O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

środa, 23 marca 2016

Przypadek, czy magia?



Wielkanoc za pasem. Dla jednym Święto, dla innych dłuższy, wiosenny weekend. Mniejsza o nazwę, najważniejsze, że znowu znajdzie się trochę czasu na fotografowanie. Co prawda, mam niejasne podejrzenia, że pogoda zna nasze plany, ale mam nadzieję, że tym razem nie okaże się wredną samicą psowatych i zachowa swoje zachmurzenie całkowite na inną okazję.
Oczywiście, jak przed każdym wyjazdem, plany trzeszczą w szwach. Lista zwierzaków i innych obiektów do potencjalnego zdjęcia w postaci zdjęcia, wygląda efektowanie, a już na pewno efektowniej, niż lista produktów spożywczych, które mają nam wystarczyć na cały pobyt. Na tej drugiej figuruje bowiem tylko kilka, sprawdzonych gotowców i cztery jajka. Ot tak, żeby trzewia były syte, a tradycja - cała, albo odwrotnie. Oczywiście w tajemnicy sporządziłem też listę B (poniekąd, też spożywczą), ale to wyłącznie na wypadek, gdyby podczas pobytu (a planujemy prawie kompletny survival), okazało się, że zarazki jednak nie śpią.
Dolina Biebrzy, gdzie jedziemy (bo gdzieżby indziej) jest - mniej więcej – fotograficznie przewidywalna z silnym naciskiem na to „mniej więcej”. Nie zdarzyło nam się bowiem jeszcze, żeby któryś wyjazd odbył się zgodnie z założonym planem, gdyż najczęściej ten plan przekraczaliśmy. Tak się jakoś bowiem składało, że zawsze trafiały się nam bonusy. Tam, gdzie miały być łosie, przyplątywały się też jelenie, a tam, gdzie spodziewaliśmy się jedynie gęsi, czekały na nas również krzykliwce. Po prostu taka nieobliczalna, szczodra Kraina.
Z największym, jak dotąd, przejawem tej nieobliczalności, zetknęliśmy się podczas ostatniego pobytu i - wyjątkowo - nie mam tu na myśli fotografowania. Otóż pewnego wieczora przyjechaliśmy w miejsce, w którym zwykle nocujemy i gdzie zawsze o tej porze roku palimy ognisko. Ponieważ nasze noclegowisko jest już praktycznie pozbawione drewna, zabraliśmy ze sobą kilka dębowych klocków, zapominając jednak o rozpałce. Rozniecenie ognia w sytuacji, gdy ma się do dyspozycji wyłącznie twarde pieńki jest praktycznie niemożliwe. Próbowałem połupać dębinę maczetą, ale z marnym efektem, gdyż nie jest to narzędzie do takich zadań. W pewnym momencie chciałem się już poddać i wtedy, tuż pod nogami, zauważyłem jakiś przedmiot wciśnięty w trawę. Podniosłem go i okazało się, że to … toporek! Trochę zardzewiały, ale ciągle ostry! Wiem, że w tym momencie z politowaniem kiwacie głowami, a słowo konfabulacja jest najłagodniejszym, jakie ciśnie się Wam na usta. Sam zapewne zareagowałbym w taki sposób, ale uwierzcie mi, że to o czym piszę to szczera PRAWDA! Mam świadka oraz jestem gotów okazać rzeczoną siekierkę!
Do dziś zastanawiam się, jak to możliwe? Jakim cudem w moje ręce trafił najbardziej potrzebny mi w tamtym, konkretnym momencie, przedmiot? Nie mam zielonego pojęcia! Albo to jakiś niewiarygodny zbieg okoliczności, albo … bagienna magia.

PS. Poniżej - Migawki z terenu XV.















35 komentarzy:

  1. Widok norki amerykańskiej i jej wilgotnego, rozumnego spojrzenia chwycił mnie za serce oraz aparat, oczywiście. Niestety moja kuna ogrodowa nie pozuje, nawet jak godzinami czekam ze świeżymi jajami na kolanach, ot pech. I zazdrość, oczywiście.
    Dlaczego nie ma materiału dowodowego w postaci selfie z toporkiem DOPRAWDYŻ nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może tak zdejmij te jaja z kolan (poziom dyskusji na blogach ostatnimi czasy wyraźnie się obniża) i zaczaj się za jakimś krzaczorem, koniecznie pod wiatr. PS. Selfik będzie, po wydostaniu się z bagna (moralnego również):)

      Usuń
  2. Demokryt (koleś, który nieco więcej myślał) twierdził, że przypadke nie istnieje. Kupuję to. Pomijając siekierkę, świetny post, fajne zdjęcia, kapitalny dzikun, lis - ha ha ha i w ogóle podoba się lamje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heraklit natomiast twierdził, że 'natura rzeczy lubi się ukrywać'. Podciągnęłabym to pod ukrycie się toporka w naturze ;)

      Usuń
    2. A mój kolega Bartokryt stwierdził kiedyś: "Weź pięć, to nie będziemy musieli dwa razy chodzić do sklepu". To tylko tak w nawiązaniu do powyższej dysputy filozoficznej.

