam receptury, o których dziś już trochę zapomniano i te właśnie najbardziej mnie zainteresowały. I tak w tym roku przymierzam się do:

·          Wódki na węgierskim winie,

·          Wódki bakaliowej, zwanej papieżówką (!),

·          Wiśniówki prędkiej do użycia,

·          Likieru maraskinowego,

·          Likieru benedyktynka podług innej kombinacji,

·          Araku sztucznego,

·          Likieru z kwiatu lipowego,

·          Lekkiej nalewki kijowskiej do picia szklaneczkami,

·          Wybornej wódki na araku,

·          Likieru „Anisette de Bordeaux”

oraz

·        Wódki na tarkach.

A jak już to wszystko wyprodukuję i wypiję, to w celu pozbycia się dolegliwości związanych z nadużyciem, skorzystam z przepisu Ćwierczakiewiczowej na, „Kumys z krowiego mleka”. I tyle.