O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

czwartek, 7 kwietnia 2016

Krótka opowiastka o szczęściu, przypadku, wiedzy i doświadczeniu.


     W tym miejscu (to już powoli staje się chyba jakąś tradycją) miał być post „Oranżada, ale Pepsi”, ale niestety musi poczekać do następnego odcinka. A wszystko to dlatego, że ostatnio porozmawialiśmy sobie trochę o roli przypadku, szczęścia, wiedzy i doświadczenia w fotografii przyrodniczej i pomyślałem sobie, że poniższy fotoreportażyk dobrze to wszystko zilustruje.
    Tego lisa spotkaliśmy w trakcie marszu wzdłuż jednego z kanałów melioracyjnych prowadzących do Biebrzy. Szliśmy tak sobie, kontemplując zachwycający (to opinia gŁosia: http://glosbagien.blogspot.com/) lub raczej nudnawy (to moja) krajobraz, gdy w pewnej chwili na horyzoncie pojawił się człowiek na quadzie, a tuż przed nim galopujący rudzielec. Wiatr nam sprzyjał, więc zatrzymaliśmy się, by spokojnie poczekać na rozwój wydarzeń i ... tak właśnie powstały te fotki.
      No i powiedzcie sami, gdzie w tym wszystkim wiedza i doświadczenie? Jakiś przypadkowy człowiek, przypadkowo spłoszył lisa, który przez przypadek skierował się akurat w naszą stronę. Zwierzak, jak widać na zdjęciach, początkowo biegł drogą, po czym zszedł po burcie kanału (nie wiem, jak to nazwać nie po podlasku), przepłynął go (miałem co prawda nadzieję, że wykona spektakularny skok) wylazł po drugiej stronie, otrząsnął się i poleciał dalej. Przypadek, szczęście i tyle. I tu normalnie powinien być koniec tej mało porywającej historyjki, gdyby nie wydarzenie, które nastąpiło później.
     Następnego dnia, mniej więcej tej samej porze, wróciliśmy nad kanałek. Podobnie jak poprzednio, zostawiliśmy samochód i ruszyliśmy pieszo w stronę rzeki. Jakież było nasze zdziwienie, a potem rozbawienie, gdy w oddali zobaczyliśmy quadowca, a przed nim … tak jest, zgadliście – znajomego lisa! Rudzielec, jak w „Dniu świstaka” wykonał dokładnie te same manewry, które wdzieliśmy dzień wcześniej: biegł, zlazł, przepłynął, wylazł, otrząsnął się i poleciał.
     Wtedy potraktowaliśmy to w kategoriach fajnego spotkania. Teraz jednak, po wspomnianej na wstępie minidyskusji, pomyślałem sobie, że co byłoby, gdybyśmy tam pojechali po raz trzeci? Być może znowu pojawiłby się quadowiec i lis, ale czy w takiej sytuacji zdjęcia byłyby efektem  szczęścia i przypadku? No cóż. Wtedy rzeczywiście byłby to efekt posiadanej wiedzy i doświadczenia :)








40 komentarzy:

  1. Bardzo fajne foty, fajne spotkanie, kompletnie nie mające nic wspólnego z przypadkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. I weź tu bądź człowieku mądry:)

      Usuń
    2. Ja jestem tylko małym przekaźnikiem, ale WIELCY tego świata powiadają, że jeżeli coś tłumaczymy, że wydarzyło się przypadkiem, to oznacza, że zabrakło nam wiedzy na zrozumienie przyczyn danego zjawiska. ;)Gorąco polecam zapoznanie się z teorią przypadku ... DEMOKRYT czy choćby prof. Heller.

      Usuń
    3. A ja tym razem pozwolę sobie nie zgodzić się z WIELKIMI:) Przypadek, to przypadek, nawet jeżeli prof. Demokryt Heller twierdzi inaczej:)

      Usuń
  2. Albo pętla czasoprzestrzeni, albo ustawka pod turystów... A lis ma umowę z quadowcem i właścicielem okolicznej kwatery ;) Zdjęcia niczym ucieczka z Alcatraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że dzień wcześniej widziano mnie, quadowca i lisa w pewnym barze, nie ma nic wspólnego z tymi zdjęciami! Przypadek i tyle!

      Usuń
    2. Lis nie mógł przewidzieć, że zapomni portfela i będzie wisiał dla quadowca za 10 kolejek na tymże barze ;)

      Usuń
    3. Lis, jak to lis. Celowo zapomniał i to nie quadowiec płacił, ale ja!