      Usuń
    3. a ja, Krzyśkokryt ... nie boje się żab! I co ... też od rzeczy :))))

      Usuń
    4. Może4 i do rzeczy, ale za to filozoficznie!

      Usuń
  3. Oczywiście, że gągoł najpiękniejszy, chociaż sikora na 4 (chyba sikora), no i kuropatki, chociaż cała reszta też :)) Stawiam na magię bagienną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu najpiękniejszego:) Ja chyba również:)

      Usuń
  4. Poproszę o cały długi post poświęcony gągołom. Uwielbiam je oglądać! Dlatego zdjęcie nr 1 jak dla mnie najlepsze z całego zestawu :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba. Chciałbym, ale to nie takie proste. Gągoły są cholernie płochliwe, a ja jeszcze nie znalazłem takiego bajorka, gdzie mógłbym postawić czatownię. Postaram się jednak coś wykombinować:)

      Usuń
  5. Bagiennemu bagno sprzyja :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wojtek ta kraina Was kocha i dlatego tak ci się trafiło z toporkiem gdy byleś w potrzebie :) A tych kuropatw to ci cholernie zazdroszczę. W kwietniu jak je tam spotkam to poświęcę im cały dzień na ich fotografowanie i zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałbym żeby było tak, jak mówisz:) Kuropatw sam sobie zazdroszczę, bo cenię j bardziej, niż bieliki i inne takie. A pomyśleć, że kiedyś było ich zatrzęsienie (tych kuropatw oczywiście).

      Usuń
  7. Dla mnie zdjęcie pierwsze najpiękniejsze, ale wszystkie są wspaniałe. Ciekawe zdarzenie z tym toporkiem :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyżbyś ostatnio pokajał się, ewentualnie wyspowiadał, odprawił czary-mary lub wziął udział w woo-doo sesji? Wyczyściłeś konto swoich przewin i w nagrodę otrzymałeś NAGRODĘ. A na dodatek obiektami do czarownych zdjęć obdarzony zostałeś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież moje konto przewinień jest czyste, jak niemowlęce sumienie, więc nie ma czego czyścić! A co voodoo, to ... nie mogę powiedzieć:)

      Usuń
  9. Toporek rzecz przydatna, mi za to trafiają się monety różnych nominałów, państw i okresów historycznych w najmniej spodziewanych miejscach. Za to tak ładnego lisa nie widziałem od wielu miesięcy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monety fajna sprawa, ale tamtego wieczora toporek był zdecydowanie fajniejszy. Tego lisa możesz poszukać w okolicach Świątek:)

      Usuń
  10. Po mojemu magia, bo przecież TAKI przypadek niemożliwy jest. Zresztą ,,przypadek" to tylko słowo, które w zasadzie nic nie znaczy.
    Co do zdjęć najbardziej podoba się morky wypłosz i lis w locie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak miałem rację, że bagna mają w sobie to COŚ, czego gdzie indziej nie uświadczysz. PS. Pozdrowię od Ciebie wypłosza:)

      Usuń
  11. Ksiądz Bronisław Bozowski mawiał "nie ma przypadków są tylko znaki"...
    Fakt maczetą dębinę łupać niełatwo. Nawet ja nie mam na to dobrego sposobu, żeby choć kamienie w pobliżu były to było by łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie coś w tym jest. Zastanawiam się tylko, co to miałoby oznaczać? PS. Na torfowiskach z kamieniami krucho:)

      Usuń
    2. powiedział bym że "Bóg kocha wariatów" i czasami daje tego znaki...
      no właśnie skoro nawet kamieni brak... a toporek się znalazł... znak jak nic ;-)

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że jako "wariat" (traktuję to okreslenie, jako super komplement) dalej będę beneficjentem takich znaków:)

      Usuń
    4. Dokładnie tak -"wariat" to super komplement. Można by mówić o "bożym szaleńcu" ale to zbyt patetyczne. W każdym razie działa. Kiedyś wracaliśmy z objazdu po die wyspowym i tak zapatrzyliśmy się na zachód słońca, że nawet nie dostrzegliśmy "wyschniętego" baku... i... spokojnie dotoczyliśmy się samochodem dokładnie pod samą stację... znak jak nic. ;-)

      Usuń
    5. I niech już tak zostanie. Takie znaki, to dar od ... i tu już każdy sobie dopisze, co chce.

      Usuń
  12. Super wpisy, zapraszam do siebie, tyle ze ja prowadze wypas owiec, zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawa opowieść z tym toporkiem. Magia, nie magia... przypadek? Takie rzeczy zdarzają się rzadko, że wszystko jest "akurat", ale może tym razem bagna zechciały interweniować?
    Super fotki. Moim zdaniem gągoł i "lecący lis" są najlepsze :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałbym, że bardzo rzadko, gdyż w moim przypadku był to pierwszy raz:) Dziękuję za odwiedziny i zapraszam częściej. PS. Za jakiś czas znowu będzie lis, tyle tylko, że pływający:)

      Usuń
  14. Swietne zdjecia! Niemniej jednak osobiscie preferuje owce. Zapraszam do odwiedzin :) http://owczyser.com.pl/ekologiczny-wypas-owiec/

    OdpowiedzUsuń