O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

czwartek, 27 kwietnia 2017

Porad kilka, czyli dwie.

Fotografuję przyrodę dopiero od kilku lat, ale przebywaniem na jej łonie i obserwacją tegoż (ponownie uprasza się o zaniechanie skojarzeń), param się niemalże od pacholęctwa. Jak zapewne zauważyliście, chętnie dzielę się swoimi przyrodniczymi i okołoprzyrodniczymi doświadczeniami, czego kolejnym dowodem jest ten post. Ufam, że dzięki poniższym poradom uda Wam się skutecznie ominąć rafy i mielizny czyhające wśród mrocznych lasów, zdradzieckich moczarów i podstępnych łąk i pożeglować ku przyrodniczo-fotograficznej doskonałości. Co prawda poruszałem już podobne tematy w kilku poprzednich postach, ale fotografia przyrodnicza jest tak dynamicznie rozwijającą się odmianą rzemiosła, że to, co było aktualne przed rokiem, dziś już takim być nie musi.
Zapraszam zatem do lektury.

Odzież.

Wiele osób sądzi, że fotografia przyrodnicza wymaga używania odzieży, która sprawi, że staniemy się niewidoczni dla zwierzaków. Nie mam pojęcia skąd wzięło się to przeświadczenie, ale - wybaczcie - jest to absolutna nieprawda, powielana zwłaszcza przez początkujących. Doświadczony fotograf wie, że odzież powinna być przede wszystkim ... modna. Mokradło, łąka, czy las to nie - za przeproszeniem - jakiś bal maturalny, czy inny raut w ambasadzie, gdzie można pokazać się w byle szmacie. W kontaktach z Naturą należy zadbać o szyk i elegancję, a nie o to, czy nas widać, czy nie. Poza tym, nawet w dziczy bez przerwy spotykamy innych ludzi: przyrodników, leśników, kłusowników, niedoinformowanych partyzantów, ekshibicjonistów itp. Jeżeli zatem nie chcecie być tematem złośliwych przytyków, ani też antygwiazdą internetu - zadbajcie o wygląd. Jeżeli w danym sezonie topowym kolorem jest np. fuksja, to zapomnijcie o woodlandach i marpatach, tylko wybierzcie coś właśnie w tym kolorze. Jeżeli Lasocki lansuje sztyblety, to je po prostu kupcie, precz odrzucając trywialne wodery. Pamiętajcie również o tym, żeby przed wyjściem w teren obdzwonić znajomych fotografów z pytaniem, w jakiej kreacji będą przemierzać leśne ostępy, czy też torfowe łąki, gdyż nic tak nie popsuje Wam dnia, jak spotkanie osoby ubranej w te same ciuchy. 
Oczywiście może się zdarzyć, że z uwagi na różnice w czasie, trendy modowe zmienią się np. nocą, a jedyny butik w Waszej, szemranej dzielnicy otworzą dopiero kilka godzin po brzasku. Zawsze wtedy możecie ratować się nieśmiertelną klasyką, czyli w przypadku panów - czarnym garniturem, zaś pań - popielatą garsonką. Zapewniam, że w ten prosty sposób zyskacie sobie szacunek przyrodniczego półświatka, a Wasze zdjęcia zaczną wreszcie zdobywać nagrody na prestiżowych konkursach fotograficznych w Nowym Jorku, Mediolanie i w Paryżu.


Prowiant.

