O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

niedziela, 27 stycznia 2019

Jednak uciekłem z kazamatów


         Ostatnio opisałem swój zwykły, ponury dzień z dala od boudoir`ów Pani Przyrody, który to opis część z Was odebrała, jako łzawy skowyt skazańca. choć cały czas starałem się robić dobrotliwą minę do nie najlepszej gry. Muszę się jednak do czegoś przyznać. Pisząc ów post byłem już o krok od spektakularnej ucieczki na łono PP, czego jednak nie chciałem ujawniać, gdyż - będę szczery - aż tak bardzo Wam nie udam. Do rzeczy jednak.

         W kazamatach zatorskiej (taka, elitarna dzielnica Olsztyna) kamienicy spędziłem około dwóch miesięcy. To wystarczająco długi czas, żeby dokładnie poznać rozkład pomieszczeń, dobowy rytm klawisza Fiodora oraz zgromadzić wszystko to, co jest niezbędne podczas ucieczki.
         Pierwsze zadanie nie było zbyt trudne, gdyż w końcu mieszkam we wspomnianej kamienicy już blisko rok, więc owe dwa miesiące poświęciłem na dopracowanie szczególików, jako to wytatuowanie sobie planu nieruchomości na udach, kradzież żeńskich fatałachów z suszarni na strychu i inne, tego typu, pierdoły.
         Aktywność Fiodora była już znacznie większym wyzwaniem, gdyż zwierzę to nie jest tak do końca zwyczajnym kotowatym. Zwyczajnym, czyli śpiąco-żrącym ssakiem domowym o przewidywalnych, niczym ruchy golkipera z polskiej ekstraklasy, reakcjach (za wyjątkiem chwil, gdy mu odbija). Fiodor ma niestety sporo cech psa stróżującego skrzyżowanego z kapitolińską gęsią, co powoduje, że jego uszy i wibrysy reagują na najcichszy nawet szmer, o jakichkolwiek gestach nawet nie wspominając. Jest przy tym wyjątkowo sprzedajną łajzą, gotową wydać każdego za kawałek czegokolwiek do jedzenia, co nie jest czosnkiem lub alkoholem i ... właśnie to postanowiłem wykorzystać. Skoro ta futrzasta, nędzna szumowina sprzedaje uczciwych i niewinnych ludzi za żarcie, to za TO SAMO ŻARCIE powinna im również pomagać. Dlatego też, przez wspomniane dwa miesiące, dokarmiałem go czym się tylko dało (za wyjątkiem czosnku i alkoholu - ma się rozumieć - które to produkty utylizowałem osobiście, acz niechętnie), zyskując jego tymczasową przychylność i przejściową sympatię. Dodatkowo czochrałem go energicznie, ale ta - prozaiczna wydawać by się mogło - czynność miała tzw. drugie dno o czym za chwilę. Regularne dokarmianie oraz mizianie kociej łachudry rychło przyniosło spodziewane rezultaty. Fiodor zaczął jadać w określonych porach i w takich że ... sypiał. A teraz wspomniane, drugie dno.
         Gdyby gdziekolwiek można było zobaczyć mój wizerunek, większość z Was stwierdziłaby, że nie wyglądam na typa, który kocha koty. Ba! Ja nie wyglądam nawet na osobnika, który kocha dęba Bartka (pisownia staropruska), ale kota i owszem czochrałem (i byłem miły), gdyż miałem w tym ukryty cel! Żeby to dogłębnie pojąć, zadajmy sobie pytanie, kto to jest kot i z czego się składa? Otóż, jak twierdzą starożytni, uczeni felinologowie, kot jest to prosto uorganizowana, żywa struktura składająca się z kota jako takiego oraz z funta zbytecznych kłaków. I właśnie tę ostatnią cechę owego żyjątka postanowiłem wykorzystać w przygotowaniach do czmychnięcia z lochu. Dlatego też, czochrając domowego volksdeutscha, zbierałem potajemnie owe kłaki, gromadząc je skrzętnie w puzdrze misternie rżniętym w rozbuchane kwiatostany orientalnego perzu. Kiedy miałem już wystarczającą ilość surowca, zacząłem nocami pleść linę i jednocześnie dziergać siermięgę w kolorze elewacji mojej kamienicy, czekając cierpliwie na TEN dzień.
         TEN dzień nadszedł był w ubiegłą niedzielę o czym poinformował mnie dyskretnie budzikowy wibrator umieszczony w ... po prostu umieszczony.
         Szarobura noc otulała jeszcze miasto, gdy cichuteńko, niczym bakteria, wypełzłem z łóżka i omijając śpiącego wachmana, uchyliłem okno na - puste o tej porze - podwórze. Haust zimnego powietrza omal nie pozbawił mnie zmysłów, a dziadek mróz pokąsał mi skórę niczym leopard tajskiego transleśnika w ... nieważne. Ubrałem się w kradzione, damskie fatałachy oraz siermięgę, spakowałem sprzęt, po czym przymocowałem linę do framugi okna. Ponieważ nie mogłem dostrzec, czy jej (tej liny znaczy się) koniec, aby na pewno dotyka ziemi (BHP! Zawsze BHP!), zszedłem szybciusieńko po schodach, żeby to sprawdzić. Wszystko było OK, więc wróciłem do mieszkania, zarzuciłem plecak na plecy i niczym krzyżak (nie ten rycerz, tylko ten pająk) opuściłem się na podwórze ... tuż pod nogi sąsiada z parteru, który właśnie w tej chwili wyszedł był po poranną porcję substancji smolistych. Oczywiście śmiechom i żartom nie byłoby zapewne końca, ale czas naglił, więc dałem się pocałować w rękę (fatałachy zadziałały!), sąsiad wrócił do mieszkania, a ja wsiadłem do auta i pojechałem ku PRZYRODZIE.
         Ludzie moje kochane, jak tam było fajnie! Nieważne, że w terenie spędziłem jakieś 15 minut, skoro każda z nich zasługiwała na Nobla, a nawet na Brązowy Krzyż Zasługi! Fotek co prawda nie napstrykałem się do syta, ale co przeżyłem na WOLNOŚCI, to MOJE!
         Nawalony, jak małpa świeżym powietrzem, wróciłem do Olsztyna, wspiąłem się po linie do mieszkania (sąsiedzi pomogli, a zwłaszcza ten od całowania, dysponujący wysięgnikiem), ominąłem sprzedawczyka i, jakby nigdy nic, wsunąłem się pod kołdrę.
         I leżę tak sobie w ciepełku do dziś, po raz kolejny przeżywając wyprawę życia, a mój mózg knuje, jak urwać się raz jeszcze, gdyż lina z kocich kłaków ciągle czeka na mnie we wspomnianym puzdrze.














