O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Czatownia II.

       Pierwsza w tym roku czatownia jest już gotowa! Co prawda nie wykonaliśmy z niej, ani jednego zdjęcia, ale jest.
       I tak oto mija, z Pani Przyrody pomocą, już trzeci rok budowania ukryć na żurawie (przede wszystkim, ale nie tylko) i kolejny rok zmagania się z przeciwnościami losu, który najczęściej na imię ma – MY SAMI, A WŁAŚCIWIE JA SAM. Ale po kolei.

Rok 0.

       Rok zerowy, to był piękny rok, ale co z tego, skoro żadna z trzech czatowni nie nadawała się do fotografowania żurawi, gdyż ... ale do rzeczy

Rok I. Czatownia I.

       To był nasz debiut na niwie konstruowania czatowni na noclegowiskach żurawi. Debiut poniekąd wymuszony, gdyż prośba o użyczenie jednej z wielu czatowni, zbudowanych przez stałych bywalców rozlewiska, została potraktowana z tzw. buta. Było nam trochę przykro, ale dzięki temu nauczyliśmy się jednego. Nie ma co liczyć na to, że - poza paroma wyjątkami - inni fotografujący przyrodę pomogą nam kiedykolwiek w czymkolwiek.
       Wybudowaliśmy zatem swoją własną, nędzną nieruchomość z ogólnie dostępnego zielska, przy której popełniliśmy wszystkie możliwe, znane ludzkości, błędy. Przede wszystkim czatownia powstała w pewnej podległości od łanu trzcin, dzięki czemu ostatni odcinek pokonywaliśmy na tzw. czworaka lub, jeżeli przyjechaliśmy nieco spóźnieni (czyli nie czarną nocą) czołgając się, co w sytuacji, w której większość sprzętu targa się na plecach, a podłożem jest muł, nie jest do końca takie wyśnione. Byłbym zapomniał. Budę wykonaliśmy w strugach deszczu, co – jak się później okazało - stało się naszą dewizą, znakiem rozpoznawczym, a jeżeli kiedykolwiek jakiś, na wpół oszalały, monarcha nada nam tytuły szlacheckie – „trzcina w strugach” wyląduje również na naszym herbie.
Pomimo tych wszystkich niedogodności, udało nam się jednak zrobić jakieś fotki, dzięki czemu zapewne popadlibyśmy w samozachwyt, gdyby nie fakt, że … żurawiom znudziła się dotychczasowa noclegownia i przeniosły się w inne miejsce...

Rok I. Czatownia II.

       … przeniosły się w inne miejsce, a my oczywiście podążyliśmy za nimi.
       Drugą budę zbudowaliśmy mając już pewne doświadczenie, które jednak nie uchroniło nas przed popełnieniem tych samych, starych błędów, do których dołożyliśmy kilka nowych, żeby nie rzec - nowatorskich. Tego, że jak zwykle, budowaliśmy w deszczu pewnie się domyślacie. Tego, że ponownie zrezygnowaliśmy z relatywnie łatwego podejścia trzcinami, pewnie też. My jednak w swoich starania w zdobyciu czatownianej nagrody Darwina poszliśmy znacznie dalej. Budując drugą budę, korzystaliśmy z tzw. drogi technicznej, zaś docelowo mieliśmy docierać do niej tzw. drogą właściwą (wiem, że to skomplikowane, ale ... jak się tak wczytać, to chyba jednak nie), której – trzeba uczciwie przyznać – nie sprawdziliśmy. Wracając zaś do samej budy, to muszę się pochwalić, że stworzyliśmy coś równie urodziwego, jak - nie przymierzając - kocioł z golonkami w knajpie dla TIR-owców i równie niepraktycznego, jak męski, koronkowy gorset w Godzille.
       Wracając, tym razem, do sedna. Następnego dnia, a właściwie jeszcze tej samej nocy, kiedy czołgaliśmy się w najlepsze drogą właściwą okazało się, że przegradza ją - niewidoczny z drogi technicznej – rów melioracyjny. Jak się zapewne domyślacie, wyjścia były dwa. Wrócić do domu lub pokonać przeszkodę. Wybór trudny, ale koniec końców, nie wdając się w zbędne szczegóły – jakieś fotki zrobiliśmy.

