O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

wtorek, 16 sierpnia 2016

Alfabet fotografa przyrody.


(A)aa zdecydowanie sprzedam … – końcowy rezultat nieprzemyślanego zaangażowania się w fotografię przyrodniczą.
(Ą) – jedna z liter składających się na (podobno niepoprawną) nazwę dużego, białego ptaka zamieszkującego m.in. stawy miejskie.
(B)urak cukrowy – roślina wyhodowana z myślą o produkcji alkoholu, często używana jako przynęta na dziki i jelenie.
(C)yk – jedna z najważniejszych onomatopej fotograficznych.
(Ć)ma – motyl nocny lub osoba, z którą możemy pogadać o fotografii przyrodniczej. W barze. O trzeciej nad ranem. Za drinka.
(D)zik – stworzenie, za którym w lesie wiejskim trzeba się nielicho nałazić, a które w lesie miejskim samo Was znajdzie i zawłaszczy Wasze dyskontowe zakupy.
(E)mancypacja – zjawisko, dzięki któremu kobiety zamieniły kuchnie na czatownie, a w handlu pojawiły się gumowce w rozmiarach mniejszych od 40.
(Ę)si – informacja od partnera z czatowni, że musi wyjść na zewnątrz za tzw. potrzebą.
(F) – międzynarodowy symbol przysłony czyli, za przeproszeniem, dziury w obiektywie.
(G)AZ/Gazik – jedyny samochód terenowy, który sprawdzi się we wszystkich warunkach. No prawie wszystkich, gdyż jak mawia przysłowie „im lepsza terenówka, tym dalej musi jechać traktor, żeby ją wyciągnąć
(H)yc – fachowe określanie sposobu poruszania się sarnowatych.
(I)nicjacja – przypadkowo pstryknięta fotka (np. gołębia w parku), która zmieni Wasze życie, albo w niekończącą się przygodę, albo w takież piekło.
(J)utro – często spotykane określenie terminu wyjścia w teren.
(K)onfabulacja – drugie imię większości fotografów przyrody, wędkarzy, myśliwych i chorobliwie nieśmiałych seksoholików.
(L)ato – najgorsza pora roku dla fotografujących. Aparat z teleobiektywem można w zasadzie powiesić na kołku, chyba że mieszkamy nad morzem lub w mieście sanatoryjnym i dorabiamy szantażerką.
(Ł)omo – aparat fotograficznych do tzw. zdjęć artystycznych. Do innych (w tym przyrodniczych) niestety kompletnie się nie nadaje.
(M)azury – nie Warmia!
(N)iziurski Edmund – raczej nie fotografował przyrody, ale napisał najlepsze książki dla młodzieży, jakie kiedykolwiek powstały.
(Ń) – ostatnia litera w nazwie jednego z przedstawicieli jeleniowatych. Wytężcie umysły i spróbujecie odgadnąć, którego?
(O)biektyw – patrz: Teleobiektyw
(Ó)semka – cyfra większa od siódemki, ale za to zdecydowanie mniejsza od dziewiątki. Ten matematyczny paradoks nie ma być może większego związku z fotografią przyrodniczą, ale … sami spróbujcie wymyśleć coś na „Ó”.
(P)stryk – patrz: Cyk
(P)ogoda – coś, co fotograf przyrody sprawdza zdecydowanie częściej, niż progres cięciwy rumienia po ukąszeniu przez kleszcza.
(R)osół – ciepły, tłusty płyn, który powinien znajdować się w termosie podczas każdej, zimowej wyprawy fotograficznej. Ale zwykle się nie znajduje.
(S)tatyw – urządzenie konstrukcyjnie tylko nieco bardziej skomplikowane od cepa, ale cenowo dorównujące nowoczesnej młocarni.
(Ś)wit – ulubiona pora dnia każdego bez wyjątku miłośnika przyrody, pod warunkiem, że mamy grudzień.
(T)eleobiektyw – patrz: Obiektyw
(U)biór maskujący – strój specjalnie zaprojektowany na zloty fotografów przyrody i do zdjęć profilowych na FB.
(W)odery – idealne obuwie na terenach konsekwentnie podmokłych. Na terenach suchych idealny rekwizyt w amatorskich inscenizacjach prozy Alexandre`a Dumasa.
(X)ylometazolin – preparat przydatny po kilku godzinach spędzonych w czatowni wypełnionej wodą lub na łące wypełnionej alergenami.
(Y)eti – marzenie fotografów-himalaistów. Przez zawodowych ślusarzy często mylony z Yale.
(Z)asiadka – jedna z metod stosowanych w fotografii przyrodniczej. Polega na przycupnięciu na stołeczku/pieńku w miejscu, w którym teoretycznie powinna znajdować się zwierzyna i tępym wpatrywaniu się w przeraźliwie pustą przestrzeń.
(Ź)dźbło – belka, która wlezie Wam w obiektyw w chwili, gdy szykujecie się do foty życia.
(Ż)ycie – fotografia przyrodnicza.