      Usuń
  3. No i ja to właśnie lubię najbardziej, zwłaszcza, że foty super wyszły.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz ja bym się pokusił na ten trzeci raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem tylko w tym, że ten trzeci raz wypadał we wtorek. Poza tym lis miał robotę w innej części Doliny:)

      Usuń
    2. Zrobisz z nim ustawkę na czas mojego pobytu w dolinie ? A żeby nie dublować Twoich zdjęć to ja chcę żeby lis gonił quadowca :)

      Usuń
    3. Oczywiście! Quadowiec - 100 zł, lis - dwie porcje rosołowe klasy EXTRA!

      Usuń
    4. No i gra,dla rudego przekaż że mu przywiozę dwa dorodne indyki,będzie lepiej współpracował;)))

      Usuń
    5. Masz, jak w banku. PS. I piwo. Lisy lubią piwo!

      Usuń
  5. Czy to przypadek? Nie sądzę :D To przeznaczenie :)

    Ps. Rudy to zdecydowanie mój ulubiony zwierz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałbym wierzyć, że tak jest i, że tak będzie zawsze. PS. Coś się jeszcze wykombinuje:)

      Usuń
  6. Wspaniałe zdjęcia :) Nie ma przypadków :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zastrzelić quadziarza...
    A poza tym nie ma przypadków są tylko znaki, a wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią: "nuda to stan umysłu, nie krajobrazu"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Etam, zastrzelić. Lisa nam przygnał! Zgadzam się, że przypadków nie ma o czym napisałem wyżej. A co do nudy to, przykro mi, ale się nie zgadzam. Po objechaniu całej Doliny, ten akurat kawałek był NUDNY! Jak lisie flaki z olejem napędowym do quada:)

      Usuń
    2. Makro ma rację - zastrzelić!

      Usuń
    3. Panowie! Quad na Podlasiu i quad na Mazurach, pod Warszawą itp., to nie to samo. Nad Biebrzą używają ich np. rolnicy do przemieszczania się z pkt. A do pkt. B, a nie do dewastacji ściółki leśnej:)

      Usuń
  8. Za pierwszym razem był przypadek, ale za entym... to już wiedza i doświadczenie :D
    Super zdjęcia rudzielca, ostatnie najlepsze :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam już nie wiem:), ale dziękuję za rudzielca:)

      Usuń
  9. Niesamowita sytuacja, pierwszy raz widzę lisa w wodzie. Zdjęcia naprawdę robią wrażenie 😃

    OdpowiedzUsuń
  10. Pętla czasu, a może błąd matrixa? Poza tym przypadek. Albo znak. A wytykałeś mi, że zamiast po prostu być i podziwiać zastanawiam się niepotrzebnie ;) Podoba mi się lis w kanale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, zapomniał wół .... Dobra, niech będzie pętlo-matrixo-przypadko-znak:)

      Usuń
  11. Proszę o takie przypadki. Byłabym cała szczęśliwa. :-) Fajnie przedstawiona historyja :-) Brawo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję:) Ja również nie pogardzę następnymi:)

      Usuń
  12. Przypadek, nie przypadek .... Co za różnica ... Lis jest? ... - Jest ;)
    Super zdjęcia ... Cholera ja nie mam z nimi przypadków. Od pierona ich. Co chwile widuję jeżdżąc autem na zdjęcia ... Ale jak chcę im zrobić zdjęcie, to nie ma nawet suchej kity w trawie .... Nic, nul, zero, ... wrrrr ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. No jest:) To, jak z dzikami. Jest ich tyle, że szykują im eksterminację, a spróbuj sfotografować. No dobra nam się wczoraj udało, ale ... przez przypadek:)

      Usuń
  13. Pewnie z przypadkami jest tak: łazisz, łazisz i wyłazisz quada z lisem. Tak jak z wygraniem w lotto - wysyłasz kupony i może wygrasz, ale nie wysyłasz - na pewno nie wygrasz. Ja ostatnio miałam spotkanie nocne z Królową Elfów. Przypadek - bo nie zamknęłam drzwi od domu na noc i się objawiła. Choc trochę szkoda, że to nie był lis. Byłoby sympatyczniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie niekoniecznie. Czasem łazisz i łazisz i łazisz i ...nic, a czasem nie łazisz i masz:) O Królowej Brokatowego Łupieżu już mi opowiadałaś, ale czy mam rozumieć, że pojawiły się nowe wątki?

      Usuń
  14. Fajny wpis i super zdjęcia :)


    Zapraszam http://owcewgorach.pl/
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękne są te fotografie. To jeden z nielicznych blogów fotograficzno-przyrodniczych, które odwiedzam :) Podoba mi się tu! Będę zaglądała częściej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Taki komentarz od profesjonalistki, cieszy potrójnie:) Mam nadzieję, że kolejne posty również Ci się spodobają. Serdecznie zapraszam:)

    OdpowiedzUsuń