O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

poniedziałek, 11 września 2017

Grzybowa histeria narodowa.

       Pogoda nie dopisywała, więc porzuciliśmy na jakiś czas żurawiową czatownię i zajęliśmy się znacznie wygodniejszym i - przede wszystkim - nie wymagającym tyle światła, pstrykaniem jeleniowatych. Fotki poniżej, to dokumentacyjny zapis tego, co dzieje się pobrzeżach lasu zwanego marketingowo - Puszczą Napiwodzko-Ramucką. Jak widać, to jeszcze zdecydowanie nie to, ale pierwsze ryki i tak napełniły nasze trzewia pierwotną radością.
         Tyle tylko, że ten post nie jest o jeleniach, a o grzybach.
Dawno, dawno temu, czyli w czasach studenckich, brałem udział w inwentaryzacji mazurskich żółwi błotnych. Polegało to z grubsza na tym, że przez dwa tygodnie codziennie stawialiśmy kilkanaście żaków na pewnym rozlewisku, co chwila kontrolując ich zawartość w poszukiwaniu rzeczonego gada. Jako, że byliśmy dziewicami na niwie tego typu działalności, cały proceder od strony merytorycznej nadzorował pewien badacz, zaś od strony technologicznej, miejscowy kolektyw kłusowniczy, któremu obiecano amnestię oraz udział w rybach, które również wpadały we wspomniane żaki. Kilkanaście sieci, to już mały PGRyb, zatem po kilku dniach, kłusownicze magazyny zaczęły pękać w tzw. szwach, entuzjastyczny – początkowo - popyt zdechł, a nasi mistrzowie zaczęli przeklinać okoliczną ludność, która zapchawszy jelita rybim białkiem, odmawiała zakupu tegoż po cenach, które nawet północnokoreańscy ekonomiści określiliby, jako dumpingowe. Zdrowy rozsądek nakazywałby w takiej sytuacji zaprzestania pozyskiwania nowego towaru i wypuszczania wszystkich, jeszcze żyjących ryb z powrotem do wody. Zdrowy rozsądek, to jednak jedno, a zapisana w naszych genach potrzeba zbierania, łowienia, gromadzenia, przetwarzania, to zdecydowanie drugie, trzecie i czternaste i ... w tym właśnie miejscu dotarliśmy do naszych grzybów. 
       Ostatni weekend, tak jak napisałem na wstępie spędziliśmy, nieco przymusowo, w lesie. Wyjeżdżając po piątej z miasta, zwróciliśmy uwagę na to, że zazwyczaj pusta o tej porze droga, usłana była zaparkowanymi na poboczach samochodami. W pierwszej chwili pomyślałem, że efekt obławy na zmotoryzowanych uchodźców, ale majaczące w półmroku sylwetki objuczone wiadrami, koszami i plastikowymi reklamówkami z wizerunkiem tzw. bożej krówki, uświadomiły mi, że byłem w błędzie. To nie była żadna obława! To było GRZYBOBRANIE! Grzybobranie, czyli nasz trzeci, po piłce nożnej i imieninach, sport narodowy. 
       Przyznam, że kompletnie nie rozumiem tego amoku, który ogarnia nas, gdy tylko pierwsze, nieśmiałe kapelusze pojawią się wśród wrzosów, mchów i puszek po Tatrze i Harnasiu. Od tego momentu wszystko inne schodzi na plan najdalszy z możliwych i liczą się tylko one: prawdziwki, podgrzybki, kołpaki, kanie (zwane na Podlasiu - sowami), kurki, czerwone kozaki (czyli pociechy), rydze, opieńki, gąski (aka zielonki), a nawet huby i, co mniej trujące, sromotniki. Gdzie nie pójdziemy, wszyscy rozmawiają o grzybach, sposobach ich przyrządzania i przechowywania. Wchodzimy do windy, a tam sąsiad z IX peroruje o wyższości dzikiego boczniaka nad rydzem. Stoimy sobie spokojnie w kolejce do chirurga szczękowego, a wokół nas trwa zawzięta, jak - nie przymierzając -  obrona Monte Cassino, licytacja: "my z moją to dwieście prawdziwków w dwie godziny", "teściowa (niech jej ziemia lekką będzie) w zeszłym roku nacięła z trzysta i to takich w sam raz do octu", "szwagier przywiózł nam wczoraj spod Biłgoraja dziesięć wiader samych kapeluszy, bo myślał ku..., że ..." itd. Albo wreszcie, wchodzimy do sklepu wielkopowierzchniowego, a tam w każdym wózku, jak nie suszarka do grzybów, to przynajmniej kilka zgrzewek słoików, wielopak octu i mieszek gorczycy. Pomyślałem sobie, że gdyby jakiś obcokrajowiec (lub kosmita) posłuchał i zobaczył to wszystko, to mógłby odnieść wrażenie, że Polacy jedzą tylko i wyłącznie grzyby, piją wywar z grzybów, ubierają się w koszuliny utkane z suszonych grzybów i mieszkają w domkach w kształcie grzyba z grzybem na ścianie.
       Może ktoś mi, tak łaskawie wyjaśni, po co nam tyle tych grzybów?! Przecież tak naprawdę konsumujemy je tylko kilka razy do roku, czyli w Wigilię i gdy kolega przyjdzie do nas z wódką, czyli ... jednak częściej, niż kilka razy, ale i tak w dalszym ciągu rzadziej, niż np. takie ptifury. Czy nie wystarczy nam zatem kilka grzybków w ocet i kilkanaście na susz?! 
       Otóż nie! Nie wystarczy! My Słowianie już tacy jesteśmy, że jak ryba bierze, to łowimy tak długo, aż przestanie, a wszystko to, co złapiemy - myk do wora i do domu. Jak jest wysyp, to połowa z nas bierze urlop, druga połowa idzie na L4 i wydzieramy z poszycia wszystko, co się da z grzybnią i ponazistowskim niewybuchem włącznie. A to, że później wywalimy część łupów do kosza, bo się zestarzały i nikt ich nie chce? A to już inna bajka, którą opowiem, gdy tylko uporam się z czyszczeniem sterty borowików, które przywieźliśmy z wyjazdu na ... teoretycznie jelenie.