85 komentarzy:

  1. Fantastycznie na zdjęciach! "Fiodor ma niestety sporo cech psa stróżującego skrzyżowanego z kapitolińską gęsią(...)" a to dlaczego "niestety"? Wszak zalety psa strużującego w połączeniu z inteligencją i także umiejętnościami strużującymi gęsi i przebiegłością i mądrością kota to piorunująca mieszanka bardzo porządana w dzisiejszych czasach 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ivo, ale to zasługa PP:) Masz rację, tylko że posiadanie takie potwora w domu może obrócić się przeciwko Tobie:))

      Usuń
    2. W sumie racja, jak mawiał wieszcz:)

      Usuń
  2. Coraz lepsze te Twoje teksty, inspirujesz mistrzu. Czy ja dobrze widzę bobera?
    A czemu Fiodora nazwałeś Volksdeutsch?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Luno, chyba jednak wolałbym fotografować ... gdym miał co:( PS. Tak się na Ziemiach Odzyskanych nazywa sprzedawczyków:)

      Usuń
    2. To wydra, a konkretnie wyderka:)

      Usuń
  3. I lina wytrzymała? Piękne te łabędzie pierwszy i ostatni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiała. Fiodor jest kotem rodem z Podlasia, więc futro ma, jak łoś:))) Dziękuję:)

