O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

wtorek, 5 listopada 2013

Listopad nad Biebrzą.



      
W czasie mojego weekendowego pobytu Dolina Biebrzy była (pomijając stałych mieszkańców) prawie bezludna. W końcu to już listopad. Są jednak takie miesiące, kiedy o samotności nie ma mowy. Biebrzański Park Narodowy jest największym tego typu obszarem w Polsce, powinno być to zatem idealne miejsce, żeby uciec od cywilizacji i ludzi. Tyle teoria. Znaczne połacie parku są zamknięte dla turystów, inne zaś trudno dostępne z uwagi na warunki terenowe. W efekcie wszyscy jadą w te same miejsca, w których, zwłaszcza wiosną, potrafi być naprawdę tłoczno. Na wstępie napisałem, że Dolina była „prawie bezludna”. Prawie, gdyż kogoś jednak spotkałem i to właśnie podsunęło mi pomysł na post. Nad Biebrzę z roku na rok przyjeżdża coraz więcej ludzi, Wydawać by się mogło, że każdy przybysz jest inny. ale tak naprawdę należy do jednego z sześciu, przedstawionych niżej, typów charakterologicznych.
Typ pierwszy – uczestnik wycieczki. Podstawowym znakiem rozpoznawczym jest kompletny brak zainteresowania miejscem, w które został przywleczony. Było w programie, podstawili autokar, więc jest. Przewodnika nie słucha, bo ciekawsze rzeczy opowiada koleżanka. Ptaków nie słucha, gdyż wytworzony przez wycieczkę harmider, skutecznie je zagłusza. Na szczęście w terenie wycieczka przebywa krótko (zazwyczaj do pierwszej przeszkody wodnej).
Typ drugi, czyli rodzina(y) z małymi dziećmi. Spotykani prawie wyłącznie na łatwych szlakach, kładkach, wieżach widokowych itp. Bywa jednak, że najbardziej zdeterminowani docierają dalej i wtedy nie pozostaje nic innego, jak spakować sprzęt i poszukać sobie innego miejsca z dala od rozwrzeszczanej czeredy. Podtypem jest tu wesoła młodzież, która jakimś cudem dotarła nad Biebrzę w celu strzelania fotek telefonami komórkowymi oraz pozostawianiu swych przemyśleń na wszelkiego rodzaju drewnianych konstrukcjach.
Typ trzeci to „profesjonalni turyści”. Łatwo rozpoznawalni po fabrycznie nowych, markowych ubraniach i takimże sprzęcie. Zwykle jednak są to przybysze jednorazowi. W następnym roku przeistoczą się w „profesjonalnych żeglarzy”, „profesjonalnych golfistów” itp..
Typ czwarty to pary, którym ktoś wmówił, że weekend nad Biebrzą to niezapomniane przeżycie. I ten ktoś miał rację! Ona nigdy już nie zapomni błota na nowych butach, tych wstrętnych owadów i braku galerii handlowej, on zaś jej ciężaru na plecach w trakcie pokonywania kałuż. Na szczęście pary nie są problemem, pod warunkiem, że kłócą się w miarę cicho.
Typ piąty, czyli „jedyni, prawdziwi znawcy Biebrzy”. To ci, którzy są święcie przekonani, że znają i, co najważniejsze, „czują” Biebrzę najlepiej na świecie. Zwykle poruszają się samotnie, jednak wieczorami zbierają się w stada wzajemnej adoracji, by wymieniać się spostrzeżeniami i utwierdzać w swojej biebrzańskiej doskonałości. Nie zwykli odpowiadać na pozdrowienia i udzielać jakichkolwiek informacji. Tolerują jedynie miejscowych, ale tylko tych, którzy mogą im się w czymś przydać.
I wreszcie typ szósty. Ludzie, którzy przyjeżdżają bo lubią Biebrzę, albo nigdy tu nie byli i chcą ją poznać. Kobiety i mężczyźni. Starsi i młodsi. Zawodowcy i amatorzy. Z lepszym lub gorszym sprzętem. Zwykle z dużą wiedzą o przyrodzie, którą chętnie się dzielą. Zawsze skorzy do wymiany informacji o tym gdzie ostatnio widziano łosie, gdzie aktualnie tokują bataliony i która droga stała się nieprzejezdna. Szkoda tylko, że w odróżnieniu od poprzednich typów należą do rzadkości.
PS. Na zdjęciach oczywiście nie ma opisywanych typów. Są łosie. Część z nich to te same osobniki, które można zobaczyć na blogu „gŁoś z bagien”.


 
 
 
 



 
 
 
 
 

10 komentarzy:

  1. A do której grupy zalicza się sam autor? Stawiam na 6 :-). Chociaż parę razy zdarzyło mi się wysłuchać opowieści o Biebrzy w stylu typu nr 5 :-).

    OdpowiedzUsuń
  2. Autor nie zalicza się do żadnej z grup. Jednak gdyby miał wybierać, to zdecydowanie wybrałby wesołą młodzież, ale z epoki przedkomórkowej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z racji powyższej wypowiedzi jestem zmuszona stwierdzić bez cienia wątpliwiści, że podany w tym poście opis nie zawiera kompetnej i wyczerpującej informacji na temat występujących na tym terenie osobników z gatunku homo sapiens gdyż brakuje w nim co najmniej dwóch a nawet może trzech dodatkowych typów:-):-):-)p.s. Komórki też czasem się przydają np. do oglądania ciekawych blogów w hotelowych czeluściach z drugiego końca Europy:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W poście wymieniłem tylko te typy, które sam najczęściej spotykam. Jestem bardzo ciekaw na kogo jeszcze można natrafić podczas biebrzańskich wędrówek. Taka wiedza może być bezcenna, zwłaszcza jeżeli przyjeżdża się na krótko.

      Usuń
    2. Typ siódmy: temat na kolejny post raczej w bardziej odległej przyszłości:-)

      Usuń
  4. Ależ zaskoczyły mnie białe rajtuzy łosiowe. Cudo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudem to jest, proszę koleżanki, cały łoś od mordy po ogon!

      Usuń
  5. Gratuluję, szczególnie łosia rozchlapującego wodę i tego pośród rdzawości.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki Igor. To był jeden z moich najlepszych łosiowych wyjazdów. Szkoda tylko, że pierwszego dnia nie dojechałem na czas.

    OdpowiedzUsuń