Planując fotograficzną wyprawę musicie być przygotowani na to, że spędzicie w terenie kilka lub niekiedy nawet kilkanaście godzin. Tak długi czas wymaga, abyście pomyśleli o jedzeniu na wynos. I to jest kolejny, ważny czynnik, który pozwala odróżnić amatora od zawodowca. Ten pierwszy pakuje bowiem do plecaka termos z herbatą, kilka kromek chleba z serem i wędliną i jest przekonany, że wszystko gra. Owszem gra, pod warunkiem jednak, że planuje się wyjście po fajki do kiosku pod domem, a nie eksplorację biebrzańskich starorzeczy. W tym drugim przypadku zabranie ze sobą pajdy wczorajszego baltonowskiego z półpętkiem zwyczajnej, to nic innego, jak proszenie się o kłopoty. Musicie pamiętać, że prowiant jest, obok sprzętu fotograficznego, dobrej książki i podręcznego zestawu kowalskiego, jednym z kluczowych elementów ekwipunku, wpływających na efektywność naszego wyjścia w plener. Dlatego też zadbajcie o to, by Wasz posiłek był prawidłowo zbilansowany i jednocześnie urozmaicony. Oczywiście warunki i pakowność turystycznej lodówko-zamrażarki nie pozwolą Wam na jakieś ekstrawagancje, ale kilka podstawowych produktów bezwzględnie musi się w niej znaleźć! Co zatem należy zabrać? Przede wszystkim pieczywo. Chleb pszenny biały, żytni oraz wieloziarnisty. Do tego kilka bułek na zakwasie, ze trzy rogale lub - opcjonalnie - tort. Naturalnie do pieczywa dorzucacie osełkę masła, margarynę i dzbanuszek domowego smalcu z gęsi. Teraz mięso, czyli Wasze podstawowe źródło energii. Jeżeli planujecie spędzić w plenerze tylko jeden dzień, powinno Wam wystarczyć kurczę na zimno, dwie średniej wielkości golonki tylne-prawe, pałka krakowskiej suchej, baleron z cielęcia, tatar, pół tuzina jaj po wiedeńsku oraz zupa (może być żur). My dzień wcześniej przygotowujemy jeszcze kilka miseczek galantyny, ale nie jest to bezwzględnie konieczne. Jako, że w chłodziarce nie pozostało już zbyt dużo miejsca, nabiał i warzywa możecie potraktować nieco po macoszemu, czyli zabieracie kilka zaledwie gatunków sera twardego, salaterkę tłustego twarogu, odrobinę maślanki, kobiałkę ogórków gruntowych, pomidory zwykłe i koktajlowe (do ozdobienia sałatki), rukolę oraz kaszę gryczaną. Do tego dochodzą oczywiście jeszcze napoje. Kawa, herbata, kwaśne mleko i naturalnie - odrobina samogonu ze świeżo wyciśniętych ziemniaków. 
I tyle. Zachęcam do lektury kolejnych postów z tej serii, dzięki którym dowiecie się w jakiej fryzurze najlepiej wygląda się na torfowisku niskim, jak położyć terako w czatowni, po co są ptaki i dlaczego nie wolno patrzeć kleszczom w oczy?




















67 komentarzy:

  1. Po prostu poprawiasz humor w te ponure dni i powiem Ci, że wolę być amatorką, tak jak wolę pajdę chleba i kabanos na szlaku popijany czym się da, od wypasionych restauracji na Krupówkach ... zdjęć nie chwalę, bo już mi słów brak :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, gdyż to dla mnie największy komplement:) Krupówki opuściłem definitywnie ćwierć wieku temu i noga moja już nigdy tam nie postanie! PS. Ale przyznasz, że tort na bagnach kusi? :))))

      Usuń
    2. Mnie akurat nie, bo tortów nie lubię, ale taka szarlotka lub sernik to owszem...

      Usuń
    3. Sernik może być (kurczę, ale bym teraz podjadł sernika), jak i szarlotka (kurcze ... j.w.) :))

      Usuń
    4. Szarlotkę piekę jutro :))) mogę zabrać w teren :))

      Usuń
    5. To piecz i serwuj! Szarlotka, to jedno z najfajniejszych ciast, jakie znam, a znam ich ... szarlotka, to jedno z najfajniejszych ciast, jakie znam :))))

      Usuń
  2. A ja naiwna myślałam, że Wy do tego lasu to jeździcie zdjęcia przyrody robić, a tu okazuje się, że nie ..., że tam niezłe imprezy organizujecie, bankiety wręcz... Super ciuchy i super żarcie . To może po znajomości zdradź miejscówkę , bo też bym się na taką imprezę załapała. Jedwabną bluzeczkę w kolorze fuksji już sobie wydziergałam, tylko golonkę zabiorę ( nie będę jej jeść , bo nie lubię, wezmę dla innych ;)) i jestem gotowa na imprezę :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś ty, miejscówkę! Po co nam miejscówka - zanim amator by tam dotarł w sztybletach, to by się utopił w bagnie obciążony lodówką. W ogóle to nie wiem czy to nie jakiś podstęp jest. :D

      PS. Te kaczki jak równiutko latają. W ogóle to ja powiem (poza tym, że zdjęcia są śliczne i kuszą nawet pomimo ryzyka utonięcia w bagnie i bezpowrotnego zniszczenia przy tym galowej garsonki), że jak się tak patrzy na latające, czy lądujące ptaki, to pierwsza myśl jest taka, że to nie może być prawda. :))