PS. Post zawiera lokowanie produktów.

























66 komentarzy:

  1. Ja rozumiem zbieractwo, ale zniszczeń już nie. A część grzybiarzy niszczy bezmyślnie co napotka i co może napotkać, ryjąc, kopiąc i grzebiąc, jakby co najmniej trufle wykopywali!
    W tym roku nie wybraliśmy się na podgrzybki piaskowe, których na pewno multum uschło i zgniło, albo je ślimaki zjadły. Że były to wiem, bo rosną też i na naszej działce. Po drugiej stronie natomiast rosną purchawice.
    Boczniaki mikołajkowe zaszczepiłem na pniach wierzby, ciekawe czy przetrwają zimę? Miałem nawet ochotę zaszczepić na pagórku smardze, ale jak sobie pomyślałem, że mogą wyrugować te purchawice,co rosną od zawsze, to dałem sobie spokój.
    Natomiast zastanawiam się ciągle nad kaniami, bo jest miejsce gdzie nikomu by nie zawadzały.
    A tak przy okazji, może byś w podpisach napisał który szkodnik ile ma lat,bo jakoś nie mogę się doliczyć, a nie chce mi się poza tym szukać, po czym dokładnie to się rozpoznaje?
    A tak w ogóle, to bardzo ładne te bydlątka!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że część zbieraczy zachowuje się tak, jakby to miał być ostatni zbiór w ich życiu, czyli po mnie, choćby potop. My mamy kilka miejsc prawdziwkowych, dbamy o nie i co roku idziemy tam, jak do sklepu:)) PS. Kolega po latach wysypywania resztek prawdziwków w jedno miejsce na teranie ogrodu, doczekał się własnej plantacji, choć wielu mówiło mu, że jest to absolutnie niemożliwe. PS.2. Wiek najlepiej określać po zębach, ale w terenie, to mało przydatna metoda:))) Wszystkie byki za wyjątkiem ryczącego, to młodziaki w wieku od 2 do 4 lat. Ryczek jest sporo starczy i ma ponad 8 lat i dosyć ciekawe poroże, które niestety może być wyrokiem śmierci.

