Tydzień temu, w komentarzu, ktoś słusznie
zauważył, że pisząc np. o jakimś ptaku, zamieszczam zdjęcia zupełnie innego
gatunku. I tak moja, wydawałoby się genialna w swojej prostocie, strategia
legła w gruzach. Naiwnie wierzyłem, że nikt tego nie zauważy i uda mi się poupychać
zdjęcia zalegające szufladę (z tym, że akurat tydzień temu żurawie były świeżo prosto z pola). Zatem od teraz, jeżeli tekst będzie dotyczył np. wróbla, to na
zdjęciach będzie wróbel! Albo mazurek, bo i tak większość ludzi
nie rozróżnia tych dwóch gatunków.
Dzisiaj, znowu
powracam do łabędzia krzykliwego. Gatunek ten spotykałem i spotykam sporadycznie,
z uwagi na to, że jest on ciągle rzadki w Polsce. Pierwszy lęg
łabędzia krzykliwego stwierdzono w 1973 r. w, a jakże, Dolinie Biebrzy.
Obecnie na terenie kraju gnieździ się już ok. 90-100 par,
ale i tak większość obserwacji pochodzi z okresu migracji wiosenno-jesiennych. Tak na marginesie, jest to pierwszy z łabędzi opisanych przez Linneusza.
Moje pierwsze spotkanie z krzykliwcem miało
miejsce dawno, dawno temu wczesną wiosną, właśnie w Dolinie Biebrzy. Nie
zrobiłem wtedy żadnych zdjęć, głównie z powodu braku aparatu. Kiedy po latach wróciłem do obserwowania ptaków, nasze drogi
znowu zaczęły się krzyżować, niestety bez większych efektów zdjęciowych. Łabędzie krzykliwe,
w odróżnieniu od swoich niemych kuzynów, raczej nie przepadają za ludźmi.
Osobnika (jak podejrzewam), o którym pisałem
tydzień temu, jednak dopadłem. To znaczy, prawie dopadłem. Spotkałem go na wysychającym,
śródleśnym rozlewisku. Spał sobie w najlepsze w odległości ok. 400 m od starej
ambony, na której siedziałem. Nie widząc dzioba, byłem przekonany, że to łabędź
niemy, którego często spotykałem w tym miejscu. Niestety, o swojej pomyłce
przekonałem się dopiero wtedy, gdy ptak obudził się i … natychmiast odleciał!
Zdążyłem zrobić mu tylko jedno, jedyne zdjęcie. Miałem go dwie godziny pod
nosem. I co? I nic! Jedno, takie sobie zdjęcie! Ale, jak mawiał Jan Ciszewski, „dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe”.
![]() |
Tak dla porównania.
Wojtek, ale zdjęcia pokazują więcej niż jednego łabędzia. Gdzie zdybałeś resztę towarzystwa?
OdpowiedzUsuńStadko na polu to okolice wsi Przechody w szeroko pojętej Dolinie Biebrzy, a łabędzie na zalanym polu spotkałem przy trasie Łomża-Białystok niedaleko Wizny. Warmiński (w locie) dalej niestety nieuchwytny.
OdpowiedzUsuńPrzydałyby się jeszcze pliki dźwiękowe z krzykiem krzykliwego i milczeniem niemego
OdpowiedzUsuńTak, tak. Zamieszczę pliki dźwiękowe, a za chwilę dowiem się, że w celach poznawczo/porównawczych, przydałaby się jeszcze degustacja obu gatunków.
OdpowiedzUsuńZwłaszcza plik z milczeniem niemego byłby fascynujący...
OdpowiedzUsuńTo pewnie dlatego niektórzy pstrykają wszystko jak leci, trzeba czy nie trzeba. Potem zawsze coś tam się wyłuska... Tyle, że ja jednak wolę jakość niż ilość.