O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

środa, 1 czerwca 2016

Biebrza.



Dolina Biebrzy. Dwa słowa wyświechtane, jak kapota na - przemierzającym przedwojenne, wiejskie Podlasie - proszalnym dziadzie. Tylko co to, tak na prawdę, znaczy? 
Zacznijmy zatem od samiuśkiego początku. Z geologicznego punktu widzenia, Dolinę stworzył lodowiec - Arcykapłan Rzeźby Terenu i Dolinny Nadarchitekt. Moc, której nikt i nic nie było w stanie powstrzymać. Wkraczał tam, gdzie chciał i robił to, czego zapragnął. Tyle tylko, że kiedy jego furia mijała, uspokajał się i ustępował miejsca nowym wytworom przyrody. I tak właśnie powstała ta dolina, ta rzeka, te bagna i ta przyroda.
Potem przyszli pierwsi ludzie. Byli wstrzemięźliwi, bo choć sami byli częścią przyrody, nie umieli jej sobie podporządkować. Zakładali tymczasowe osady, pletli wierzbowe pułapki na ryby, polowali z drewnianymi oszczepami i zakładali pętle na bobry. Z czasem nauczyli się ociosywać krzemień, znajdowany na okolicznych wysoczyznach. Stali się dużo groźniejsi, ale nie byli kolonizatorami. Byli częścią tego świata. Tak, jak wilki. Żyli rytmem przyrody i zgodnie z nim – przychodzili i odchodzili. Na inne tereny lub w zaświaty. Gdy odeszli na dobre, przyroda nie poszła z nimi. Ona została.
Musiało minąć kilka tysięcy lat, by na powrót w Dolinie zaczęły rozbrzmiewać ludzkie głosy. W II wieku (przynajmniej tyle wiemy z przekazów historycznych), na jej północnych krańcach pojawili się Połekszanie – przedstawiciele jednego z plemion jaćwieskich. Nie osiedlili się w głębi moczarów, bo im nie ufali, albo po prostu się ich bali. Wierzyli jednak, że niezmierzone połacie mokradeł ochronią ich od wrogów, którym nie podobały się ich łupieżcze wyprawy i ich pogańska kultura. Od Mazowszan i Rusinów. Opierali się im długo, walcząc z jednymi i z drugimi lub, po zawarciu krótkotrwałych sojuszów, po którejś ze stron. Byli szaleńczo odważni i waleczni, ale ich dni i tak były policzone. Gdy na tych ziemiach pojawił się pierwszy rycerz zakonu krzyżackiego, rozpoczął się początek końca Jaćwieży.
Gdy dusza ostatniego jaćwieskiego wojownika przeniknęła w wilcze ciało, Doliną Biebrzy na kilka wieków ponownie zawładnęła przyroda. Ale nic przecież nie trwa wiecznie i ludzie znowu powrócili na bagna. Tak, jak poprzednicy, nowoprzybyli początkowo zatrzymali się ich obrzeżach, by z czasem, coraz śmielej zapuszczać się dalej i dalej, trzebiąc lasy i zakładając pionierskie osady. Tak było na początku, a potem wszystko potoczyło się już lawinowo. Przez te tereny zaczęły przetaczać się kolejne wojny i potyczki, a poszczególne jej fragmenty, co chwila, zmieniały swoich właścicieli. Ścierali się tu Krzyżacy, Litwini i Książęta Mazowieccy, a po nich Szwedzi, Rosjanie, Niemcy, Polacy.
Dziś niewiele już pozostało z tamtych czasów. Ślady średniowiecznych grodzisk, kurhany, stara twierdza i nazwy miejscowości o jaćwieskich korzeniach. Na szczęście ludzie nigdy nie zawładnęli tą Krainą do końca, tak jak zrobili to z sąsiadującymi terenami. Dolina, choć pokaleczona,  to ciągle jeszcze hektary bagien i lasów. Jjedyne przejawy ludzkiej obecności, to uprawne pola i przyległe do rzeki niewielkie wsie oraz osady, które ciągle nie mogą się zdecydować, czy są już miasteczkami, czy nadal tkwią w wiejskim, leniwym półśnie.
A Biebrza? A Biebrza płynie, tak jak płynęła zawsze. Pewnie nieco zmienił się jej bieg i gdzieniegdzie naruszono jej brzegi. Ciągle jednak bywa dzika i wierzę, że taka pozostanie już na zawsze.




