      Usuń
    2. Zakopywanie resztek z oczyszczania grzybów jak najbardziej może spowodować, ich zaszczepienie w tym miejscu. Byleby znalazło się właściwe podłoże i odpowiednia wilgotność. Poza tym można pokusić się o rozmnożenie grzybni na ugotowanym ziarnie, a najłatwiej po prostu ją kupić, w formie czystej grzybni, gotowego podłoża z grzybem albo szczepionki mikoryzowej.
      Co prawda adres, który podam może być potraktowany jako reklama, ale przecież pod notką z lokowaniem produktu ... :)

      Usuń
    3. Teraz tak, ale kiedy kolega zaczynał ten proceder niczego takiego nie było na rynku. Sam zastanawiałem się nad boczniakami, ale nie mam ogrodu, a moja piwnica chyba się do tego nie nadaje:) PS. A gdzie ten adres?

      Usuń
    4. Te trzy kropki, na końcu komentarza. Kliknij! :D
      Piwnica się nadaje do większości upraw grzybów - można kupić gotową kulturę grzybowa w kartonie i folii, i ustawić na półce.
      Ja jestem taki "mądry" bo u nas też rosły kozaki, pod brzozą, tam gdzie wysypywane były resztki. Poza tym bardzo ładnie rosły kanie. A teraz te podgrzybki piaskowe, też przeniesione celowo. W tym roku było ich chyba z dziesięć? Bo purchawice są tam podobno od zawsze.

      Usuń
    5. Dziękuję:) Człowiek uczy się całe życie:)) Poczytam i pomyślę, bo po lesie już za grzybami raczej nie pochodzę, a ogrodu nie mam:)

      Usuń
  2. Zdjęcia super. Ja jedynie słyszałam jakiegoś byka ze dwa razy. A co do grzybów, nie wiem co to jest ale jak zobaczę jednego to już mnie jak heroina wciąga i nic innego się nie liczy, czy świerka czy gwiżdże, ja z nosem w runie leśnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam tak samo M.

      Usuń
    2. Dzięki Luno:) Na Warmii nie ma z tym kłopotu, choć ten rok jest wyjątkowo kiepski. PS. Znam to i dlatego, gdy idziemy na zdjęcia, staram się nie patrzeć pod nogi:))) PS.2. M. ruszaj w las, bo jest po co!

      Usuń
  3. Jeleniowate w roli głównej na Twoich zdjęciach są cudowne, wspaniałe, ale zdjęcia z pozującymi są super. Tylko pozazdrościć, bo nigdy nie udało mi się spotkać tak pięknych okazów - a co dopiero uwiecznić ich uroku na fotografii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Modraszko, ale to jeszcze nie to o co nam chodzi:) Jeżeli masz możliwość ruszaj do lasu, a na pewno coś uda Ci się zobaczyć i sfotografować. Trzymam kciuki:)

      Usuń
  4. Ostatnie zdjęcie zachwyca swoją skromnością i symboliczna wręcz wymową....
    Kochany, to nie tyle o grzyby chodzi, ile o o te procenty, które sie w czasie grzybobrania wypija. Pojechaliśmy do lasu w sobotę, dopiero ok. 13 bo mąż w pracy był i już od pierwszych kroków po lesie moglibyśmy puszki i butelki zbierać, a grzybów jak na lekarstwo. Kiedyś to wycieczki do lasu organizowano i grzyby pretekstem tylko były...masz rację, to nasz sport narodowy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak jestem mu wdzięczny, że zatrzymał się na chwilę na tym pagórku, gdyż dzięki temu mam przynajmniej jedną niedokfotkę:) Pamiętam te wycieczki, choć sam w nich nie uczestniczyłem:)) Trudno z resztą nie zapamiętać tych chóralnych śpiewów przy autobusie, gdyż na szczęście większość "grzybiarzy" nie miała ochoty na łażenie po lesie i koncentrowała się przy wodopoju:))))

      Usuń
  5. Witaj, Wojtku.

    Wróciłam. Jak odeśpię, to też planuję wypad na grzyby:)
    U nas jest tak, że ile by się nie nazbierało - zawsze zejdą:)

    Masz rację - takich runowych wandali nie brakuje. Najgorzej wyglądają miejsca po poszukiwaniu gruzdów:(

    Ryczący byk z szóstego i siódmego zdjęcia od dołu wygląda właśnie tak, jakby się zgubił na grzybobraniu:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w kraju Leno:) Musiałem sprawdzić, co za gatunek i nie było to łatwe, gdyż na forach grzybiarskich pod ta nazwą występuj ich kilka. Teraz już wiem i przyznam, że chyba nawet nigdy gruzdów nie widziałem, nie mówiąc o zbieraniu:) PS. Tyle tylko, że on nie wołał hop hop:)))

      Usuń
  6. Nic dziwnego, że jelenie na obrzeża wyszły, skoro puszcza pełna grzybiarzy :))))
    ja tam grzyby lubię jadać i nie tylko w jakieś określone dni, chociażby wczoraj były polędwiczki wieprzowe w sosie borowikowym....albo taka zupa kutkowa....

