O mnie

Moje zdjęcie
Olsztyn, warmińsko-mazurskie, Poland

niedziela, 3 kwietnia 2016

Wielkanoc w gumowcach.


     Planując tegoroczne, wiosenne święta postanowiliśmy, że tym razem będzie inaczej. Przede wszystkim żadnej Biebrzy! W Polsce jest tyle innych miejsc wartych odwiedzenia, a my cięgiem tylko na to Podlasie. Dlatego też pewnego dnia zrobiliśmy listę potencjalnych celów wyjazdu, po czym zaczęliśmy analizować ich mocne i słabe punkty, koncentrując się głównie na tych drugich.
    Już na samym początku z listy wykreśliliśmy góry, głównie ze względu na zagrożenia lawinowe, kosodrzewinę i owce. Dłuższą chwilę zastanawialiśmy się nad Bałtykiem, ale doszliśmy do wniosku, że wyjazd nad morze, gdy temperatura wody oscyluje wokół zera, to po pierwsze czyste szaleństwo, a po drugie jakoś nie podniecała nas perspektywa tradycyjnego spędzenia trzech dni w kolorowej, szmacianej zagrodzie.
    Skoro nie Południe i nie Północ, to może Polska Centralna? Pomysł genialny, ale nie w marcu! Przecież nawet dziecko wie, że na Mazowszu najpiękniej jest w listopadzie, więc spędzenie świątecznego weekendu w okolicach Sierpca, to jakieś totalne nieporozumienie.
    No dobrze – kombinowaliśmy - a może by tak choć raz porzucić dzicz i zobaczyć, jak wygląda Wielkanoc w wielkomiejskiej aglomeracji? Idea z  pozoru niegłupia, ale posiadająca jeden, ale za to, wyjątkowo wredny minus. W święta wszystkie hipermarkety i galerie handlowe są pozamykane, więc co niby mielibyśmy tam robić? Iść na wystawę XX-wiecznej ceramiki, albo innego malarstwa?! Poza tym, jadąc do miasta, trzeba się jakoś lepiej ubrać, umyć samochód, zapuścić brodę itp., więc skórka raczej nie jest warta wyprawki.
    Po kilku godzinach zażartej dyskusji, przeplatanej elementami przemocy domowej, na liście nie pozostało już żadne miejsce, więc nie mając innego wyjścia, … pojechaliśmy jednak nad tę Biebrzę. Ponieważ większość kwater była już dawno zarezerwowana, zamieszkaliśmy w pewnym ekskluzywnym, czeskim pensjonacie. Śniadanie wielkanocne (podobnie, jak większość posiłków) zjedliśmy na tzw. świeżym powietrzu. Co prawda zamiast świątecznego stołu była karimata, zamiast białej była brązowa, a zamiast żurku była grochówka (czyli - jak mawiają na Podlasiu - creme de la Lewiatan), ale i tak było wyjątkowo wytwornie, co dodatkowo podkreślało minimalistyczne, mlecznobiałe wnętrze naszej plenerowej restauracji oraz moje eleganckie, specjalnie wymyte na tę okazję w Biebrzy,  gumowce.
     I tyle. Przyznam, że po tegorocznych doświadczeniach, chciałbym, żeby wszystkie moje święta były dokładnie takie same, jak te o których piszę. Jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić, to może do ... tego kremu.
   









29 komentarzy:

  1. Pozazdrościć takich świąt. Restauracja leśna to najlepszy lokal pod słońcem, wszystkio smakuje lepiej; rozumiem, że narzekanie na krem z grochu to kokieteria ;) Portret łosia znakomity.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, Ja też mam lepszy apetyt pod gołym niebem :) Achhh no i świetne ujęcia łosi, pozdrawiam

      Usuń
    2. Rado, oczywiście, że kokieteria:) Pełny garnek zniknął w trymiga i jeszcze nam było mało:)Dzięki za łośka. Marcin (i Rado również), cały czas macie szansę przyjechania nad Biebrzę i zrobienia tego samego. Służymy wszystkimi informacjami (również w sprawie plenerowych posiłków:)

      Usuń
  2. Raz w hipermarkecie spotkałam prawdziwego wróbla więc jakaś nadzieja byłaby, ale skoro w święta były zamknięte to innego wyjścia nie mieliście. I całe szczęście, kicające najpiekniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe, gdyż ja również spotykałem wróble w hipermarketach, a w domu zdarzyło mi się wypędzać sikorki:)No, ale skoro zamknięte, to zamknięte. Kicaki zaskoczyły nas kompletnie, więc fajnie że wyszły.