Rok II. Czatownia I.

       Kolejny rok rozpoczęliśmy w zgubnych oparach starego wyjadactwa, co niestety trochę się na nas zemściło (w zasadzie nawet nie trochę, ale po kolei). Pierwszą, drugoroczną czatownię postawiliśmy opierając się na – nazwijmy to po imieniu – nie dość dokładnych namiarach. Buda powstała, a owszem i muszę przyznać, że pod względem architektonicznym przewyższała nawet swoje poprzedniczki. Co jednak z tego, jeżeli – jak się okazało – głupie żurawie nocowały gdzie indziej. Co prawda sfotografowaliśmy z niej jakieś czaple, ale na haluksy Peruna, nie dla czapli trudziliśmy się tych kilka godzin! I to oczywiście podczas ulewy!

Rok II. Czatownia II.


       Generalnie muszę przyznać, że rok ów zaliczał się do raczej suchych lub wręcz - bardzo suchych. Niewątpliwie cieszyło to lekkoduchów odpoczywających na Warmii i jednocześnie doprowadzało do rozpaczy ludzi utrzymujących się z rolnictwa. Na szczęście dla tych drugich byliśmy jeszcze – MY! Kiedy, jak już wspomniałem, okazało się, że żurawie bezczelnie postanowiły nocować z dala od naszej architektonicznej perełeczki, my tradycyjnie podążyliśmy ich śladem, a naszym, a jakże – deszcz. Nie będę jednak zawracał wam głowy kolejnym opisem naszych czatowanianych dokonań, gdyż możecie o tym przeczytać tutaj:
http://wojciechgotkiewicz.blogspot.com/2016/09/czatownia.html.


Rok III. Czatownia I.

       Tak, jak napisałem na wstępie, wybudowaliśmy pierwszą z tegorocznych czatowni. Zgodnie z naszą, niepisaną tradycją, popełniliśmy te same błędy i równie tradycyjnie, utrudniliśmy sobie wszystko to, co mogliśmy. Mamy jednak ochłap nadziei, że tym razem żurawie docenią nasz trud i podobnie, jak w naszym debiutanckim roku i tym razem zrobimy jakieś fotki.

PS. Poniżej kolejny zapis pagórowatych i jeleniowych poszukiwań. Na razie dajemy im spokój (choć jakieś zdjęcia jeszcze oczywiście będą) i postaramy się skoncentrować na zupełnie czymś innym. Do płowych wrócimy jednak za chwilę, gdyż coś nam mówi, że tegoroczne rykowisko odbędzie się nieco wcześniej.





















66 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia, jak w zaczarowanym lesie :-)
    Takiej czatowni to chyba nikt nie ma :-)))
    Świetna opowieść...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Masz rację. Mgła i pagóry, to najlepsza z czatowni. Na rozlewisku jednak ich nie ma i dlatego musimy konstruować ich nędzne namiastki:)

      Usuń
  2. Moja pierwsza nad stawem rozpadła się, a drugiej, na łące nie dało się wykorzystać, bo trawa pioruńsko wysoka, a na dachu mieszkają mysz i jakiś mały ptak:)) Letnie, poranne mgły są fantastyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałem, że Ty akurat wiesz:))) My mieliśmy spotkanie I stopnia ze szczurem (wina poduszki z ziarnem) i jenotem i muszę przyznać, że to pierwsze było zdecydowanie mniej przyjemne:) Tak, czy siak lubię czatownie, nawet jeżeli żurki nie dopiszą. To trochę takie kino na świeżym powietrzu, więc mogę siedzieć w nim godzinami. PS. Są!