22 komentarze:

  1. Pięknie napisana historia o dolinie Wojtku. Tak czytając ją pomyślałem że fajnie by było cofnąć się w czasie do początków tego opisu i zobaczyć to na własne oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Paweł. Dokładnie to samo przychodzi mi do głowy, gdy tylko jestem nad Biebrzą. Prawdopodobnie przeżylibyśmy jakąś godzinę, ale co to by była za godzina! :)

      Usuń
    2. Teleportacja Wojtku by nas uratowała:)))

      Usuń
    3. Tak, z krzemiennym toporkiem w głowie i dzidą w plecach:)

      Usuń
  2. Zdjęcia cudowne! Bardzo mi się podobają, zwłaszcza dziewiąte :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Już się nie mogą doczekać kolejnych światów na tych równinach:)

      Usuń
  3. Bardzo lubię te twoje 'fotopomarańcze' - właśnie je na początku kojarzyłam z tym blogiem (czasy archaiczne; wyparte przez dziki i łosie ;)
    Ale te bociany w obozie dla uchodźców, uh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też je lubię, ale robiłem je w czasach, gdy nawet w południe było pomarańczowo (zaraz po wyjeździe Jaćwingów). Teraz to i świty nie te i wstawać się nie chce. Ech Pani. PS. To nie uchodźcy, ale intensywny chów bocianiny:)

      Usuń
  4. Ech te boćki na drzewie. Trochę przypominają moje ulubione czaple i też są bardzo piękne. Do zachwytu też doprowadziły mnie płoty we mgle i okno świetliste między pasami mgły (zdjęcie8). No i opowieść, Panie Wojciechu toż to prawie Kraszewski. Ale mam tez pytanie o boćki w obozie dla uchodźców. Ostatnio widziałam całą taką bandę na polu i zastanawiam się dlaczego nie gniazdują. W okolicznych gniazdach też tylko okazyjnie coś się dzieje, czyli są odwiedzane ale nie zasiedlone. Wytłumaczysz sierotce ornitologicznej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle komplementów, że do wieczora będę zadzierał nos i co chwila robił sobie selfie:) Szkoda mi trochę tych nadrzewnych bocianów. Powinienem im poświęcić więcej czasu, ale byłem zmęczony i chciałem już wracać do bagażnika:) Uchodźcy nie siedzą na gniazdach, bo to przedślubna młodzież jeszcze, a u ptaków moralność droższa żab! Niestety boćków nam trochę ubywa, bo dziady wolą taką np. Hiszpanię:)

      Usuń
    2. Apropo tych boćków, to tegoroczne zdjęcia ?

      Usuń
    3. Z tegorocznej, biebrzańskiej majówki. Szkoda tylko, że potraktowałem je mocno po macoszemu:)

      Usuń
  5. Świetna historia Podlasia w pigułce. Oby ludzie zechcieli docenić ten cudowny, leniwy, wiejski półsen i niech zostanie tak jak na 5, 13, 14... .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i cieszę się, że nie przynudziłem:) Też mam taka nadzieję i myślę, że ta akurat może nie będzie matką głupich, a przynajmniej za czasów naszej generacji :)

      Usuń
  6. Mię się podoba ten zdrewniały Jaćwig z poprutą serwetką (wzrusz! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z fartuszkiem! Jadźwingowie nigdy nie używali serwetek, ale za to fartuszki wręcz uwielbiali!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, teraz dostrzegam, że to ewidentnie jaćwigowa kucharka nad sałatką. Mogłeś dać więcej zdjęć antenatów ;)

      (A ten prologos z dziadem Lodowcem, który wkraczał gdzie chciał... o Światowidzie, aż się spociłam ;)

      Usuń
    2. Nie było mnie stać. Dziady okrutnie pazerne na kasę za foty! No i trafiłaś w sedno sedn, bo lodowiec też się w końcu przecież spocił:)

      Usuń
  8. Mądry tekst, urzekające zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Makro, ale to jak zawsze zasługa miejsca. Ja tylko dokumentuję, jak potrafię:)

      Usuń
  9. Stada bocianów i świetne pejzaże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Szczepan. Z Twoich okolic nie jest daleko, więc pomyśl czy nie wybrać się nad Biebrzę. W sierpniu powinno być całkiem dobrze:)

      Usuń