      Usuń
  4. 1.Dobrze, że akurat słońce wzeszło
    2.Myślałam, że kocie kudły wszczepisz sobie oraz pazury, ale lina też dobra.
    3.Dobrze, że sprawdziłeś czy dotyka ziemi, bo głupio by było gdyby tyle trudu poszło na marne.
    4.W ramach wniosku ogólnego - chłosta życiowa do osiągnięcia geniuszu jest artyście niezbędnie konieczna.
    5.Kiedy zaczniesz kręcić miniatury filmowe na podstawie ostatnich kilku postów-scenariuszy.
    6. Foty mówią, że warto było...:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad.1. Bardzo dobrze! Ad.2. Kurcze nie pomyślałem o pazurach! Następnym razem użyję! Ad.3. Sie wie:)) Ad.4. Tylko gdzie ten geniusz i ten artysta? Ad.5. Grażyna! Ja nie mam czasu bloga prowadzić, więc kudy mi do kinematografii? Ad.6. Byłem tak powtórnie i ... już nie było warto:(

      Usuń
    2. Ad.Ad5 Sprzedaj, pójdą na pniu:)

      Usuń
    3. Dawno nie było w polskim kinie komedii z naprawdę dobrymi gagami. Nie wiem, być może jest jakaś platforma, gdzie można taki scenariusz wystawić na sprzedaż.Są tacy co kupują i sprzedają filmy przyrodnicze więc powinni też być tacy od fabuły. Co ci szkodzi poszperać w google:)

      Usuń
    4. Grażynko, na razie mamy rehabilitację i inne czynności do wykonania, jako to wystawa w marcu w Kortowie w Kotłowni (mamy nadzieję, że się pojawisz!). Kiedy jednak nadejdzie lato, kto wie? Do fotografowania niczego (prawie) nie będzie, więc pomyślę:)))

      Usuń
    5. Przepraszam, Iwony nie ma na blogu, powinnam była wiedzieć, że ta kontuzja to poważna sprawa. Przekaż proszę życzenia szybkiego powrotu do zdrowia. Wystawy gratuluję i postaram się być, a te Twoje teksty są naprawdę świetne i tak jakoś podczas czytania zaczęłam to widzieć i przyszedł mi do głowy film... :))

      Usuń
    6. Na razie nie może siedzieć przed komputerem, ani tym bardziej, chodzić w teren, więc blog przysiadł (przynajmniej on:)) Mamy wielką nadzieję, że będziesz, żeby wreszcie się poznać osobiście:) PS. Dziękuję, kto wie:)

      Usuń
  5. Ale wspaniałe łupy! Łabędź niemy, a wygląda jakby krzyczał, już myślałam, że masz bobra, a to chyba jednak wydra. Chociaż na 5. zdjęciu wygląda jak bóbr.
    Fajne są te Twoje oprawy literacko-groteskowo-satyryczne ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten łabędź uratował mi trochę sesję, gdyż za wiele to tam się nie działo:) Krzyk był pełen pretensji, gdyż nie przyniosłem niczego do jedzenia (nigdy nie dokarmiam):))) W pierwszej chwili też tak pomyślałem, ale ogon wyjaśnił całą sprawę. PS. Dziękuję:)

      Usuń
  6. Ależ ucieczka, jak z najlepszych filmów amerykańskich.
    Łabędzie w balecie istny cud :-)
    Dobrze że przestrzegasz BHP ! Tylko zbyt wysokich szpilek nie wkładaj :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba:))) Na bezrybiu i łabędź ptak, więc cieszyłem się, jak dziecko:)) Szpilek na strychu nie było, więc pojechałem w gumowcach!

      Usuń
  7. - Anything but - stwierdził krótko Bengalski przeczytawszy o prostym uorganizowaniu. - Ale za tego błękitnego łabędzia normalnie wszystko wybaczam I ten... Pozdrowienia dla Fiodora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znacie Fiodora (pozdrowienia przykażę!):))) Dzięki Bexo:)

      Usuń
  8. Ostatnie zdjęcia zapiera dech.
    Nawet najcudowniejsze widoki nie byłyby w stanie sprowokować mnie do wyjścia na spotkanie z dziadkiem mrozem, acz wczoraj - kiedy śnieg ciął po oczach niczym żyleta, "poszłam w miasto" aby uchwycić obiektywem zabytkowy tramwaj oznaczony gwiazdą Dawida, symbolizujący tramwaj kursujący w getcie warszawskim. Niestety, spóźniłam się i nie udało mi się zrobić wszystkich ujęć, które zamierzałam. Wniosek z tego taki: wobec potrzeby ducha ciało jest bezradne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu modela:) Mieszczko, ja jestem zimnolubny i uwielbiam taką pogodę. Bardziej marznę w zakresie 0/+2. Niestety gŁośka jest z innej (gorącej) planety, więc czasem mamy mały, klimatyczny problem:))

      Usuń
  9. a jak się sąsiadowi spodoba całowanie? może warto renegocjować milczenie w walucie łatwiejszej do przyjęcia - niechby ten czosnek z alkoholem, skoro i tak idzie na zatracenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak zrobiłem. Założyliśmy klub na strychu, gdzie degustujemy i zagryzamy, choć - nie ukrywam - w fatałachach:)

      Usuń
    2. po wódeczce animusz rośnie i może dojść do konsumpcji nie tylko wiktuałów, ale i uczestni... czki?