      Usuń
    2. To z poduszką też miałam, zimą malutka mysz w niej mieszkała, a wiosną wydobyła wkład i przeniosła do gniazda:)) Też lubię zwłaszcza jako kino:))

      Usuń
    3. Myszy nawet nie liczyliśmy, gdyż było ich tyle, że również zagospodarowały spory jasiek żyta:) Ze szczurem był kłopot, gdyż zablokowaliśmy mu nieświadomie jedyne wyjście i gryzoń postanowił przebijać się siłą:))))

      Usuń
  3. Jest coś nierzeczywistego w porannych mgłach...
    W jeleniu z dwoma pyskami też :)))
    Tekst świetny...nie wiem czemu , ale jakoś tak mi Louis de Funès przed oczyma ciągle się jawił i jego żandarmi :)))

    Jeszcze trochę i dojdziesz do perfekcji....czatownia będzie tak dobra, że trudno będzie ja odnaleźć, albo zagnieździ sie tam jakiś gatunek chroniony :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu Czarnobyl był nie tak dawno temu:))) Co zaś do żandarmów, to ja raczej utożsamiam się z amantami z czeskich "Sąsiadów" i mam nadzieję, że tak jak i oni, wreszcie dopnę swego! PS. Jutro pierwsza przesyłka:)

      Usuń
    2. Czekam :))))

      Ciekawe co pójdzie na pierwszy ogień :)))

      Usuń
    3. Jest mi potwornie głupio, ale będę mógł wysłać dopiero jutro. W zamian postaram się o więcej:)

      Usuń
    4. W porządku :) Dobrze, że zjarzałam, bo myślałam, że mi poczta szwankuje :)

      Usuń
  4. Niesamowite... A powiadają, że jelenie, nawet nie koniecznie na rykowisku, to kicz. Może na makatkach i obrazach, bez obrazy dla obrazów, faktycznie, ale tu cudowne, majestatyczne, dumne, piękne. Żurawie słyszę każdego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, sąd wzięła się ta przedziwna opinia? Rykowisko, to jeden z najpiękniejszych spektaklów przyrodniczych, jakie znam nawet ... na makatkach:)

      Usuń
  5. Widocznie deszcz Was kocha...
    Co do budowy, ja nawet nie widziałabym od czego zacząć, nie mówiąc o czołganiu się w błocie, matko jedyna!
    A te żurawie to złośliwe bestie, żeby tak lekceważyć Wasze poświecenie, nieładnie!
    Życzę w takim razie przychylności sił wszelkich dla waszych wypraw :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby to nie była prawda:) My też nie wiedzieliśmy i stąd tyle błędów, a co do żurawi, to ... fakt:)) Dziękujemy!

      Usuń
  6. Księżyc fantastyczną odmianą dla równe fantastycznych jeleni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Księżyc, to taki trochę wypadek przy pracy. Bardzo miłej skądinąd :))

      Usuń
  7. Wojtku, nie martw się, trzecia czatownia będzie idealna. Przecież zgodnie z panującymi zasadami w budownictwie: "pierwszy dom dla wroga, drugi dla przyjaciela, trzeci dla siebie", na dwóch pierwszych się uczymy a potem jest cud, miód i orzeszki (czy jakoś tak) :)))
    A co do zdjęć ... no cóż ja mogę powiedzieć ... zdziwiłabym się gdyby było inaczej :) Chociaż właściwie jest inaczej , tym ostatnim zdjęciem mnie zaskoczyłeś, bo astronomicznych klimatów to chyba u Ciebie jeszcze nie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby tak, ale to powiedzenie nas chyba nie dotyczy, bo już od 4.00 wiemy, że raczej do czterech razy sztuka:))) Dzięki:) Księżyc, to ... Będę szczery. Zawsze po przyjeździe w teren robię kilka zdjęć próbnych i tym razem trafiło na satelitę:)))