41 komentarzy:

  1. Przeczytałem. Teraz wkuję na pamięć i stanę się o wiele lepszym fotografem-przyrodnikiem. Muszę jeszcze tylko podnieść skill konfabulacji :-) Świetna robota, a za Niziurskiego plus dodatni :-) A, jeszcze zdjęcia tu są - bardzo ładne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, cieszę się, że mogłem być przydatny:)Widzę, tzn. czytam, że znasz Mistrza. Stary koń ze mnie, ale podczytuję do dziś:)

      Usuń
  2. Najbardziej przypadło mi do gustu Z, od półtora tygodnia, napalona na orlika siedzę i gapię się w trawę, ale to moje pierwsze letnie doświadczenie z zasiadką :)) Białe takie piękne, a ja w tym roku chyba żadnej nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) My przerabialiśmy to wczoraj na rozlewisku. Było wszystko oprócz życia biologicznego. Nic, kompletnie nic! Nawet łyski, czy innej rokitniczki! PS. W ogóle białych jest bardzo mało. Te na zdjęciach, to wszystkie z K.

      Usuń
  3. Kiedyś się wproszę do tej waszej czatowni. Białe czaple to niezrównane modelki. Pozdrawiam. Igor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo z tym, że w tym roku jest beznadziejnie. Zdecydowanie za dużo wody, więc ptaków na lekarstwo.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Wolałbym siwe, gdyż zaczynają być mniej liczne od białych:) I kto by to przewidział 10 lat temu!

      Usuń
  5. a co się tyczy Gazika - przysłowie brzmi: im bardziej 4x4, tym dalej po traktor :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znam tę moją wersję, ale Twoje też ładna:)

      Usuń
  6. Dawno nie spotkałem czapli białej, piękne portretowe ujęcia, bardzo płochliwego ptaka. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) My też spotykamy je rzadziej, niż w ubiegłym roku. Kiedyś było ich kilkaset, a teraz może z 15.

      Usuń
  7. Świetne fotki,mi w sobotę z nimi się nie udało. Te przepalenia o których wspominałeś,ja ich prawie nie widzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Paweł, nam wczoraj też:)Są, niestety są, ale to już uroda białych:)

      Usuń
  8. Ekstra alfabet :D
    Piękne zdjęcia czapli białych! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo nie lubię tego na Ź. Ostatnio na fotospacerze zajmowałam się najpierw pieleniem, a dopiero potem fotografowaniem.
    Fajne zestawienie okraszone jeszcze fajniejszymi kadrami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Monika:) My w czatowniach i krzaczorach przerabiamy to ma okrągło. Nie jestem w stanie policzyć, ile "fot życia" straciliśmy w ten sposób:)

      Usuń
  10. Czytanie tego bloga skończy się wreszcie tym, że do kilku manii dołożę jeszcze jedną! A kysz, apage!!! :P
    Ze swojej strony dodam hasło "nadworny fotograf" jako synonim fotografa przyrodniczego. :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) PS. Wykorzystam "nadwornego" w kolejnym alfabecie. Po wniesieniu opłaty licencyjnej, ma się rozumieć:)

      Usuń
    2. Pozwoliłem sobie skorzystać ze Słownika Kneziowiska :D

      Usuń
    3. Flaszeczka podlaskiego nektaru, zdjęcia i tak są gratis!!! :D :D :D

      Usuń
    4. Będę na Podlasiu jesienią, więc jest duuuża szansa (jakieś 100%:)) na flaszeczkę "Kopnięcia łosia". Trunek zacny i krzepki, a że gŁoś już teraz wieszczy mroźną zimę, będzie jak znalazł:)PS. Po powrocie z Doliny poproszę o adres do wysyłki.