      Usuń
    3. a co? podobno moda na "dojrzałe osobniki"

      Usuń
    4. Tyle tylko, że ja jestem dojrzały wyłącznie wiekiem:)))

      Usuń
  10. Jednak Olsztyn to wspaniałe miasto! Nawet lochy ma takie, że trzeba się z nich spuszczać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, wspaniałe. W 1999 roku mieli tam najtańszy LPG w całej Polsce - poniżej złotówki, podczas gdy w Gdyni tankowaliśmy po 1,45 (czyste zdzierstwo!).

      Usuń
    2. Bo to miasto na wyjątkowo wysokim poziomie i dlatego nawet lochy mamy na drugim piętrze:)

      Usuń
    3. A skąd Pani B zna archiwalne ceny gazu w Olsztynie?

      Usuń
    4. Z autopsji. W 1999 roku, z nieaktualnym już małżonkiem i z Nieletnią (dzisiaj już Letnią), zrobiliśmy trzytygodniowe tournée po Polsce, z kilkudniowym pobytem w okolicach Olsztyna (w niejakim Tomaszkowie). W czasie tych trzech tygodni mieliśmy możliwość podziwiania rozdźwięku cenowego LPG w całym kraju. Zarówno cena olsztyńska, jak i trójmiejska wydały nam się wstrząsające (każda na swój sposób). A wstrząsy się pamięta.

      Usuń
    5. W Tomaszkowie powiadasz? Kiedyś to było fajne miejsce, a dziś to poddzielnica Olsztyna. Trochę dalej (Sząbruk-Siła) była genialna łąko-plaża, a dziś stoi tam 5 gwiazdowy hotel i dlatego te miejsca omijamy dziś z daleka. A tak swoją drogą, zapamiętałaś z pobytu na Warmii coś więcej, niż tylko ceny LPG? :))))

      Usuń
    6. Tak. Raki w jeziorze i spacerujące po piasku, nazwę "Dorotowo" w pobliżu i drugą - "Zezuj". I Nieletnią w wodzie. I te domki, w których mieszkaliśmy. I nawet dziki seks.

      Usuń
    7. Na te raki, to ja się wybieram od 30 lat i jakoś mi nie wychodzi, choć przed wiekiem słynąłem, jako raczy łowca:))) PS. A! To Was widziałem (i nagrałem przypadkiem)? Fajnie. Już dawno nic nie przytuliłem w drodze szantażerki:)

      Usuń
    8. Przytulić to możesz co najwyżej mnie - ja jestem kobieta upadła i to głównie finansowo.

      Usuń
    9. Znaczy - też jesteś kobietą upadłą?

      Usuń
    10. Oczywi ... jednak chyba niekoniecznie, choć ... nie, jednak nie!

      Usuń
  11. Trzeba było gadać, że potrzebujesz kocich kłaków! Mam tego na wywrotki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odezwę się w odpowiedniej chwili. Nasłuchuj nietypowego napieprzania w drzwi wyjściowe!

      Usuń
    2. Kurde, dlaczego ludzie w całej Polsce napieprzają w drzwi, zamiast używać dzwonków?

      Usuń
    3. Takie czasy nastały. Historia lubi się powtarzać:)

      Usuń
    4. Znaczy, wracamy do jaskiń.

      Usuń
    5. Już w nich jesteśmy. Wracamy do zagryzania się w łonach!