      Usuń
    2. Czajka, to nie podstęp, to prawda musi być . Zobacz, Wratiska poniżej sukienkę fuksjową wyszykowała i mielone bierze. Szykuj te jedwabie , zrobimy sobie jedwabny szlak w bagnach i może jeszcze faworki zrób, bo kiedyś pokazywałaś na zdjęciu i wyglądały na smaczne ;)))

      Usuń
    3. Nie mogę faworków, bo fryzurę mam świeżo od fryzjera, do tego jedwabie, zdecydowanie za dużo elegancji naraz. Chyba, że dla przełamania wzięłabym samogon. :D

      Usuń
    4. Przez durny układ Bloggera, muszę hurtowo ustosunkować się do powyższego dialogu (?) :)) Oczywiście, że w teren chodzimy wyłącznie w celach konsumpcyjno-lansowych! Jeszcze nie zgłupiałem, żeby jakieś fotki trzaskać, bo po pierwsze nie mam czym, a po drugie, jak każdy szanujący się Europejczyk, wysługuję się dziećmi z Trzeciego Świata, czyli z Elbląga. Tak, czy siak, cieszy mnie bardzo, że moja autorska wizja obcowania z przyrodą wyraźnie zbudziła zainteresowanie Szanownych Pań:))) PS. Ptaki zazwyczaj nie latają równo, ale w PS jest funkcja do wyrównywania:)

      Usuń
  3. Szarej garsonki nie posiadam....ewentualnie granatowy kostium albo sukienkę w kolorze fuksji :)))) Tort właśnie zjadłam :) pyszny był!!! chleb żytni wyszedł.....a mogą być mielone z bułeczką i pomidorkiem? No ale tak ogólnie zmatrwiona jestem, bo szukałam tej zasłonki z harcówki....a tu takie rzeczy...

    Eskadra łabędzi świetna! Zresztą kacza niezgorsza :)))
    Mam w ogóle jakieś lotnicze skojarzenia, bo na pierwszym zdjęciu momentalnie zobaczyłam pikujacy myśliwiec ;))) a gęsi skojarzyły mi się z lotniskiem i startujacymi samolotami:)))
    Świetne ujęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kostium może być. Co prawda będziesz się wyróżniała w tłumie ptakolubów, ale co tam:)) PS. Bo tak naprawdę lotnictwo, to efekt przyglądania się ptakom. Co prawda jeszcze nam do nich daleko, ale musimy się z tym pogodzić, gdyż człowiek Naturze nigdy nie dorówna. PS. Mogą być!

      Usuń
    2. Tak sobie właśnie pomyślałam:) ale to taki ciemny granat i jak na wierzch narzucę czarne poncho to może z tłumu ptakolubów będę sie wyroniać, ale ptaki może mnie wezmą za wyrośnietego kruka :))))) i oniemieja ze zdziwienia a wtedy zdążę ustawić statyw, sprawdzić światło itp itd......i nadgryźć szarlotkę:)

      No to to wiem, ale nigdy aż takich skojarzeni nie miałam....może na tę okoliczność "Dywizjon 303" trzeba by przeczytać ;)

      Usuń
    3. Skomplikowane to wszystko, ale ... może się udać, gdyż jak mawiał klasyk "w tym szaleństwie jest metoda" :)) PS. Lub postudiować dzieła Leonarda!

      Usuń
  4. Jednym słowem Wojtku na tegoroczne rykowisko jedziemy na dwa auta. W jednym i to będzie Twoja skoda ładujemy żarło,do mojego resztę ekwipunku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tegoroczne rykowisko, to Panie Pawle jedziemy dostawczakiem, a i to tylko dlatego, że nie nastać nas na TIR-a :)

      Usuń
    2. W sumie masz rację ta 200 litrowa odrobina świeżo pędzonego samogonu nie zmieściła by się do żadnego z naszych aut ;)))

      Usuń
    3. Dlatego właśnie pomyślałem, że większość zabierzemy do żuka, a resztę skonsumujemy (przed wyjazdem) w Raju ... kurczę, jak to dziwnie brzmi. Żeś se musiał wybrać takie miejsce do zamieszkania :))))

      Usuń
    4. Żuk to może być za mały,bo te 200 litrów to na osobę wychodzi,czyli sumując 600 literków szlachetnego trunku. Skonsumować co nieco możemy,ale pamiętaj to w końcu kilkudniowy wyjazd i może zabraknąć,a ja nie chcę się odwodnić w terenie ;)))

      Usuń
    5. Mądrego zawsze dobrze posłuchać! Odwodnienie w terenie, to straszna rzecz. Raz to przeżyłem i więcej nie chcę! PS. Po 300 na łeb?