      Usuń
  8. Wspaniałe zdjęcia. Niektóre z nim wyglądają normalnie jak z baśni. Cudo. :) Bardzo przyjemnie mi się czytało. Powodzenia . Oby żurawie doceniły. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to zasługa Warmii, pogody i oczywiście jeleni:) PS. Mam nadzieję, choć coraz mniejszą:)

      Usuń
  9. No imponujące te pagóry, a portrety jeleni jeszcze bardziej. Życzę, żeby żurawie w tym roku "dopisały" :)). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Masz rację, co do pagórów i jeleni oczywiście też)) PS. Polecam Warmię i w razie czego podpowiem, gdzie warto zajrzeć:)

      Usuń
  10. Jakieś tam fotki??? Łrzesz Wojtku i to bardzo :))) Do dzisiaj pamiętam zgrzyt moich zębów gdy je oglądałem;) Mam nadzieję że w tym roku również uraczycie mnie fajnymi kadrami z rozlewiska. Trzy łanie z cielakiem na tle mgły , rewelacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam nadzieję, że skorzystasz z budy, choć raczej z tej drugiej, którą dopiero postawimy, gdyż ta pierwsza ... szkoda gadać. PS. Dzięki:)

      Usuń
    2. Wiesz że bym chciał , ale wrzesień to u mnie jelenie, jelenie i jeszcze raz jelenie :)))

      Usuń
    3. Wiem, wiem my też czekamy, ale w przerwach ... :)))

      Usuń
  11. Witaj, Wojtku.

    Na budowaniu czatowni się nie znam, to co się będę wymądrzać:)
    Na tworzeniu zdjęć też - nie, ale trochę się powymądrzam;)
    Te drzewa we mgle... Trochę J.B.C Corot. Trochę I. Szyszkin...
    Nawet nie wiesz, jak można za takimi drzewami tęsknić.
    Tu też jest pięknie, tylko... No, nie ma takich drzew...
    Piąte od dołu przywodzi mi na myśl klimaty zimnego Romantyzmu, o C.K.Norwidzie myślę w takich barwach, a przedostatnie - atmosferę Młodej Polski, K.Irzykowskiego:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że te drzewa byłyby niezwykle dumne z takiego porównania:) PS. Tu? Być może coś pokręciłem, ale myślałem, że mieszkasz na Suwalszczyźnie.

      Usuń
    2. Fotografujący miał być dumny:)

      Jestem nad Jeziorem Bodeńskim.

      Pozdrawiam:)

      Usuń
    3. W dniu, kiedy fotografujący zacznie być dumny, powinien sprzedać sprzęt i zająć się czymś innym:) PS. To chyba dobrze?

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. Żyję i mam się dobrze, długo by opowiadać. Od września powinienem mieć nawet czas na prowadzenie bloga.

      Usuń
    2. To fajnie! W takim razie czekamy na wrzesień:)

      Usuń
  13. Byki jeszcze ze scypułem? Oj coś mi się wydaje, że rykowisko zacznie się w październiku :-) ps. Podziwiam wytrwałość w pogoni za żurawiami i budową czatowni :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Połowicznie. W ubiegłym tygodniu gŁoś sfotografowała dwa byki na jednej łące i jeden był w scypule, a drugi już nie. Myślę, że wszystko będzie zależało od pogody. Jeżeli upały potrwają dłużej, to faktycznie może skończyć się na październiku. PS. O 3 nad ranem, sam siebie podziwiam:))))

      Usuń
  14. Znaczy, że nie uczycie się na błędach czy po prostu jesteście konsekwentni?
    Zdarzyło mi się pomylić podczas pilotowania męża. Mówię, że musimy zawrócić. A on "Powiedziałaś, że w tę stronę, więc jedziemy dalej". Taki konsekwentny!
    PS.Dlaczego męski, koronkowy gorset jest niepraktyczny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie to drugie:)) PS. Zrobiłbym dokładnie to samo, co zapewne, acz niechętnie potwierdzi gŁoś:)) PS.2. Nie nosiłem, ale podejrzewam, że podchodzenie zwierzyny w czymś takim, może sprawiać pewne problemy:))