      Usuń
  3. Szaraki są więc Wielkanoc zaliczona :) Dlaczego w mieście trzeba mieć brodę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiedział, ten co jej nie ma :D

      Usuń
    2. Akurat moja broda to już naturalny element krajobrazu... :)

      Usuń
    3. Zaliczona i to fajnie. Po co broda? A był kolega choć raz w Wa-wie? Tam każdy elegant nosi brodę. Przynajmniej takie obserwacje poczyniłem w trakcie moich wyjazdów:) Aswertyna, miło że zajrzałaś. Mam nadzieję, że to nie wyłącznie z powodu Szczepana.

      Usuń
    4. Byłem, ale nie jestem wielkim fanem miast, obeznanym w trendach, nieogolona twarz jest po prostu wygodna. Aswertyna to taka chicha fanka Biebrzańskiego bloga ;) Dobrze że się (w końcu) ujawniła :)

      Usuń
    5. Ja też nie, ale czasem muszę bywać i jak widzę na przystanku 10 przedstawicieli hipsterowatych z brodami, jak Rumcajs, to myślę, że coś musi być na rzeczy:) Sam po wyjazdach wyglądam, jak wyglądam, ale na pewno nie tak, jak ten na R. PS. Pozdrowienia i ponowne zaproszenie dla Aswertny:)

      Usuń
    6. Normalny facet po prostu się nie goli ale miejskie gogusie "zapuszczają brody"... I dla tego ostatnio odkąd stały się modne to golę się częściej.

      Usuń
    7. ja tu cichaczem kazda notke czytam, a w niedziele wieczorem wyczekuje nowego posta :)

      Usuń
    8. Makroman, jeżeli założysz kiedyś jakąkolwiek partię, pierwszy się do nie zapiszę! Aswertyna, bardzo mi miło:) Mam nadzieję, że kolejne niedziele (i czasem inne dni) Cię nie zawiodą:)

      Usuń
  4. Czy łosie jakoś specjalnie lubią za brzozami wystawać? Zające pod słońce zabijają

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zimie nie, ale w niezimie tak. Zanim pojawią się trawa i kaczyńce, to brzezina je karmi, więc wystają:) A szaraki też lubię:)

      Usuń
  5. Ze swoim miejscem na ziemi jest jak z żoną, każda inna ma wady tej naszej ... plus jeszcze swoje własne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Z Biebrzą jest tak, że nie mogę doczekać się wyjazdu, w trakcie pobytu zaczynam ją przeklinać, wracam do Olsztyna i ... nie mogę doczekać się wyjazdu. I tak już od ćwierćwiecza:)

      Usuń
  6. Ja też cichaczem podglądam i podczytuję i nadziwić się nie mogę jakie te wielkanocne zające wspaniałe. Łosie zresztą też. Oby nie na obiad. Nie ma jak nad Biebrzą...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi niezmiernie:) Dziękuję za komentarz i zapraszam częściej. Trochę tej Biebrzy (i Warmii) postaram się jeszcze pokazać:)

      Usuń
  7. Piękne łosiska :)
    A zajęcy to u mnie jakieś zatrzęsienie ... Pola całe się ruszają :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, myślałem, że znowu zaginąłeś w akcji. Szaraków Ci zazdroszczę (u nas i na Podlasiu ciągle słabo) i chętnie wymienię na łosie:)

      Usuń
    2. Zamieniamy się ... Łap ile chcesz, ale łosi musisz dostarczyć sporo ;)

      Usuń
  8. a mi się tym razem piątka bardzo podoba. Jest taka jakaś niepretensjonalna, stworzenie sprawia wprawdzie wrażenie pół kosmity, pół mrówkojada, ale cała scena jest zatrzymaną chwilą. Fajne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scena była zaskoczeniem, ale masz rację. Mrówkojad, jak nic:)

      Usuń