      Usuń
  12. Zamiast zachwycać się tańcami w powietrzu i wodzie, to ja parskam śmiechem. Niedobrze, bo do tej pory znany byłeś z oryginalnych fotek, a teraz dochodzą ciekawe teksty. To pytam się, mam czytać, czy oglądać?
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I czytać i oglądać i przede wszystkim śmiać się jak najwięcej:)

      Usuń
  13. Pierwsze i ostatnie zdjecie cudne! Po prostu krol ptakow!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nigdy tak na niemego nie patrzyłem, ale coś w tym jest:)

      Usuń
  14. Etymologucznie ujmując kota nalezy stwierdzić że słowo to nie pochodzi z łaciny, ani też z greki tudzież innego majacego naukowe koneksje języka.
    Jak naucza naucza wielki etymolog rosyjski Iwan Aleksandrowicz Wydumanyj pochodzi on od wołacza ki czort?! Znaczy po polsku "co za diabeł"?!
    W tym momencie jasnym się staje że koty to de dacto agenci samegi Diabła tu na ziemi. Dlatego wszelkie podchody czyniłeś całkiem niewłasciwie. Należało zwierzę przekonywać iż wymknąć się z domu masz zamiar li tylko i wyłącznie w celu srogiego grzeszenia a sprzęt zabierasz po to by uwiecznić ową sromotę i za pomocą przekazu wizualnego wlec na zatracenie niewinne duszyczki! Wszystko to oczywiscie orzy swietle ogarka.
    Gwarantuję iż wtedy Fiodor stał by się twoim najlepszym pomocnikiem.

    Ps. Nessi w rozlewiskach Biebrzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz! Mądrego dobrze poczytać. Następnym razem kupię czarnego kurczaka i upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu, czyli kot będzie miał mroczną imprę, a my posiłek:))) PS. To rozlewisko Łyny!

      Usuń
  15. To już teraz wiem do czego służy kot :-))
    Zdjęcia jak zwykle moga być, ale mi szkoda tego samotniczka - przykleiłeś go do lodu czy co???
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek uczy się całe życie Stokrotko:))) PS. Dzięki. Nie, to bogacz, który wykupił sobie lodowy apartament i nie musi się gnieździć z pospólstwem:)

      Usuń
  16. No wreszcie jestem na Twoim blogu. Tak bardzo się staram, a i tak mam tyły straszne. O jakich ja tu przygodach życia przeczytałam. Oczywiście na samą myśl Ciebie w damskich ciuszkach śmiać mi się chce. Śmieszne, że mam jakiś tam wyobrażenie, jak wyglądasz i na bank się mylę, bo zawsze się w tej kwestii mylę. :D Parę minut, ale za to jakich. Chyba bym wyginęła bez obcowania z naturą, także brawo za tą ucieczkę. ;D Zdjęcia powalają, no kurcze... choć moja pierwsza reakcja była... o kur sia la la wa, ale zdjęcia. No boooskie. :D Pozdrawiam i lecę do poprzedniego postu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojawiasz się i znikasz, niczym meteoryt:))) Dziękuję za recenzję, gdyż od Ciebie, to zaszczyt prawdziwy. PS. Też lecę:)

      Usuń
  17. Zawsze podejrzewałam, że coś robię nie tak z kotami. Nie mam wprawy w tym temacie. Chyba nie umiem ich głaskać, bo nigdy się nie nauczyłam, bo, z kolei, nie wiedziałam, że w wypadku kota występuje szczególna metoda głaskania.
    Eskapady gratuluję! Czy fatałaszki również były w kolorze elewacji?
    Co to jest na zdjęciu nr. 5? Na plemnik za duże chyba.
    Na końcu reakcja łabędzia na twój widok, jak mniemam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba zgrabiać paluchami ... przepraszam, paluszkami i wtedy gromadzisz surowiec na plecionki! Fatałaszki były, niestety, w kolorze dzielni, czyli pastelowo-neonowe, ale siermięga zadziałała:))) PS. Tak, to plemnik wydry w powiększeniu i stąd reakcja pierwszego łabądzia. Drugi nie miał tyle szczęścia i zobaczył mnie ...

      Usuń
  18. Fajna stylizacja opowieści. Jak z McGywera. I wydra też wystylizowana. Jakoś tak na anakondę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za wysokie progi. McG, to wzór niedościgły i takie tam. Ja tylko siermiężnie wylazłem z nory i tyle. PS. Co się czepiasz? Postylizuj sierściucha kilka godzin, to zobaczysz, jak to smakuje! Anakonda?! W sumie ...