      Usuń
    6. Tak prawdę mówiąc to by tyle wychodziło,gŁoś i tak nie pije a i ktoś nas wozić musi ;)))

      Usuń
  5. I znowu zdjęcia super,zresztą stale są fajne,piękne widoki z ptakami w tle.Łabędzie i gęsi na niebie w locie,niesamowite ujęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Modraszko:) Teraz czas na łosie!

      Usuń
    2. W deszczu chyba! A tak na marginesie. Kota nie potrzebujesz, bo mam pilnie na zbyciu?

      Usuń
    3. Żartujesz? Wiesz że u mnie poziom zakocenia przekracza wszelkie normy unijne

      Usuń
    4. Wiem, ale próbować zawsze trzeba, bo a nuż trafiłbym na jakiś Twój gorszy czas i kto wie? :))

      Usuń
  6. Poproszę Głosia w uniformie z tegorocznego sezonu i oczywiście odpowiednim makijaż (teraz to podobno się mówi make up, czy jakoś tak?), ze szczególnym uwzględnieniem fryzury. Podobno asymetrycznie przy samej skórze już jest niemodnie? Co do żarcia, to zapomniałeś o składanym stoliku, brykietach i grillowej "lokomotywce". Bo że trzeba pamiętać o środku do umycia rusztu w sprayu to chyba dość jasne? A, w przypadku gdyby trzeba było rozpalać ognisko, to warto mieć pod ręką igiełki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Da się zrobić już w najbliższy weekend:) Nie zapomniałem, tylko nie chciałem żeby z postu zrobiła się powieść-rzeka. Z resztą grill, to także amatorka. Zawodowcy zabierają ze sobą w teren żarna, piec chlebowy, hutę turystyczną oraz miniubojnię połączoną z masarnią :))

      Usuń
  7. To mówisz że 10-centymetrowe szpilki do chodzenia po bagnach i kawior do jedzenia z porcelanowej miseczki nie wystarczy?
    Strasznie się załamałam.
    A tym razem zachwyciły mnie zamglone drzewa.
    P.S. Jeśli zmieniłeś zdanie co do drugiego mojego arcydzieła to nic się nie stało.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, nie zmieniłem, tylko mam najbardziej zwariowany tydzień w życiu. Praca, przygotowania do wyjazdu i na domiar wszystkiego kot połamał stalowy (!) regał na książki, niszcząc przy okazji jeden z laptopów. Jutro zrobię przelew, gdyż mam ogromną chęć na przeczytanie ciągu dalszego:). PS. Wystarczą, choć te 10 cm, nie powala :)

      Usuń
  8. Na fajnych fotach zależy mi bardzo więc wskoczyłam natychmiast w garsonkę w czarno-szarą pepitkę, włosy stosownie upięłam, szpilki czarne na stopy, obwiesiłam się aparatem, obiektywem, statywem, ale jak tylko wyszłam z domu, pasąca się na łące kobyła dostała ataku śmiechu i kulała się na plecach dobre 5 minut. Ściemniasz Pan zatem. Co do pkt.2 cenne uwagi, że najsmaczniejsze są tylne prawe i, że ze świeżo wyciśniętych jest najlepszy, nie wiedziałam.
    PS
    Tekst znakomity, a łabędzie szyki przepiękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Grażyno a nastrzelała Pani fot tej kobyle w ataku radochy??? Że nie wspomnę o własnym zdjęciu w garsonce obwieszonej sprzętem. To mogłaby być fota roku.

      Usuń
    2. Cudowne są te wasze pomysły. Pobudzają wyobraźnię.