    Kiedyś w Szwecji, jadąc leśną drogą zebraliśmy w dwie godziny 40 kg borowików, oczywiście już oczyszczonych, bo dane ze skupu pochodzą :))) Zbieranie polegało na wolnym przejeździe i zatrzymywaniu się po ujrzeniu borowika na skraju lasu i zagłabianiu się nie dalej niż pięć metrów od drogi....i raz w ciagu 20 minut zebralismy 10kg kozaków....ale tego nikt tam nie jadał ani nie skupował, więc i my daliśmy sobie spokój- 2,5kg na osobę do zjedzenia to aż nadto :)))) I ponieważ w obecnym otoczeniu powtórka rekordu nie wchodzi w grę, osobiście grzybów nie zbieram:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwoli wyjaśnienia zamętlonego zdania: 40 kg borowików oczyszczonych było w skupie, zbieraliśmy, jak wszyscy zwykłe borowiki do oczyszczenia :))))

      Usuń
    2. Las! Las pełen grzybiarzy, gdyż puszcz u nas nie ma:))) Również lubię, choć ostatnia konsumpcja makaronu z borowikami uświadomiła mi, że grzyby zajmują jakąś piątą pozycję na liście moich ulubionych, leśnych potraw. PS. To już się trochę zmienia, a to za sprawą słowiańskim imigrantów. Kolega, który mieszka od lat w Norwegii, co roku zażerał się prawdziwkami i rydzami, ale od dwóch lat w jego okolicach grasują Rosjanie i musiał przerzucić się na pieczarki :))) PS. Szkoda, bo już myślałem, że Szwecja jest tak czysta, że nawet borowiki rosną tam w postaci wstępnie oczyszczonej:))

      Usuń
    3. Jaki las? Puszcza Napiwodzko-Ramucka, może być nawet gajem, ale zwie się puszczą :)))
      Co do Szwecji, to tam jest juz za duzo uchodźców, więc czysto to już tam nie jest....w sumie mogliby chcieć zbierać i jadać kanie....może byłoby czyściej....
      No tam gdzie przejdą Rosjanie tam się nic nie ostanie :)

      Usuń
    4. Zwie się puszczą na pamiątkę prawdziwej Puszczy i tyle:) Są tam oczywiście fragmenty wyglądające, jak Puszcza, ale w znakomitej większości, to las! No cóż, byłem w Oslo i wiem, jak to wygląda, czyli nieciekawie. Swoją drogą widziałem tam więcej żebraków, niż w Warszawie, a to mocno powiedziane :))) PS. Nawet pseudotury się nie ostały:)

      Usuń
    5. W Norwegii żywiliśmy się głównie plackami ziemniaczanymi z sosem grzybowym...(jak sobie człowiek przeliczył że "na nasze plasterek kiełbasy , zresztą malo smaczny, kosztuje złotówkę a na caly posiłek to i 50 takich nie było bymza wiele...) rozumiem Rosjan.

      Usuń
    6. Ja też, choć akurat w ich przypadku decydowały względy kulturowe, a nie ekonomiczne. Ludzie, o których piszę wykładają na tamtejszym uniwersytecie, więc raczej stać ich na kiełbasę :)))

      Usuń
  7. Piękne opowieści i piękne zdjęcia tylko pozazdrościć. Ja niestety rykowiska jeszcze nie widziałam a grzyby w dziwny sposób się przedemną chowają 😂😂😂😂😂😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Przyjedź na Warmię, a zapewniam, że będziesz miała i jedno i drugie:)