      Usuń
    2. Pewnie zależy jaka to zwierzyna. Z przyjemnością bym popatrzyła na paru mężczyzn. Łatwo byłoby mnie upolować, zwijałabym się że śmiechu ;)

      Usuń
    3. To przecież nie takie trudne! Wystarczy pojechać na jakikolwiek pokaz mody i tam będzie wszystko, a nie tylko jakieś nędzne gorseciki:))

      Usuń
  15. Mam dwie refleksje. Pierwsza to taka, że herb stanowczo za skromny. Srebrna trzcina w trzech strugach - co najmniej. Druga to taka, że nie sposób nie docenić trudu, jaki podjęli nasi czcigodni przodkowie budując pierwszy szałas. W kontekście takiego NY chociażby, droga, jaką przebyli graniczy wręcz z cudem. Pełna podziwu jestem. No i w sumie jesteście trendy, bo moda na paleo w jedzeniu, w budownictwie widać też. ;D
    O zdjęciach muszę wspomnieć - kojące są w swojej śliczności. Nieustająco lubię. :)
    Pozdrawiam, Czajka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Czajko! Zastanawiałem się, co się z Tobą stało, ale widzę że wszystko w porządku:) PS. Bo ja skromny chłopak jestem, to i herb takowy zaplanowałem. Z drugiej jednak strony, co się będę ograniczał. Zatem krakowskim targiem: hektar trzcinowiska w wodospadzie:))) PS.2. Piszesz o wiekach, a ja będąc w 2003 w Petersburgu nie mogłem się nadziwić, jakim cudem to miasto ma zaledwie 300 lat?! PS.3. Dieta paleo zadziwia mnie swoją głu ... trudnością, gdyż niełatwo w tych czasach o porządny kawałek mamuciny:))

      Usuń
    2. :)
      PS. Nie, nie. Skromność skromnością, trzeba ją wrzucić w kącik, bo herb musi być szczegółowy - robi wtedy wrażenie, że coś się za nim kryje (nawet coś sensownego albo wzniosłego). Trzciny w trzcinowisku na deszczu to masa i przypadek. Ale jedna, na dodatek srebrna i w trzech - to musi Powód mieć i Przyczynę.
      Ech, ja mam podejrzliwy stosunek do wszystkich diet raczej i to pomijając mamuty. Ludzie radośnie oczyszczają ryż, a potem się okazuje, że obcięli najbardziej istotny element. Albo że tłuszcz jest potrzebny do życia i cholesterol też. :)

      Usuń
    3. Słusznie prawisz! I to zarówno w przypadku herbów, jak i diet:))

      Usuń
  16. Kolory na zdjęciach, mgła i oświetlenie - niebanalne. A "haluksy Peruna" to perełka, którą zamierzam wykorzystać.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu Warmii:) PS. Proszę uprzejmie:))

      Usuń
  17. Odpowiedzi
    1. Gdyby to była praca domowa, odpowiedź była prosta, czyli pies. W przypadku komentarza już tak łatwo nie jest :)))

      Usuń
  18. Świetnie się czyta, jak pierwszy rozdział ciekawie zapowiadającej się książki;)
    Zdjęcia fantastyczne! Oprócz przystojnych modelek i modeli, sceneria też niesamowita. Zdjęcie ósme od góry to jest drzewko skąpane we mgle czy w deszczu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, to już koniec:) Dziękuję i jak zawsze napiszę, że to zasługa przyrody, gdyż fotografujący tylko pstryka, tak jak w przypadku tego drzewka. To kompilacja mgły, światła i traw na pierwszym planie.