      Usuń
    2. Widzisz. Zamiast po przeczytaniu zastanowić się, zaczynasz od wyrzutow a dopiero potem pojawia się chociaż. Dobrze ze starcze me oczy umeczyłam czytaniem do kropki, bo musiałabym przeczyścić zardzewialy kałach:))

      Usuń
    3. Sprawdzam czy komentarze można wstawiać, bo Google napisał, że wyłącza konta.

      Usuń
    4. Bo ja taki raptus jestem od dziecaka począwszy:)) Tam starcze! Starcze, to mam ja! PS. Nie żartuj!!!

      Usuń
  19. Dlaczego nie zakolegowałeś się z wydrą?! One są cudne i na pewno miałbyś pomoc w ucieczkach.
    Na krótką linę jest prosty sposób, trzeba wspiąć się z powrotem, odciąć kawałek i dowiązać na dole.
    Ostatni łabędź wymiata swoją urodą nadzwyczajną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałem, ale odmówiły, tłumacząc się nawałem roboty przy rybołówstwie:))) PS. To jest myśl! Wspinam się, odcinam górny odcinek, spadam, wracam po schodach, przywiązuję, wspinam się, tym razem, w dół ... GENIALNE!

      Usuń
  20. Witaj, Wojtku.

    Tęsknię do błękitnych łabędzi, podrywających się do lotu:)

    Wasz Fiodor powinien poznać naszą Pieskotkę. Myślę, że by się dogadali, bo ona wykazuje szereg cech kocich:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też:( PS. Proszę przysłać zdjęcia i krótkie cv:)

      Usuń
    2. Wojtku, to jest Pieskotka. Ona nie szuka pracy, ona udziela audiencji:)

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  21. Pamiętaj że o kotach mówi się z szacunkiem :) bo usłyszą i się wkurzą. Ale to nie znaczy, że będą jadły mniej czy spały tylko w nocy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fiodor przeczytał post, złożył samokrytykę i obiecał, że będzie dobrym kotkiem:)))

      Usuń
  22. W pewnym momencie nie mogłam przestać się śmiać, czytając ten tekst :D Jest świetny!
    Jaki to plan trzeba obmyślić i ile się przygotowywać, aby na 15 minut wyjść w teren...
    Wspaniałe dynamiczne zdjęcia, uwielbiam oglądać Twoje fotografie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to właśnie mi chodziło:))) Dzięki Wilgo. Miło, że wyszłaś z szafy:)))

      Usuń
  23. Super opowieść o super ucieczce :))) A zdjęcia są piękne! Patrząc na zdjęcie trzecie myślałam, że to bóbr, ale dalsze zdjęcia wyprowadziły z błędu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, zwłaszcza że niełatwo było mi o tym pisać:))))

      Usuń
  24. Gdy wydasz pierwszą / ?????? może już wcześniej coś wydał3eś / ksiązkę, już ją kupuję !!!! Watra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałbym, ale to raczej nierealne:) Fajnie, że tu trafiłeś:)

      Usuń


  25. A jednak 😂 zacząłeś prząść i dziergać i to ekstremalnie bo z kociej sierści.
    😂😂😂 chętnie ujrzę to dzieło😂😂😂

    Muszę pamiętać, że gdy czytam Twoje teksty, to nie mogę nic jeść ani nic pić 😂I że należy je obowiązkowo aplikować w przypadku spafku nastroju😂


    Cudne zdjecia. Jak u krola Minosa wszyscy się w złocie pławią. Chciałabym dostac błękitne łabędzie.
    A wczoraj widziałam na starorzeczu Odry żurawie tak ze 30 sztuk. I sikorki od 10 dni dzwonią. Wiosna

    OdpowiedzUsuń
  26. Przepraszam, że tak długo, ale dużo się dzieje. Ostatnio nie jem, nie przędę i nie dziergam. Tyram w zamian:) PS. Zapraszam na wiosnę:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Gdybyś posiadał kota, to pewnie upodobniłbyś się do kota, a tak pozostaje Ci żyć z tym
    własnym wizerunkiem. No bywa... Ale nie byłoby mi dane oglądać takich cudownych ujęć modelek
    Mróz szczypie... O tak. Słońce mnie okłamało wczoraj wiosenną jasnością i ..
    zmarzłam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, faktem jest, że to kot posiada mnie, a wizerunek ... szkoda gadać:)))

      Usuń