      Usuń
  8. To widać już dno w tym Waszym koszyku z borowikami??? :-)
    Jeśli chodzi o mnie to najwyraźniej jestem niedorozwinięta, bo tylko raz w życiu znalazłam grzyba /i to na spółkę z osobistym mężem/. Mam chyba jakiś feler bo nic pod nogami nie zauważam. Alm to może dlatego, że w lesie to ja głównie w górę patrzę na korony drzew albo słuchać ptaków i różnych odgłosów. A jak już coś zobaczę pod nogami to niestety te sterty puszek i różnych folii.
    Ale te Twoje grzyby na zdjęciach bardzo mi się podobają :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać. Mamy już tyle, że tegoroczny sezon uważam za zamknięty:) Etam od razu niedorozwinięta. Nie jesteś grzybiarą, tak jak ja nie jestem jagodziakiem (jak ja nienawidzę zbierania tych małych, cholernych kuleczek!). Ponieważ również lubię zerknąć sobie w górę, zamknąłem wspomniany sezon i mogę się już skoncentrować na organizmach nieco wyżej uorganizowanych, niż plechowce:)))

      Usuń
  9. Uwielbiam spacerować po lesie, chociaż na grzybach nie znam się zupełnie.
    Zachwycające zdjęcia, szczególnie te ostatnie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest takie trudne. Udało mi się nawet przekonać o tym gŁosia, która uważała, że każdy grzyb jest trujący i każdy nas zabije:)) Kiedy jednak znalazła pierwszego prawdziwka, złapała bakcyla i zbiera, choć w sposób niekoniecznie nachalny:))) PS. Dziękuję:)

      Usuń
  10. Kiedyś w latach 70. ub.w. zapuściłem się na grzybki w Zielonogórskie lasy. Pierw zbierałem, tak jak Bozia przykazała, wszystko co było jadalne, gdy jednak plecak i koszyk się zapełnił, zrobiłem przerwę i ... wyrzuciłem te których, się nie marynuje i nie suszy. Po kilkunastu minutach znowu podaż przebiła popyt i znowu trzeba było coś wywalić, padło na podgrzybki. Potem zacząłem zbierać już tylko prawdziwki, średniej wielkości, wyrzucając te małe, za duże (były już miękkie), albo jakieś krzywe. Po godzinie wpadłem na pomysł, że można spodnie z zawiązanymi nogawkami zawiesić na ramieniu za pasek. Niestety w ferworze walki zgubiłem kierunek, wokół pojawiły się bagna, żmije, zrobiło się ciemno, więc w popłochu, porzucając grzyby, zacząłem szukać wyjścia z lasu. Na szczęście odnalazł mnie jakiś patrol radziecki (to był ich poligon). Po tej przygodzie przysiągłem sobie, że już nigdy nie wejdę do lasu, ale wszedłem ... po kilku dniach, i nadal wchodzę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowiedziałeś ze szczegółami (pomijając patrol ZSRR) nasze grzybobranie, które odbyło się kilka lat temu w biebrzańskich lasach:))) Było dokładnie tak samo! Początkowo wszystko, a potem wybrzydzanie, marudzenie, wyrzucanie i organizowanie nosideł z ubrań:))) Szkoda tylko, że po paru godzinach noszenia pół tony grzybów w ciuchach, zrobiła się z nich ... grzybowa:))

      Usuń
  11. Z tym grzybobraniemam u Was to masz rację. W weekend smsowałem z kolegą z rejonów puszczy na temat rykowiska. Na pytanie czy już ryczą odpisał mi że tak tylko bardzo specyficznie bo "Janek","Helka" gdzie jesteście :))) Pokazał mi też fotkę leśnego parkingu, gdzie w tamtym roku tam stał tylko jeden samochód, jego,teraz było ich kilkadziesiąt. Ale i tak mimo tego nawału ludzi fajnie uchwyciliscie rykowiskowe kadry , no i borowiki się też trafiły ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś okazało się, że grzybiarze, to pikuś. W naszym miejscu pojawili się "fotografowie przyrody" i jest po rykowisku. Poczytaj o tym w następnym poście Iwony.

      Usuń
    2. "Fotografowie przyrody "brzmi ciekawie , będę czekał na post z niecierpliwością :)

      Usuń
  12. Ja tam wyprawiam się na grzyby z aparatem, suszarki nie mam niestety. Człowiek jak na swoje poszedł to dopiero odkrywa ile gadżetów potrzebuje... Całe życie na dorobku eh.

    Co do grzybowego szaleństwa, to jest podobnie jak ze świeżakami. Sezon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale ponieważ mój obiekty ostrzy od 8 m, trochę trudno fotografować nim grzyby:)) PS. Szczepan, te gadżety będziesz gromadził całe życie, wykorzystasz 1/3, a resztę wyrzucisz, ale dopiero przed śmiercią:))) PS.2. Wysoki sezon!