      Usuń
    3. Ja ściemniam?! Prawdopodobnie o braku aprobacji ze strony podsiodłowych, zadecydowała pepitka, która ostatnimi czasy jest zdecydowanie w odwrocie o czym one doskonale wiedzą! PS. Oczywiście można też pędzić z jesiennej Irgi, ale nieuzależnieni koneserzy raczej tego nie tkną:)) PS. Dziękuję. Wiesz, gdzie ich szukać :)

      Usuń
    4. Matko!, ze tez ja nie mam żadnej kobyły po sąsiedzku!.....Wydałaby obiektywny sąd i człowiek wiedziałby, czy odpowiednio się odział, a tak, sam zdany na siebie, bo okoliczne ptactwo juz takie dziwy widziało, ze nic je nie wzrusza:) co najwyzej rudzik trochę nerwowo reaguje na pomarańczowy top :)

      Usuń
    5. Pani Beato, szpilki mi w mokrej trawie ugrzęzły i nim się ogarnęłam i porozstawiałam sprzęt było po ptakach :)) Trzeba było od razu napisać o pepitce, a tak wyszłam na totalne bezguście, dobrze, że tylko przed własną kobyłą:)))

      Usuń
    6. Po dwunastu godzinach w pracy taką radość mi sprawiliście komentarzami swemi, że mogę na kolejne się nawet udać

      Usuń
    7. Tak, tak, studenci już czekają z utęsknieniem :))))

      Usuń
  9. Już raz prosiłam Cię o selfi w fuksjowych ciuchach (choć jak sobie przypominam poprzednio to były geterki)! Ale tobie to trzeba ze sto razy przypominać. Proszę i Ciebie i każdą z Pań z osobna by mi dały znać o spotkaniu bagiennym w strojach odpowiednich. Możliwość obejrzenia tego wydarzenia przerasta nawet finałowy mecz play-off w NBA oglądany z ławki rezerwowych oczywiście drużyny wygranej. I jeszcze może gągoł znowu by poleciał i nie spadł widząc tak przystrojoną grupę okupującą piec hutniczy i terenową minimasarnię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TURYSTYCZNY piec hutniczy, gwoli ścisłości! Beata, obiecuję, że po powrocie z weekendu, coś tam pokażę, ale nie spodziewaj się fajerwerków, gdyż ja raczej wstydliwy jestem i selfików nie tykam:) PS. Ciągle czekam na wyjaśnienie poprzedniego, tajemniczego komentarza!

      Usuń
    2. Wojciechu wyjaśnienia udzieliła już Pani Czajka Nawet amerykańscy badacze już dawno stwierdzili, że słowa lepiej rozumieją kobiety a przynajmniej mnie rozumie lepiej Pani Czajka

      Usuń
    3. Dobra, poddaję się i udam, że zrozumiałem:)

      Usuń
  10. Witaj, Wojtku.

    Na leśne fotografowanie preferuję tiule, woale i inne tego typu powłóczystości (rozwłóczystości?) w barwach żarówkowych. Do tego koniecznie złote sandałki na szpilce i rozpuszczony włos (a mam co rozpuścić;)). W przytoczonej sytuacji nigdy też nie rozstaję się z cekinową torebką, do której (prócz niezbędnych trzech kilo kobiecych poprawiaczy urody) wkładam opakowanie lodów zabajone.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to w ogóle bez zabajone nie wyruszam a w teren. Raz jeden poszedłem i klapa na całego:)) O cekinach kompletnie zapomniałem, a to przecież podstawa! W ubiegłym roku ocekiniłem większość terenowych ciuchów i zapewne stąd te ... - nazwijmy to samouprzejmie - sukcesy :))

      Usuń
  11. Piękne zdjęcia. Nieważne czy w woderach, czy w szpilkach, przeciągają wzrok😄
    zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie oszukujmy się, sznyt na foto (błoto) safari to podstawa, niechaj narodowie wżdy tubylcze znają że fotografowie nie bubki i swój fason mają!

    Z wyżerką tak samo, jesz byle co, byle czym jesteś, a tak od czasów Livingstone'a wiadomo że B'wana M'kubwa myšliwy (fotograf) byle czego nie zje.

    Sam na szlaki zabieram przynajmniej jedną puszkę kawioru... i do tego dziesięć kanapek z jajem na twardo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ażebyś wiedział! Najlepiej to widać podczas Targów 100 pomysłów dla Biebrzy. Wszyscy pojawiają się tam w ciuchach maskujących i z całym sprzętem, jaki posiadają :))) Co do żarcia, to i tak, to o czym napisałem nie przebije grochowej z Tesco!