      Usuń
  19. Jestem pod ogromny wrażeniem, tylko tyle mogę napisać... Dużo mi brakuje, żeby takie zdjęcia potrafić robić. Wciąż się uczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ja również cały czas się uczę i to jest w tym wszystkim najlepsze:)

      Usuń
  20. No i kolejny raz wizyta u Ciebie była prawdziwą ucztą dla moich oczu. Zdjęcia powalajace. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, ale przesadzasz:) Cała tajemnica polega na tym, żeby ... wstać przed świtem:)))

      Usuń
  21. Moim zdaniem przeceniacie wartość czatowni. Ja bhm spróbował stanąć pośród żurawi i po prostu robić zdjęcia. Ptaki są inteligentne i na pewno przekombinują sobie że nie możecie być TYMI Gotkiewiczami od fotografii przyrodniczej, bo tamci budują czatownie, a skoro nie budujecie to nie jesteście - prosta ptasia logika. A skoro nie jesteście TYMI fotografami przyrody, to jaki jest sens przed Wami uciekać?
    I tym sposobem udając że nie udajecie udało by się Wam zrobić nader udane zdjęcia żurawii bez konieczności narażania się na pełzanie w rowie melioracyjnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))))) Genialna metoda!! Namówię gŁosia, żeby przetestować ją na żubrach. Co prawda gabaryty modeli są nieco inne, czasem lubią pocwałować bez celu, ale co tam? PS. Ja oczywiście będę nadzorował całą operację z pobliskiego wzgórza i nie chodzi o to, że się boję, czy takie tam, tylko tak robili polscy królowie i, jak pokazuje historia, wyniki mieli :)))

      Usuń
  22. Zdjęcia przypomniały mi recenzję koncertu Sheaking Stevensa, cytuję dwa kawałki i zmiana marynarki Tak jakoś poukładałeś zdjęcia, ale zdjęcia piękne, podobnie jak klasycznie piękny przykład narzekactwa w stylu Biebrznięty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znasz się! To starożytna sztuka komponowania bloga, poprzedzona tygodniem medytacji w jaskini kupionej na wyprzedaży w Praktikerze! PS. "Bez narzekania nie ma życia na stepie" - Michaił Jurjewicz Lermontow.

      Usuń
  23. To już wiem dlaczego się w środku nocy obudziłam.
    Żeby o tych czatowniach poczytać i zobaczyć ten kamień zawieszony w powietrzu.
    No i o tym ochłapie nadziei się dowiedzieć.
    A to zdjęcie nad tym wiszącym kamieniem to jak skombinowałeś?

    To kiedy ta książka? Się pytam przecież :-))
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, myślę że jednak korzystniej jest się wyspać:))) PS. W sklepach dla reżyserów kupuje się takie paliwko do robienia sztucznej mgły i podpala za krzakiem. Do tego reflektorek ze sklepu dla operatorów i gotowe:)) PS. A kto to może wiedzieć Pani Kierowniczko? :))

      Usuń
  24. Z moich planów nie wyszło prawie nic. Nawet aparatu nie zabierałem ze sobą, żeby mi nie przeszkadzał. Chorowanie wiosenne spowodowało, że na nic czasu nie było, a dynie sadziłem w lipcu, razem z sianiem buraków. :)
    Za to miałem okazje zaobserwowanie mojego "szkudnego koziołka", jak sobie wyszedł na ściernisko w poszukiwaniu żerowiska. Bardzo się zdziwił, że pszeniczka zniknęła! Wyszedł sobie z zarośli, pospacerował, rozglądając się z niejakim zawodem i pomaszerował na następne pole, gdzie dojrzewał owies i jęczmień. Ciekawe gdzie pójdzie jak mu i to wykoszą? Pewnie znowu do mnie, tym razem na buraki?
    Poszukiwałem przez kilka lat modliszki w trawie i nic z tego, nigdzie nie było. Wreszcie dałem sobie spokój. I tu niespodzianka, przyszła sama, do domu!!! :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam jestem do tego przyzwyczajony. Fotografia przyrodnicza, to loteria gorsza od ruletki. Budujesz budę, ptaki znikają. Ptaki są, nie ma światła. Jest światło, są ptaki, a Ty musisz do pracy i tak dookoła Wojtek:))) PS. Widziałem post!

      Usuń