      Usuń
  13. Grzyby w ocet, rybka w ocet, a ostatni jeleń jest jak ojciec wszystkich, rykowisko
    Pozdrawiam
    zolza73.blogspot.com
    goodmorning73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzyby w ocet - zgoda. Rybka w ocet - po miesiącu zostanie sam ocet i rybna zawiesina, więc - niekoniecznie :))) PS. To raczej starszy brat:)

      Usuń
  14. Tak pięknie ustawionych do pozowania "grzybów" z porożami dawno nie widziałam.
    A "lokowanie" genialne, pożyczam.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaprawy grzybów, ogórków i różnych sezonowych owoców w wielkich ilościach to choroba narodowa;) Tu grzybów się nie zbiera, bo nie wolno i już;)
    Zdjęcie dziesiąte od góry - jeleń ma w swojej postawie coś dostojnego, dumnego, czujnego... Piękne! Wszystkie piękne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać to dobrze w lesie, ale też na różnego rodzaju targowiskach. Wiosną będzie to widać także na śmietnikach wypełnionych kolorowymi słoikami:))) Nie wolno? Oglądałem kiedyś odcinek Jamiego Olivera, który zbierał grzyby i to różne. PS. masz 100% racji. To jedno z najpiękniejszych zwierząt na świecie!

      Usuń
    2. Można zebrać małą ilość na jeden posiłek za specjalnym pozwoleniem. Strażnicy-leśnicy czuwają i jak złapią to taka impreza kosztuje 80 funtów plus koszta sądowe. Trochę Polaków już zapłaciło, było to podane do publicznej wiadomości i pewnie ku przestrodze innym. Nie pomaga tłumaczenie, że się nie wiedziało, bo w Polsce można zbierać. Uważają, że grzyby są pożywieniem dla wielu zwierząt i owadów no i ważnym poszyciem leśnym

      Usuń
    3. I to ma sens, choć osobiście zwiększyłbym limit do dwóch posiłków:)) PS. Można by też rozważyć wprowadzenie karty grzybiarza, ale podejrzewam, że pomysłodawca stałby się ofiarą społecznego linczu.

      Usuń
  16. Ogromnie lubię takie historie z tzw. przytupem. Uśmiałam się, choć może temat wcale aż tak śmieszny nie jest. Kocham las. Od dwóch lat mieszkamy tuż przy lesie, gdyż nasza działka graniczy z lasem. Lubię zbierać grzyby, ale coraz częściej przynoszę z lasu więcej butelek po różnych trunkach niż grzybów - niestety. To przykre i boli. Przecież las to dom zwierząt i ja mam tego ogromną świadomość. Szkoda tylko, że nie mają jej znawcy owych trunków.
    A swoją drogą - to nie można być całkiem normalnym, jak się robi taaakie zdjęcia !!!??? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło:) Niestety masz rację. Poziom tzw. świadomości ekologicznej Polaków jest żałośnie niski i nie dotyczy to tylko trunkowych. Ludziom wydaje się, że jak zostawią jeden papierek, to nic złego się nie stanie. Tyle tylko, że z tych papierków, puszeczek i innych odpadków robią się góry śmieci, których tak naprawdę nie ma kto usuwać. Przykre to bardzo. PS. Bardzo dziękuję za komplement :)))

      Usuń
  17. Cóż może być lepszego od dobrze umarynowanego grzybka? Chyba tylko śledzik... A zupa grzybowa przewyższa nawet rosołek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie o tym napisałem. PS. Każda zupa przewyższa rosołek, który dla mnie jest jedynie tłustą, pożółkłą gorącą wodą z makaronem:))

      Usuń
  18. .... i poszły .......w las., kiedyś ogary a obecnie " grzybowy zawród głowy ". To ,że wyszli do lasu , nawet mnie cieszy , natomiast nie potrafie przeżyć tego , co w darze zostawili w lesie. Można się i " doszkolić" np. poznać gatunki piwa , mocniejszych trunków, nazw dyskontów w obecnej chwili działającyh ...itp, itd Oj narodzie , narodzie.W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Las od zawsze uważany był za coś na podobieństwo śmietnika. Nawet w parkach narodowych, można znaleźć całe przyczepy pozostałości po rozbiórce gospodarstwa rolnego i nie tylko. Może warto pomyśleć o starych, sprawdzonych metodach, jak pręgierz i ucinanie łap?