      Usuń
  13. Tort najlepiej sprawdza się na torfie, również językowo. A do zdjęć nocnych koniecznie ze świeczkami. W twoim zestawieniu trochę mi brakuje dobrej muzy, najlepiej słuchanej na wypasionych słuchawkach. Wiesz, w takim lesie ptaki drą się wniebogłosy, dzięcioły stukają, coś tam szumi w konarach, że ciarki człowieka przechodzą, a w nocy po wsiach psy szczekają. Koszmar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już najlepiej tort z torfowej tortilli na terenowym torze w Toronto :)) Tam słuchawki! Przyczepka z sound systemem, jak na nowojorskich paradach! A poza tym, jaki las?! Las jest niehigieniczny, więc przed naszym przyjazdem znajomy leśnik zawsze przypadkowo coś tam zaprósza :))

      Usuń
  14. No proszę, i zdolny, i dowcipny. Duet rzadko spotykany. Czyżby facet idealny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyś zapytała gŁosia, to dowiedziałabyś się, że zdecydowanie nie! :))

      Usuń
  15. Co z nami jest nie tak, że muszą nam mówić, w co się ubrać na wycieczkę, a w co na przyjęcie, żebyśmy zawsze byli modni, co mamy jeść, by jelita były szczęśliwe oraz czym szokować na głowie, gdy z głową coś nie tak.
    To mam patrzeć na cekiny, czy na zdjęcia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zdjęcie! Zdecydowanie na zdjęcia Ultro :

      Usuń
  16. Dzień dobry po długiej przerwie.:) Piękne zdjęcia jak zwykle. Tylko gdzie ta wiosna, ja się pytam ;)?! A tak na poważnie to miło wrócić do fotografowania. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj po latach:) Czyli, jak rozumiem Maluch usamodzielniony i Mama może odkurzyć sprzęt:) PS. Wiosna była. Przez półtora dnia :(

      Usuń
  17. Nic dodać, nic ująć. Z najwyższym podziwem czytam artykuły prasowe o paniach, które w wysokie góry wybierają się w sukni i szpilkach. Czyż nie należy im się podziw? W wygodnych butach każdy głupi umie łazić po górach, ale spróbuj w szpilkach... To jest wyższy poziom doświadczenia. No i do niezbędnego sprzętu dodałbym jeszcze kijek do selfie. Jak mogłeś o nim nie napisać? Bez takiego kijka nikt nie powinien wychodzić nawet do sklepu. Bo co, jeśli akurat pod blokiem będzie stał fajny samochód, na którego tle chcemy się sfotografować? No dramat... Albo np. w takim Ogrodzie zakwitną tulipany. 80% odwiedzających miało ze sobą kijki. Pomyśl tylko, jak przykro musiało być pozostałym 20%...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kijek do samojebki można zaimprowizować parasolką i gumą do żucia. Ale sukienka i klapki na Orlą są nieodzowne.

      Usuń
    2. I tu się Chłopaki zdziwicie! W praczasach, gdy byliście jeszcze dziećmi, wybrałem się - proszę ja Was - na Wielki Kopieniec. Trasa wiodła oczywiście przez Mały, gdzie z powody zerowej widoczności, postanowiliśmy zakończyć wycieczkę. W trakcie narady usłyszeliśmy charakterystyczny stukot i po chwili z mgły, wyłoniły się dwie Panie, które stwierdziły, że idą dalej. I nie byłoby to zapewne dziwne, gdyby nie to, że Panie były obute w plastikowe półszpilki na gołe stopy. PS. gŁoś zmienił telefon i mamy wzmiankowany kijek, który dołączono do kompletu, więc gdyby była potrzeba, to służymy!

      Usuń
    3. Typowo kobiecy brak racjonalności (u tych pań na Kopieńcu rzecz jasna), bo po co iść w takiej mgle w półszpilkach skoro tego żaden mężczyzna nie doceni (bo ich tam z racji mgły nie będzie), ani psiapsiółce się zdjęciem na złość zrobić nie da (bo z racji mgły i tak nie wyjdzie)?

      Ps - w sumie... jak by tak połączyć kapitały ("ja nie mam nic, Ty nie masz nic, On nie ma nic, więc razem mamy wystarczająco") i otworzyć pod Tatrami wypożyczalnię kijków do selfie? ;-)

      Usuń
    4. Etam. Myślę, że one po prostu poszły, bo przyszły i nie chciało im się wracać w połowie drogi? :)) PS. Jak ja nic nie mam, jak mam (tzn. gŁoś ma) kijek?! Ale dobra wchodzę w ten interes, bo czuję wielką kasę :))))

      Usuń
  18. Czekam na następne takie zabawne posty ;) Zdjęcia piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Wilgo :) Mam nadzieję, że takowy będzie w niedzielę :)))

      Usuń