      Usuń
    5. Odbiór na Watrowisku! Tylko taką formę przekazywania markowych trunków uznaję! :D :D D

      Usuń
  11. Zdjęcia piękne, szczególnie trzy ostatnie mnie zachwyciły. Miałam kiedyś okazję być w takiej czatowni we Francji w rejonie Camarque, ale nie byłam zachwycona, zdecydowanie wolę kuchnię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) A jam tam lubię i jedno i drugie. Mam nawet wrażenie, że w kuchni jestem lepszy:)

      Usuń
    2. Hm ... mówisz, że w kuchni jesteś lepszy ? To wrzuć parę postów kulinarnych, ocenimy... ;) Jakby co, to zawsze możesz zmienić tematykę bloga ;)

      Usuń
    3. W tym momencie zastrzygłem uszami - dawaj przepisy i focie!!! Co nam tu będziesz żywym drobiem oczy mamił?! :D :D :D

      Usuń
    4. To, że jestem lepszy w kuchni, niż w czatowni nie oznacza, że jestem dobry. Z drugiej strony tak sobie myślę, że gŁoś na: kaczuszkę pieczoną z jabłkami, bigos (BIGOS!, a nie nędzny erzac w postaci dwudniowej kapusty na ciepło z kiełbasą i grzybami!), zupę gulaszową, rybny paprykarz (i takiż strogonow), sztukamięs oraz parę innych pierwszych i drugich dań, nie narzeka. Obiecuję, że gdy tylko ptaki odlecą, to coś tam napiszę i zilustruję:)

      Usuń
  12. SareŃ ... zgadłem?

    Ó jak ówdzie - miejsca występowania ciekawych gatunków, które jednak za cholerę nie chcą pojawić się tu gdzie aktualnie jesteśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno mnie tu nie było:) Oczywiście, że sareŃ! A tego ówdzie pozazdrościłem Ci od pierwszego czytania:)

      Usuń
  13. Ówże - jak ten konkretny jeleŃ, łoś, obiek , na który się zasadziliśmy ;)))

    Zdjęcia przepiękne, czaple biała niestety widuję tylko na zdjeciach, za to siwą dość często, co prawda pojedynczy egzemparz, ale jest.

    Inicjację prawie przeżyłam, kiedyś zupełnie przypadkowo trafiłam na zespołowy taniec żurawii i nawet posiadałam wtedy odpowiedni aparat, niestety z wyczerpaną baterią....Pewnie gdybym wtedy te foty napstrykała (nacykała ;)) to pewnie by się to inaczej skończyło....

    A Sposób na Alcybiadesa wykorzystałam w szkole....czytanie książek popłaca od najmłodszych lat :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra! Już wiem, że istnieje cała masa słów na "Ó". Następnym razem wykorzystam i Twoje i Makromana (bez płacenia licencji oczywiście!). Podziękuj losowi, że padła Ci ta bateria. Dzięki temu nie musisz zrywać się przed świtem, siedzieć w czatowni wypełnionej wodą i komarami, ani latać po lasach! Czasem myślę, że rzeczywiście lepiej zostać w domu i poczytać Mistrza Niziurskiego:) PS. Dzięki:)

      Usuń
  14. Odpowiedzi
    1. Magda, Ty się nie uśmiechaj! Ty się bierz za bloga!

      Usuń
  15. Ależ te białe śliczne są. Anielice podrywające się do lotu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, są to anielice ... dopóki się nie odezwą:)

      Usuń