      Usuń
  19. Kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu iż biolodzy stracili wiarę!!!
    Wiarę w ewolucję!!!

    Tymczasem nacisk ewolucyjny położony był na zapobiegliwych. Czyli jak sobie taki przodko nagromadził grzybów, rybów i sadełka to w razie wojny, powstania, najazdu, potopu... itd. miał większe szanse na przekazanie swoich genów następnym pokoleniom... Raz ze przeżył, a przeciwieństwie do niezapobiegliwych, a dwa że partnerki zdecydowanie przychylniej patrzyły na posiadacza piwniczki z zapasami, niż np na głodnego ale honorowego niezbieracza grzybów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle tylko, że rok później nasz zapobiegliwy posiadacz piwniczki, a co za tym idzie i haremiku, idzie do lasu, a tam pustka, gdyż wydarłwszy grzybnię zlikwidował sobie łowisko. Piwniczna pustoszeje, a jak pustoszeje, to i haremik się wyludnia, więc prokreacja zanika i linia zapobiegliwego wygasa:)))

      Usuń
    2. Zauważ że stosowne instynkta wykształciły się kiedy populacja rodaków była jeszcze stosunkowo nieliczna na terytorium stosunkowo dużym, wystarczyło tedy zbierać, łowić i polować w innym rewirze.
      Ponadto z faktu że wciąż istniejemy jako Polacy (jak śpiewał zespół raz dwa trzy - "mamy namto papier i cały system zachowań") należy wnosić iż przyklad przez Ciebie podany należy do jednego z ekstremów krzywej Gaussa.

      Do tego znów wykazujesz się małą wiarą w matkę Ewolucję, (coś a'la ksiądz ateista) wszak grzybnia niszczona jest regularnie od setek tysięcy lat, chocby przez buchtujące wieprze nieudomowione,zwane przymilnie dzikami a grzyby jak rosly tak rosną i szkodzi im zniszczenie siedliska (czego posiadacze haremików nie czynią choćby z braku sił witalnych) a nie pokawałkowana grzybnia.

      Usuń
    3. Istnieje jednak wiele przykładów na to, że nadmierna eksploatacja i złe gospodarowanie zasobami potrafiły wykończyć całe populacje, czego przykładem są np. Sumerowie, mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej, czy Majowie. Nie sądzę co prawda, żeby podolsztyńscy grzybiarze spowodowali upadek cywilizacji warmińskiej, ale warto to mieć na uwadze:)

      Usuń
    4. A Sumerów to nie napadli czasem jacyś turyści? :)

      Usuń
    5. Chyba nie można dzików porównywać z ludźmi (w temacie niszczenia grzybni), bo ludzie mają narzędzia i małe dzieci z patykami oraz szybko przemieszczające się auta. Ewolucja może jednak nie dać rady, tak jak w przypadków bizonów nie dała.
      Odcinek czasu, który swoim istnieniem zajmują Polacy nie jest miarodajny (w sensie - za krótki zdecydowanie jest) jako argument w ewolucyjnych przebiegach. :)

      Usuń
    6. Zgadzam się z Moniką, choć w przypadku zabójczej, sumeryjskiej turystyki już taki pewien nie jestem:))

      Usuń
    7. Zauważmy wszak że w razie upadku wielkich cywilizacji to właśnie owi prepersi swoich epok mieli najwięcej szans na przetrwanie i przekazanie dalej swoich genów. Ci którzy ufali w administrację, państwo opiekuńcze itp. odwalili kity szybko i bez śladu.

      Usuń
    8. Również się zgadzam, zwłaszcza z tym "bez śladu" :)

      Usuń
  20. Ja nie uprawiam sportu pierwszego i drugiego, to trzeci mi się należy po prostu statystycznie. Na usprawiedliwienie powiem, że grzyb ususzony traci bardzo na wadze, objętości (i na wyglądzie, ale to nie o to chodzi), poza tym, jak wspominałeś, zbieranie mamy w genach i na razie Tesco z ferajną z trudem się tam lokują. Jak się ulokują, to przestaniemy zbierać, będziemy klikać w telefony z marketami i dopiero będzie strasznie.

    Ostatni jeleń bardzo urokliwy, zupełnie jakby autorem zdjęcia był Karlsson z dachu (ale nie w sensie urody tylko proporcji).
    Pozdrawiam serdecznie i nieodmiennie dziękuję za te chwile estetyczne, które nam zapewniasz. I za humor też.
    Czajka

    Ps. Zaciekawiłam się lokowaniem produktu. Nadmiar swój prawdziwkowy lokujesz? Bo, jak można kupować, to ja się chętnie zgłoszę. U nas w centralnej grzybów na razie w ogóle nie ma. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czajko, ja przecież popieram grzybobranie, tyle tylko, że zrównoważone:) W innym przypadku las zamienia się we wspomniane przez Ciebie Tesco i to pod każdym względem:) PS. A wiesz, że nie czytałem? Dzieci z Bullerbyn mogę cytować nawet dziś, ale tego z dachu nie znam:))) PS.2. Ja również dziękuję, choć obawiam się, że to jedyne zdjęcia z tegorocznego rykowiska o czym w następnym poście. PS.3. Chodziło raczej o lokowanie browarów, bo grzybami aktualnie nie handluję:)))))

      Usuń
    2. Wojtku, ja wiem, tak tylko się tłumaczę na wszelki wypadek. Grzybni nie wyrywam i śmieci nie zostawiam. :)
      PS. Szkoda, szkoda, jeden z najbardziej irytujących bohaterów literackich (i to chyba nie tylko dziecięcych), ale wymyślił też najlepszy syrop na kaszel - "Wziął kwaskowate cukierki i nadziewane malinki, i iryski i wymieszał to wszystko w filiżance z taką samą ilością kawałków czekolady, a potem pokruszył muszelki migdałowe na małe kawałeczki i posypał okruszynkami na wierzchu".

      Był też okropnym megalomanem i uważał się za najlepszego malarza kogutów na świecie, a okazało się, że te jego wszystkie słynne obrazy to pusta kartka z malutkim kogucikiem w rogu. Skojarzyły mi się tylko proporcje, bo poza tym z Karlssonem nie masz nic wspólnego :D
      Ale teraz tak myślę, że może ten jego obrazek też miał urok, bo ten jeleń na tle ogromnego pustego nieba bardzo urodziwy jest. :))
      Czajka

      Usuń
    3. Ja też wiem:) Muszę przeczytać, choć w moim wieku powinienem czytać coś innego, ale ten syrop ostatecznie mnie przekonał, choć i kogut ma w tym swój udział:) PS. Dziękuję Czajko:)

      Usuń
  21. Lubię zbierać grzyby, znam się na nich, tylko jakoś kiepsko je widzę w poszyciu i z całej rodziny najmniej przynosiłem. A w dzieciństwie grzyby jadaliśmy na różne sposoby - jajecznica z kurkami, podgrzybki z jajkiem i cebulą, maślaki w śmietanie. Do dzisiaj bardzo lubię wszelkie grzybne potrawy. A w okolicy mojej wsi grzybiarze prawie nie śmiecą, natomiast okoliczni rolnicy wywożą do lasu niemal wszystko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zbieram grzyby od dzieciństwa, ale od czasu zainteresowania się fotografią przyrodniczą, robię to tylko sporadycznie. Teraz jest jednak tak dużo, że wpadają do koszyka przy tzw. okazji. Dziś miały być jelenie, ale w zamian były rydze na śniadanie, na obiad będzie zupa z prawdziwków, a maślaki (zmora!) lądują w słoikach:))

      Usuń
  22. A juz myslalam, ze jakies fotki z grzybkami, a tu masz: ani kani, ani prawdziwka nie wspominajac podgrzybkow, ani tlumow zbierajacych, tylko rogate, przepiekne..A tak na marginesie cos Ty tam robil ze swoim sprzetem, tez zbierales?? Ekologia, w pas sie klania.
    Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, że chciałbym, ale mój obiektyw ostrzy od 8 metrów, więc jest z tym mały kłopot:))) Tak, jak napisałem wyżej, teraz zbieram tylko przy okazji i tylko na bieżące potrzeby. Nie polecam jednak tej metody, gdyż wspomniany przez Ciebie sprzęt trochę wazy, więc zbieranie zamienia się w katorgę:))) PS. Szkoda, że to pewnie już ostatnie zdjęcia rogatych. Napiszę o tym w następnym poście.

      Usuń